Nie lada gratka dla fanów mrocznych thrillerów. Serial HBO Max trafił na Netflix i przyciągnął tysiące widzów
The Staircase, znany w Polsce jako „Schody”, wrócił do gry i błyskawicznie podbił Netflixa. Mroczny thriller oparty na prawdziwej historii przyciąga widzów napięciem, świetną obsadą i pytaniem, na które do dziś nie ma jednej odpowiedzi.

True crime od lat nie wychodzi z mody. Kochamy historie, które wydarzyły się naprawdę, bo budzą większe emocje niż niejeden - nawet najlepiej wymyślony thriller. Jest w nich napięcie, tajemnica i to niepokojące poczucie, że granica między prawdą a fikcją bywa zaskakująco cienka. Nic więc dziwnego, że widzowie regularnie wracają do najmocniejszych tytułów z tego gatunku.
Jednak coraz częściej drugie życie seriali zaczyna się nie w dniu premiery, lecz dopiero po zmianie platformy. Produkcje, które wcześniej mogły umknąć w natłoku nowości, po wejściu do katalogu Netfliksa trafiają do zupełnie nowej publiczności i nagle znów stają się numerem jeden. Tak właśnie stało się z „Schodami” - głośnym thrillerem HBO Max, który po przenosinach ponownie rozgrzewa widzów do czerwoności.

„Schody” nr 1 na Netflix

To tylko osiem odcinków, a jednak wystarczyło, by tytuł po raz drugi stał się tematem rozmów w pracy, w drodze na jogę i w wieczornych wiadomościach od przyjaciół. Miniserial „Schody” („The Staircase”), stworzony przez Antonio Camposa, zadebiutował na Netflixie w piątek 19 kwietnia i natychmiast zaczął piąć się w zestawieniach oglądalności. W Polsce dobił do 1. miejsca, wpisując się w wyraźny głód opowieści z pogranicza dramatu rodzinnego i kryminału.
Globalnie produkcja również przyspieszyła: wskazywano jej 4. pozycję w światowym rankingu Netflixa oraz obecność w Top 10 w 49 krajach. Ta dynamika robi wrażenie, bo nie mówimy o premierze sezonu na miarę czerwonego dywanu, tylko o tytule, który miał już swoje głośne życie w 2022 roku. A jednak wraca jak dobrze skrojony trencz, który po latach znów pasuje idealnie.
Serial HBO Max „Schody” trafił na Netflix. O czym jest?

W centrum historii stoi Michael Peterson, pisarz oskarżony o zamordowanie żony Kathleen. Zostaje ona znaleziona martwa u podnóża schodów w domu w Durham w Karolinie Północnej, a to, co mogłoby zostać zamknięte jako tragedia, błyskawicznie przeradza się w wieloletni spór o prawdę. W tej sprawie kluczowe daty brzmią jak kolejne akty dramatu: zarzuty postawiono w 2001 r., a proces ruszył w lipcu 2003 r.
Serial nie ucieka w prostą sensację. Zamiast tego prowadzi widza przez labirynt relacji i lojalności, gdzie każdy gest ma ciężar, a każde rodzinne „my” zaczyna brzmieć inaczej, gdy w tle pracuje aparat śledczy i medialny. To właśnie ta gęsta, psychologiczna faktura sprawia, że „Schody” ogląda się jak powieść kryminalną, w której najważniejsze bywa to, co niedopowiedziane.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby YouTube i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
Obsada w pierwszej lidze, a napięcie szyte na miarę

Colin Firth jako Michael Peterson i Toni Collette jako Kathleen Peterson nadają tej historii klasę, która nie potrzebuje podbicia efektami. Towarzyszą im m.in. Michael Stuhlbarg, Juliette Binoche, Dane DeHaan, Olivia DeJonge, Patrick Schwarzenegger, Sophie Turner, a także Rosemarie DeWitt, Tim Guinee, Odessa Young, Parker Posey i Vincent Vermignon. To obsada, która działa jak precyzyjnie ułożona kolekcja: każda postać ma swój ton i swoją funkcję, a razem budują opowieść o rodzinie wystawionej na próbę, z której nie da się wyjść bez rys.
Wyróżnienia branżowe podkreślają skalę aktorskiej pracy: Colin Firth i Toni Collette otrzymali nominacje do Emmy. A kiedy gra jest tak subtelna, widz łatwiej zauważa, że „Schody” nie są wyłącznie o sądzie i dowodach, ale o tym, jak napięcie potrafi przemodelować codzienność.
Dokument, fabuła i liczby: dlaczego „Schody” znowu trzymają Polskę w napięciu

Fabuła miniserialu była inspirowana francuskim dokumentem true crime z 2004 r. o tym samym tytule, autorstwa Jean-Xaviera de Lestrade. W tym samym uniwersum widzowie mogą też sięgnąć po dokumentalny serial „Schody” liczący 13 odcinków, dostępny na Netflixie. To zestawienie działa jak dwa spojrzenia na ten sam obraz: jedno bardziej reporterskie, drugie dramatyczne, ale oba z podobną siłą przyciągania.
Na odbiór wpływają również oceny: Rotten Tomatoes wskazuje 92% pozytywnych recenzji, a Metacritic 80/100 na podstawie opinii krytyków. W polskim obiegu widać większy dystans: Filmweb notuje 6,6/10 od użytkowników i ok. 6,3/10 od krytyków. Ten rozjazd wcale nie szkodzi popularności. Raczej podkręca ciekawość, bo „Schody” są dokładnie tym typem serialu, który chce się sprawdzić samodzielnie, a potem przedyskutować, najlepiej długo i bez pośpiechu.

