Na pytanie, z czego jest najbardziej dumna, odpowiada bez wahania: „Z mojej rodziny, z moich dzieci”. Małgorzata Socha w rozmowie dla ELLE Voices opowiada o macierzyństwie z ciepłem, ale też ze świadomością, ile wymaga łączenie go z pracą i innymi zobowiązaniami. Jest mamą trojga dzieci, aktorką, rozwija własną firmę, a w jej kalendarzu pojawiają się kolejne zawodowe wyzwania. Jak odnajduje się w tej codzienności? W wywiadzie przyznaje, że nauczyła się prosić o pomoc i zrezygnowała z przekonania, że we wszystkim musi być idealna.

Dzieci nauczyły ją odpuszczać

Gdy pada pytanie o możliwość bycia perfekcyjną w każdej z życiowych ról, Socha odpowiada wprost: „Ja już wiem, że nie. Kiedyś próbowałam, ale też się z tego wyleczyłam”. Zauważyła, że stawianie sobie tak wysokich wymagań za dużo ją kosztuje. Macierzyństwo pomogło jej spojrzeć na własne oczekiwania z większym dystansem.

„Też nauczyłam się odpuszczać od tego momentu, od kiedy mam dzieci” — mówi. To właśnie one potrafią najskuteczniej sprowadzić ją na ziemię i przypomnieć, co ma znaczenie. „One najlepiej przebijają balonik” — dodaje. W tej krótkiej uwadze mieści się doświadczenie dobrze znane wielu rodzicom: przy dzieciach nawet starannie przygotowany plan czasem trzeba zmienić, a własne ambicje dopasować do tego, czego wymaga dana chwila.

Zobacz także:
player placeholder

Najpierw mama. Macierzyństwo zmieniło jej priorytety

Socha zawsze chciała mieć dzieci, choć — jak zaznacza w rozmowie — założenie rodziny nie w każdym momencie życia wydawało jej się oczywiste. Dziś mówi o niej jako o największym powodzie do dumy. Zmianę, którą przyniosło macierzyństwo, widać też w sposobie, w jaki opisuje siebie: „Myślę, że dzisiaj chyba mam więcej wspólnego z byciem najpierw mamą, później żoną, aktorką, przedsiębiorczynią”.

Ta kolejność nie oznacza, że przestała mieć zawodowy apetyt. Nadal chce się rozwijać, uczyć i próbować nowych rzeczy. Wie jednak, która z jej ról jest najważniejsza. Przy tak wielu obowiązkach pomaga jej dobrze zorganizowany kalendarz, ale także wsparcie innych. Przyznanie, że czasem potrzebuje pomocy, jest częścią tej zmiany.

Zrobić coś dla siebie i mieć do kogo wracać

Jednym z najbardziej osobistych wątków rozmowy jest decyzja o udziale w „Azja Express”. Socha tłumaczy, że przez lata pozostawała przede wszystkim do dyspozycji innych: najpierw pracy, później także rodziny i domu. Wyjazd miał być okazją do przeżycia własnej przygody. „Chciałam zrobić coś dla siebie w końcu” — przyznaje.

Nie obyło się bez tęsknoty za bliskimi, łez i chwil zwątpienia. Jednocześnie doświadczenie pozwoliło jej ponownie poczuć otwartość na to, co jeszcze może się wydarzyć. Po powrocie czekały obowiązki, dzieci i praca. Mówi o tym z radością: dobrze było na chwilę odetchnąć, ale równie dobrze mieć do czego wracać.