Zdjęcie Belli Hadid w gigantycznym kapeluszu La Bomba marki Jacquemus ma półtora miliona lajków na Instagramie. Jessica Mercedes również zamieściła w nim zdjęcie, przyciągając uwagę fanów prasy plotkarskiej. Choć graniczyło to z cudem, influencerki postawiły sobie za punkt honoru zdobycie kapelusza do fotografii. Jeśli nie wiesz, o czym mowa, to znaczy, że ostatnie lato spędziłaś w innej galaktyce – to nakrycie głowy pojawiło się absolutnie wszędzie. Gigantyczne rondo w kształcie naleśnika, o średnicy tak dużej, że z powodzeniem mogłoby zastąpić parasol plażowy. Ale czy ktoś widział taki kapelusz nad morzem? Nie. Ponieważ ten trend istniał tylko na Instagramie.

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez  (@bellahadid) Cze 6, 2018 o 4:02 PDT

Podobny przypadek to przezroczysta torba Celine. Sieciówki natychmiast ją skopiowały, zachęcone tym, jak wiele udostępnień miała torba, która wygląda jak zwykła foliówka, a kosztuje prawie 3000 zł! Na Instagramie wygląda naprawdę świetnie – w środku ma małą kieszonkę na pieniądze i dokumenty, a jednocześnie pozwala wyeksponować nowe etui na telefon, szminkę od Chanel, stylowy notatnik i zaproszenie na pokaz. Problem w tym, że życie to nie Instagram. Zamiast stylowego notatnika i szminki nosimy w torbie zużyty ­papierek po gumie do żucia, podpaskę i obgryziony długopis. Niemal identyczne plastikowe torby straszyły w Zarze do ostatnich dni przeceny. Możemy wyobrazić sobie ich los – kupione przez kogoś, „bo tanie”, trafią na kilka lat na dno szafy, by następnie zasilić góry śmieci na dnie oceanu.

Według badań przeprowadzonych przez brytyjski dziennik „The Independent” prawie 20 proc. kobiet między 33. a 40. rokiem życia kupuje ubranie tylko po to, by zrobić zdjęcie na Instagrama, a następnie je zwrócić do sklepu. Hasztag „ootd” (outfit of the day) ma już ponad 222 miliony pozycji. Oczywiście każda stylizacja musi być niepowtarzalna. „Pokazanie się jeszcze raz w tym samym stroju byłoby dla tych kobiet poniżające” – podaje dziennik. Oznacza to olbrzymi problem dla sklepów – klientki nie myślą już o ubraniach w kategorii „zakup na zawsze”. Gdy coś wystąpiło jako „strój dnia”, kolejnego dnia może wrócić na sklepową półkę. Influencerki nie muszą zadawać sobie pytania: „Czy będę w tym chodzić?”. Niestety, nie zadają też sobie pytania, czy moralne jest inspirować ludzi do zakupu czegoś, czego same nie chcą mieć w swojej szafie.

Ostatnio stylizowałam sesję sukienek weselnych dla znanego domu mody online. – Koniecznie musisz pokazać plastikowe torby Cult Gaia – usłyszałam. Z niedowierzaniem przetarłam oczy. Jasne, doskonale zdaję sobie sprawę, jak gorącym trendem są plastikowe i drewniane koszyki, które wyglądają jak torby na warzywa i owoce z PRL-u. Ale czy naprawdę chcemy je łączyć np. z piękną koronkową sukienką od Erdem? – Musimy. Kupiliśmy ich tysiące, sugerując się trendem z Instagrama. Teraz zalegają w magazynie – usłyszałam. Rzeczywiście, ciężko o bardziej fotogeniczną torbę. Sama wrzuciłam jej zdjęcie do sieci. Następnie wzięłam ją raz i zgubiłam kartę miejską, która wypadła przez duże ażury. Dlatego rozgrzeszam wszystkich wściekłych, którzy stracili jeszcze więcej, a następnie odesłali torbę do sklepu.

– Instagram to największy powód błędów w zakupach – mówi personal shopperka Fatima Saqlain. – Ludzie widzą, że coś wygląda świetnie na zdjęciu, i chcą to mieć. Niestety, nie myślą, że dobre zdjęcie to też odpowiednie ujęcie, światło, czasem Photoshop. Większość trendów z Instagrama nigdy nie trafia na ulice, tylko zalega w szafach albo wraca do sklepu – dodaje. Podobną opinię ma Magda Jagnicka, stylistka, która ubiera wiele polskich celebrytek. – Jedna z moich klientek zobaczyła influencerkę ubraną w przezroczystą sukienkę. Zdjęcie wykonane w świetle dziennym prezentowało się pięknie: romantycznie i naturalnie. Kilka godzin zajęło mi wytłumaczenie jej, że na ściance, w bezlitosnym blasku fleszy, taka kreacja będzie wyglądać wulgarnie. Inna z gwiazd uparła się, by włożyć dużą bluzę Vetements. Chociaż mówiłam, że na zdjęciach wychodzi dobrze dzięki odpowiedniemu upozowaniu, a w prawdziwym życiu przypomina worek, gwiazda zamówiła ją online. Oczywiście, szybko odesłałyśmy ją do sklepu – mówi Magda. Co zrobić, by nie nabrać się na fałszywe trendy? – Najważniejsze to znać swój styl i pamiętać, że Instagram to sztucznie wykreowana rzeczywistość – mówi stylistka Rachel Bakewell, która pracuje m.in. dla brytyjskiego „Rika Magazine”. Także stylistki dają się nabrać na piękne instagramowe zdjęcie. – Tak było ze zdjęciem Jessiki Mercedes w babcinej folkowej chustce na głowie. Na tle wieży Eiffla wyglądała pięknie. Zapragnęłam mieć taką chustkę. Gdy przymierzyłam ją w sklepie, nie mogłam przestać się śmiać. Przypominałam własną karykaturę – mówi Magda Jagnicka. – Kolejny przykład to wąskie okulary, które noszą m.in. siostry Hadid. Przymierzyłam setki. We wszystkich prezentowałam się idiotycznie – mówi. – Te okulary to największe kłamstwo internetu. Wyglądają świetnie tylko na 5 proc. osób, poza tym nie stanowią żadnej ochrony przed słońcem – dodaje Fatima. Takich przykładów jest więcej. Plastikowe sandały na lato, w których odparzają się stopy, kurtki tak szerokie, że nie da się założyć torebki na ramię, berety noszone do letnich stylizacji. To wszystko trendy stworzone wyłącznie na potrzebę instagramowego zdjęcia – wylicza Fatima.

Jak poznać, czy trend sprawdzi się w rzeczywistości? – Podczas zakupów warto zadawać sobie proste pytania: Z czym mogę to nosić? Czy to pasuje do ubrań z mojej szafy? Czy naprawdę jest praktyczne i piękne, czy tylko efektowne? – wylicza Rachel Bakewell. – Zastanów się, dlaczego chcesz to mieć. Gdy widzisz zdjęcie na Instagramie, czasem zachwycają cię piękne kolory, sceneria, światło. Spróbuj wyobrazić sobie siebie w takim ubraniu w codziennych sytuacjach: w pracy, w gronie przyjaciół. Czy naprawdę będziesz nosić spódnicę na spodnie? Czy futrzane sandały mają sens o jakiejkolwiek porze roku? – wyjaśnia Saqlain. – Nie uważam, że Instagram to zło – mówi Rachel Bakewell. – Korzystam z niego, szukając inspiracji do sesji. Nie możemy jednak traktować go dosłownie. W życiu nigdy nie będziemy wyglądać tak dobrze jak na instagramowym zdjęciu. Porównywanie się do influencerek może jedynie wpędzić w kompleksy – dodaje.

Przyznaję się. Sama namówiłam koleżankę na zakup pięknej chustki na głowę z napisem „Alaska” w sklepie vintage. Nie sądzę, by odważyła się ją założyć, podobnie jak ja nie wyjdę na ulicę w bieliźnianej sukience-halce podpatrzonej u influencerki Courtney Trop. Zawsze mogę się pocieszyć, że użyję tych rzeczy do sesji. Jednak Instagram z pewnością będę przeglądać z jeszcze większą nieufnością.

Tekst Ina Lekiewicz