Krytycy go skreślili, widzowie dają drugą szansę. Kolejny hiszpański thriller akcji podbija Netflixa
Brutalny, mroczny i trzymający w napięciu od pierwszych minut. „Poniżej zera” wrócił do czołówki najchętniej oglądanych filmów na Netflixie, udowadniając, że nie zawsze opinie krytyków pokrywają się z tym, czego szukają widzowie.

W katalogu Netflixa od czasu do czasu szczególnie wyraźnie odcina się kino, które nie potrzebuje rozbudowanego świata ani głośnych nazwisk, by trzymać widza w napięciu. Hiszpański film „Poniżej zera” (oryg. „Bajocero”, międzynarodowo „Below Zero”) z 2021 roku, trwający 106 minut, stawia na precyzję: noc, odludna droga i policyjna furgonetka, w której robi się ciasno nie tylko od metalowych krat, ale też od emocji.
To thriller akcji, który działa jak dobrze skrojony płaszcz na zimę: prosty w formie, a jednak bezlitośnie skuteczny.
Noc, mróz i furgonetka, z której nie ma eleganckiego wyjścia

Punktem zapalnym jest atak na nocny transport więźniów. Za kierownicą siedzi Martín (Javier Gutiérrez) – policjant, który w kilka chwil traci komfort rutyny. Kontakt zostaje zerwany, wsparcie znika, a on zostaje sam w sytuacji, w której każda decyzja ma ciężar większy niż służbowa procedura. Z zewnątrz naciska zagrożenie, a w środku czekają skazańcy, z których każdy może stać się kolejnym problemem.
Film konsekwentnie buduje napięcie na dwóch wektorach. Pierwszy to fizyczny chłód i izolacja – mróz nie jest dodatkiem do scenografii, tylko czynnikiem, który przyspiesza zmęczenie, skraca cierpliwość i podbija ryzyko. Drugi to psychologia zamkniętej przestrzeni: w furgonetce rośnie napięcie między ludźmi, którzy z definicji nie ufają sobie nawzajem. W rezultacie „Poniżej zera” ogląda się jak survival w wersji minimalistycznej: mniej dekoracji, więcej ciśnienia.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby YouTube i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
Martín i reszta obsady, czyli gra nerwów w najlepszym hiszpańskim stylu

Reżyserem jest Lluís Quílez, który napisał też scenariusz razem z Fernando Navarro. W centrum stoi Javier Gutiérrez jako Martín – bohater niewygładzony, bardziej profesjonalny niż efektowny, dzięki czemu łatwo śledzić jego reakcje, gdy sytuacja wymusza improwizację. W obsadzie są również: Isak Férriz (Montesinos), Karra Elejalde (Miguel), Luis Callejo (Ramis), Patrick Criado (Nano), Andrés Gertrúdix (Golum), Édgar Vittorino (Rei) i Florin Opritescu (Mihai).
To zestawienie działa jak dobrze dobrana obsada w teatrze kameralnym: każdy ma wyraźny ciężar obecności, a emocje wynikają nie z deklaracji, lecz z sytuacji. W filmie liczy się spojrzenie, pauza, gwałtowny ruch w ciasnym wnętrzu. Ta oszczędność środków bywa bardziej sugestywna niż rozbudowane tło – zwłaszcza w historii, w której najciekawszy jest właśnie konflikt „tu i teraz”.
Oceny rozjechały się, ale napięcie trzyma do końca

W odbiorze film nie jest jednogłośnym faworytem, co paradoksalnie pasuje do jego charakteru: to kino gatunkowe, zbudowane na jednym, wyrazistym pomyśle. Wyniki na Rotten Tomatoes pokazują 86% pozytywnych recenzji publiczności oraz 55% ocen od krytyków. Na IMDb film ma 6,2/10, a na Filmwebie: 5,9/10 od widzów i 5,5/10 od krytyków.
W recenzjach zwrócono uwagę, że produkcja ma klimat i intrygę, ale bywa schematyczna, a motyw można przewidzieć mniej więcej w połowie seansu; jednocześnie podkreślono moc finału. Ocena recenzentów wyniosła 55/100. To właśnie ten rozjazd – między „zgrabnie zrobione” a „zbyt znajome” – tłumaczy, dlaczego „Poniżej zera” wciąż wraca w rozmowach: bo jest jak porządny, surowy thriller na zimny wieczór. Bez nadęcia, bez nadmiaru, za to z konsekwentnie prowadzonym napięciem.
Jeśli cenicie w kinie dyscyplinę formy, klaustrofobiczny rytm i wyrazisty konflikt, ten tytuł na Netflix potrafi dać dokładnie to, czego szukacie: mocny, mroźny seans, który nie rozprasza – tylko prowadzi prosto w środek pułapki.

