Reklama

[W recenzji znajdują się spoilery]

„Drama” w reżyserii Kristoffera Borgliego z pozoru wpisuje się w dobrze znany schemat: para idealna, ślub tuż za rogiem i drobne napięcia, które tylko wzmacniają romantyczną narrację. Jednak już po kilkunastu minutach staje się jasne, że to nie będzie klasyczna komedia romantyczna. Dostajemy za to zdystansowaną, momentami wręcz... okrutną analizę relacji wystawionej na próbę absolutną.

Borgli bierze na warsztat coś bardzo uniwersalnego: pytanie o to, jak dobrze znamy osobę, z którą dzielimy życie – i przekształca je w eksperyment psychologiczny. Film nie tyle opowiada historię, co ją „rozbiera”: i robi to warstwa po warstwie, aż do momentu, gdy zostaje tylko dyskomfort.

„Drama” serwuje widzom mieszankę humoru i egzystencjalnego niepokoju

Charlie (Robert Pattinson) i Emma (Zendaya) to para na ostatniej prostej przed ślubem. Ich relacja wydaje się niemal idealna – pełna czułości, humoru i wzajemnego zrozumienia. Borgli – wyraźnie celowo – buduje ten obraz jako lekko przerysowaną idyllę, by tym mocniej wybrzmiał późniejszy kontrast.

Przełom następuje podczas kolacji ze znajomymi, kiedy niewinna gra w „najgorsze rzeczy, jakie zrobiliśmy w życiu” wymyka się spod kontroli. Emma przyznaje, że jako nastolatka planowała szkolną strzelaninę. Ostatecznie do niej nie doszło – ale sama świadomość tego faktu działa na jej przyszłego męża jak psychologiczna bomba.

Ten plot twist nie jest jednak osią narracji. Sedno filmu nie tkwi w tym, co Emma zrobiła lub... czego nie zrobiła, ale w tym, jak ta wiedza zaczyna nieodwracalnie zmieniać rzeczywistość bohaterów. Od tej chwili nic nie jest już neutralne.

Charlie zaczyna reinterpretować każdy gest ukochanej. Jej słowa, spojrzenia, nawet milczenie nabierają nowego, niepokojącego znaczenia. Pojawia się paranoja, podszyta irracjonalnym, ale zrozumiałym lękiem. Z kolei Emma zdaje się nie do końca rozumieć skalę konsekwencji swojego wyznania – tak jakby wierzyła, że szczerość sama w sobie powinna być oczyszczająca. W tym kontekście największą siłą „Dramy” jest sposób, w jaki pokazuje erozję relacji. Borgli nie ucieka w melodramatyczne wybuchy emocji – zamiast tego koncentruje się raczej na mikropęknięciach.

„Drama” działa niemal jak studium percepcji: pokazuje, jak jedna informacja potrafi zmienić wszystko, co wydawało się pewne. Reżyser trafnie podkreśla, że relacje nie rozpadają się przez jedno wydarzenie: do rozstań i kłótni dochodzi częściej przez sposób, w jaki to wydarzenie zostaje przetworzone.

Zendaya & Pattinson to mistrzowski duet w „Dramie”

Duet Roberta Pattinsona i Zendayi jest absolutnym fundamentem filmu. Ich gra opiera się na niuansach – drobnych zmianach tonu, zawahaniach, niedopowiedzeniach. Pattinson tworzy postać, która stopniowo traci grunt pod nogami. Charlie nie jest ani bohaterem, ani ofiarą – to mężczyzna uwięziony między racjonalnością a irracjonalnym lękiem. Zendaya natomiast unika jednoznaczności: Emma jest jednocześnie szczera i zdystansowana, pełna skruchy, ale i defensywna. To właśnie sposób budowania głównych ról sprawił, że „Dramę” oglądałam w pełnym napięciu: każda scena była dla mnie polem do osobistej interpretacji.

kadr z filmu Drama
mat. prasowe

Film Borgliego to esencja „dramy”, która zmusza do refleksji nad relacją

Największą wartością „Dramy” jest jej niejednoznaczność. Film nie próbuje rozstrzygać, kto ma rację – i nie daje widzowi komfortu „moralnej wyższości” nad żadnym z bohaterów.

Czy Emma powinna być oceniana za coś, czego nie zrobiła? Czy Charlie ma prawo czuć strach? Czy szczerość w związku ma granice?

Borgli zostawia te pytania otwarte: jesteśmy niejako zmuszeni do konfrontacji z własnymi przekonaniami – i to właśnie ten element sprawił, że o „Dramie”, ale i o granicach szczerości i otwartości w relacji myślałam jeszcze długo po wyjściu z kina.

„Dramę” obejrzycie w polskich kinach od 10 kwietnia

Drama film
mat. prasowe
Reklama
Reklama
Reklama