Marta Kowalska / ELLE.pl: Chris Stevens z "Przystanku Alaska" w swojej audycji "Chris o poranku" powiedział kiedyś swoim słuchaczom: "Po mojej przygodzie z utratą głosu podzielę się z wami przemyśleniami na temat mowy. Nie lekceważcie jej, mowa jest kluczem do ludzi". Brzmi trochę cringe'owo, chociaż Chris naprawdę miał poczucie humoru, i to takie bolesno-porankowe. No i miał chyba uniwersalną rację. Dziś znów zaczęliśmy mówić i słuchać?

Mih Michalski: Tak, bo obrazy stały się już tak głupie, że coraz mniej atrakcyjne jest ich oglądanie.

Według badań już co czwarty polski internauta słucha audycji radiowych w sieci. Sami w listopadzie chwaliliście się 400 000 emisji podcastów. Dziwi Cię tak dynamicznie rosnący popyt na słuchanie?

Nie. Jesteśmy przebodźcowani, a wciąż chcemy multiscreenować. Dlatego słuchanie podcastu, słuchanie radia się w to wpisuje - możesz prowadzić auto, wyjśc z psem na spacer i jednocześnie posłuchać czegoś ciekawego. I nie rozpraszać się na ogłupiające scrollowanie. Może rodzi się hype na bycie niegłupim?

A ja mam wrażenie, że obrazy w takiej częstotliwości jak migający feed Instagrama zabiły wyobraźnię. Zabrakło nam naturalnego narkotyku dla mózgu. Potrzebę wyobrażania, którą kiedyś dawały ludziom książki i słuchowiska, zabrały nam social media.

Nie tylko to nam zabrały. Skróciły drastycznie czas skupienia uwagi na czymkolwiek. Pracując w mediach i marketingu już kilka lat temu dostawałem zamówienia na produkcje wideo z wyraźnymi wytycznymi: "niech trwa trzy, pięć sekund, ale zrób tak, żeby nikt po sekundzie nie wyłączył". Rozumiesz - walka o utrzymanie uwagi widza liczona w sekundach. Tymczasem w newonce.radio mamy audycję Piotrka Kędzierskiego i Kuby Wojewódzkiego, której jako podcastu 60% ludzi słucha do końca. Półtorej godziny. Do końca. Wyobrażasz sobie?

Sama słucham, więc jestem w stanie w to uwierzyć. Mimo że jestem raczej wzrokowcem. Ty pewnie słuchowcem?

Haha, otóż nie. Przecież każdy facet jest wzrokowcem. I przyznaję, że trudno mi się skupić na podcaście, który mnie nie interesuje. Rozkojarzam się. Ale te nasze mają w sobie siłę.

Siłę i prowadzących i zapraszanych gości. Zawsze się zastanawiam, jak udało się wam pogodzić tworzenie medium dla młodzieżowej społeczności z gośćmi elektryzującymi dorosłych. Rano na antenie Żabson, a wieczorem w studio Jacek Fedorowicz, Kasia Smutniak i Magdalena Cielecka. Nie sądzę, żeby przyszli do was do studia ze stuprocentowym zaufaniem…

To duża zasługa doświadczenia, jakości i towarzyskiech relacji, które do newonce wnoszą postaci takie jak właśnie Piotrek Kędzierski, Kuba Wojewódzki. Świetną intuicję do gości ma też Bartek Czarkowski, dyrektor programowy radia. Czy Jacek Sobczyński, mój przyjaciel ze studiów, który tworzył ze mną platformę newonce.net i jest jej redaktorem naczelnym. Z czasów studiów znam też Michała Walkiewicza, naczelnego Filmwebu - do jego audycji w newonce potrafi przyjść Grażyna Torbicka, która dla nas, studentów specjalności filmoznawczej, była ikoną kinowego establishmentu. Nieprawdopodobne.

Co studiowałeś?

Filologię polską. Specjalność: filmoznawstwo, telewizja i kultura medialna.

To tak jak ja, tylko że Ty…

W Poznaniu.

No to powiedz, skąd Ty tu się wziąłeś…

W sensie: w mediach?

Tak.

Chyba od zawsze to czułem. W liceum prowadziłem wywrotową gazetkę podziemną, organizowałem radiowęzeł. Chyba już wtedy kręcił mnie wpływ na to, co przedstawię ludziom, co im puszczę, co wskażę jako fajne. To chciałem też robić zawodowo. Zacząłem pracę w agencji muzycznej, i jakoś niewiele później wylądowałem w Warszawie - w KMagu, jako PR event manager, potem Marketing Supervisor. Pracowałem półtora roku, potem jak to często bywa, trochę się poróżniliśmy i zacząłem działać na własny rachunek. Współpracowałem z blogerami, organizowałem wydarzenia. Wciąż jednak ciągnęło mnie w stronę mediów - wiedziałem, co w nich nie działa, co można zrobić lepiej. 

Najpierw stworzyliście newonce.net - internetowy tytuł skupiony na rapie i kulturze streetowej. Trochę dla tzw. "ziomeczków", chociaż pamiętam, jak kiedyś powiedziałeś mi, że sam "ziomeczkiem" nie jesteś.

Nie, ale mam ich wśród znajomych. Chcieliśmy stworzyć coś dla ludzi pasjonujących się kulturą uliczną, "urban culture". Na początku newonce.net był o muzyce, w dużej części czarnej, o koszykówce, butach. Nie było wtedy w Polsce takiego tytułu. Czegoś podobnego do Highsnobiety. A właśnie takim medium chciałem być, tylko że tutaj, lokalnie. Ale życie szybko zweryfikowało te założenia.

Dlaczego?

Okazało się, że nie było zapotrzebowania na tytuł oparty głównie na takich treściach - poświęcony głównie fajnym butom i ciuchom. Nie analizowaliśmy tego wcześniej, to był biznes tworzony od początku na wariackich papierach, z paczką przyjaciół. Potem dopiero zorientowaliśmy się, że to nie wystarczy, skoro ludzie te właśnie fajne buty i ciuchy mogą sobie łatwiej obejrzeć na Instagramie. Naprawdę tylko garstkę osób interesuje jakiś tam "collab" odzieżowy kogoś z kimś tam. To było za mało, ale równocześnie pokazało nam, w czym jesteśmy mocni…

To gdzie był kryptonit?

Jak zawsze - w ludziach. Mieliśmy na pokładzie świetnych dziennikarzy, którzy od lat byli w mediach, mieli dobre przygotowanie kulturowe, kulturoznawcze, opiniotwórczy język. Pisali bardzo mocne teksty o popkulturze i to nam najlepiej się "klikało". Nasi odbiorcy potrzebowali wyjaśniania kontekstów, a nie informacji, gdzie coś można kupić i za ile. I to dało nam przewagę na tym rynku. 

I sporą społeczność. 

Tak, zauważyliśmy, że zdążyło wychować się pokolenie, które nie było w stanie skonsumować natłoku powielanych treści. Które nie miało swoich dziennikarzy, swoich liderów opinii w mediach. Jak byłem w ich wieku, spędzałem czas w mojej rodzinnej Redzie z uchem przyklejonym do radia, słuchając kultowej Radiostacji. Kupowało się wtedy Aktivista i dla dodatku "Co Jest Grane" Wyborczą w piątki. A tuż za nami dorastali ludzie, którzy pod tym względem byli trochę bezdomni. Nagle okazało się, że nie mają swoich mediów a social mediami są totalnie ogłupieni. Chcieliśmy dać im postaci, które stałyby się ich głosem. Dziś newonce to około stu takich osób - trzydziestu dziennikarzy i około 70 współpracowników. 

Nie czułeś, że podbieracie to pokolenie KMagowi?

Zupełnie nie. KMag moim zdaniem jest przede wszystkim o modzie, czasem w kontekście kultury, ale jednak jest to tytuł wyraźnie skierowany do ludzi zainteresowanych właśnie modą. Dla modelek, stylistów, blogosfery. U nas nawet w redakcji i wśród gości takich ludzi nie ma. Są za to skejci, raperzy, sportowcy, gamerzy, grafiiciarze, ludzie z branży kreatywnej. Chłopaki i dziewczyny z miejską zajawką, wieloma pasjami. Słuchają rapu albo techno. Raczej nie pójdą na pokaz Macieja Zienia czy Dawida Wolińskiego. Jeśli odnoszą się do mody, to interesuje ich bardziej to, co planuje Virgil Abloh. Już bliżej nam do Aktivista i Hiro niż do KMaga.

Dość intuicyjnie scharakteryzowaliście grupę docelową newonce - chyba więcej w tym pasji niż strategii marketingowej. Chociaż dziś w każdym excelu media mają kolumnę - społeczność. Bo to się opłaca.

To nasza największa siła, ale to się działo naturalnie. Nie wiem nawet, jak to się stało tak szybko - ludzie nam po prostu zaufali, poszli za nami zaczęli przychodzić na nasze imprezy, udzielać się na facebookowej grupie. Fakt, że ludzie chcą kupić i nosić naszą bluzę to dla nas wyróżnienie i wielki zaszczyt. Tak samo jak każda wlepka z naszym logo przyklejona gdzieś w mieście. 

Jak nosisz logo newonce, to jesteś trochę cool-dzieciakiem? Wasza społeczność to dziś trochę odpowiednik najfajniejszych ludzi ze szkoły. 

Coś w tym jest.

Cool-dzieciaki. Dosłownie też. Nie wkurzasz się, jak podczas poranków dzwonią słuchacze z podstawówki?

Zupełnie nie. Super, że wychowujemy nowe pokolenie. Hasłem naszej ostatniej kampanii jest "Interesuj się". Bardzo nam zależy na tym, żeby szczególnie ci młodzi słuchacze byli ciekawi tego, co dzieje się wokół nich.

Macie też bardzo młodych ludzi za mikrofonem. To się wiąże z jakimś ryzykiem, trudnościami?

Chyba jedyne, jakie zauważyłem to to, że ci najmłodsi mają już inną kulturę języka, za mało czytają. Mówię "nie zasypiajcie gruszek w popiele", a oni nie bardzo wiedzą, o co mi chodzi. 

Ale wśród waszych odbiorców, nie mówiąc o autorach, są też, cóż, bardzo już dorośli ludzie. Dziewczyny po trzydziestce, słuchają newonce'a trochę jak fajnego faceta, który powie im, co ciekawego dzieje się na mieście. Bo jednak większość składu redakcji to faceci…

Tak, ale na antenie i w zespole mamy też superdziewczyny: raperki, djki, tatuatorki, gejmerki, realizatorkę. Tycjana prowadzi "Drugie śniadanie"…

A świetna Aga Borysiuk audycję gamingową. Zawsze też czekam na nowości muzyczne od Kasi - 1/2 składu Coals w audycji UFO.

Tak i tych dziewczyn w nowej ramówce, która startuje 1 marca, będzie jeszcze więcej. Wciąż radio to trochę męski sport. Ale staramy się to zmieniać. 

Jeśli już jesteśmy przy dziewczynach.Wrócę do tych moich koleżanek po trzydziestce, które codziennie rano w swoich eleganckich płaszczach, kardiganach i sztybletach jadą do pracy, a w słuchawkach mają wasze radio. Albo i lepiej - playlistę Pro8l3mu. Myślisz, że mieliście na to wpływ? Że spopularyzowaliście rap i hip-hop w środowiskach jeszcze dekadę temu egzotycznych dla tych gatunków?

Nie przeceniałbym naszego udziału w tym - to raczej wynik trendów i koniunktury. Jeśli chodzi o Pro8l3m - do tej pory pamiętam, jak grali na pierwszych urodzinach newonce.net. I jakie to było przeżycie - dla mnie i dla tłumu naszych gości. Trafiliśmy w czasie na nadchodzącą falę ich popularności.

I nie tylko ich. Hip-hop i rap w ostatnich latach eksplodowały. Nie mówię tylko o Taco Hemingwayu, bo to już tak jak Dawid Podsiadło, bogata w teksty muzyka rozrywkowa. Najlepszej jakości, ale popularna. Numer jeden na polskim Spotify'u. A ja myślę raczej o młodych, niszowych chłopakach, których promujecie. I tym samym trochę rekonstruujecie underground.

Tak, jest obecnie taki trend - na dziwność.

Może i są dziwni, pewnie też odwołują się do lat 90., których większość z nich raczej nie może pamiętać. Ale część z nich naprawdę świetnie żongluje słowami. W młodej muzyce już dawno nie było takiej poezji formalnej, jaką teraz słychać właściwie tylko w hip-hopie. Wystarczy posłuchać Kozy, Okiego czy Zdechłego Osy.

Tak, nie wszyscy z tego pokolenia mają w zasobach tylko sto słów. Osobiście jestem fanem Kaza Bałagane, bo jest gościem, którego językiem mówi już wielu ludzi. Tworzy związki frazeologiczne, które aż chce się cytować, wplatać do swojego słownika. Cenię też Janka Rapowanie, nie tylko dlatego, że u nas pracuje. Z trochę starszych - uwielbiam Jetlagz. Ich ostatnia płyta jest bardzo dojrzała - tam dzieje się hip-hop, nie ma pozy, nie ma udawania, to są skejterzy. Z tym się identyfikuję, chociaż przyznam, że rap nie jest moją muzyką numer jeden. Tak jak nigdy nie jeździłem na desce, ale jestem przekonany, że klimaty Venice i ci ludzie z jakiegoś powodu są źródłem i muzyki, i mody. 

Oho, moda!

Jeśli zapytasz mnie, co sądzę o Yeezy, to powiem Ci, że ich nie lubię. Inspiruje mnie za to totalnie zmieniający się styl deskorolkowców i ludzi kultury miejskiej. Oni do streetowych koszulek zakładają spodnie w kant i wyglądają jak dandysi. Potem marki typu Supreme się tym inspirują.

Co więcej - inspirują się też tym takie sieciówki jak COS. Ale też marki high fashion.

To jest bardzo interesujące, chociaż ja wychowałem się na czasach, kiedy dzieciaki z nurtu grunge nosiły flanelowe koszule, tylko dlatego, że ojcowie z Seattle mieli flanelowe koszule i to się po prostu pożyczało z ich szaf. U podstaw było to, że po prostu ktoś kiedyś założył koszulę ojca. Oczywiście muzyka też była w tym kodzie. Kiedyś albo byłeś metalem, albo skinheadem albo fanem techno i po stylu można było Cię rozpoznać, nie za bardzo dało się wybić poza reguły tego kodu.

Niektórzy próbowali. Rave, gypsy jazz?

Epoka miksów przyszła później. Bo wcześniej przyjeżdżała do nas tylko w szkolnych wymianach - w postaci stylizacji np. kolegów z Holandii, u których pierwszy raz widziałem połączenie metalowych t-shirtów, szerokich spodni i skejtowych butów. Pamiętam to zwarcie w naszych głowach: "To kim oni są? Metaloskejtami? Ale jak to? Do której szuflady ich wrzucić?". Byliśmy dość płascy i jednowymiarowi, przyzwyczajeni do bardzo precyzyjnie określonych ram muzyki i stylu.

Czego wtedy słuchałeś? Może nadal słuchasz? Skoro rap nie jest dla Ciebie numerem jeden…

Wychowałem się na muzyce gitarowej, na The Strokes, Pearl Jam, Iggym Popie. Nosiłem sztruksowe marynarki i długie włosy. Potem słuchałem minimalowej elektroniki. Na pewno w moim top ten jest Moderat, ale też The National, które jest smutne, a ja lubię smutną muzykę. I smutnych pieśniarzy: Marka Kozelka czy Marka Lanegana. Mam wrażenie, że ja w ogóle jestem trochę smutny w środku i lubię się w takiej muzyce potaplać. Taki introwertyk udający ekstrawertyka, to właśnie wychodzi też w moich wyborach muzycznych. Uwielbiam też Sonic Youth, The Black Heart Procession, uwielbiam zespół Ścianka, który jest echem mojego Trójmiasta. Ten wiatr znad morza przynosił dużo wariatów - scenę yassową, Tymona Tymańskiego. Miałem wtedy 16 lat i robiliśmy stronę internetową zespołowi Ścianka, wpadaliśmy do studia Maćka Cieślaka jak do świątyni. Wyobraź sobie - mam kilkanaście lat, a do tego studia wchodzi Artur Rojek i coś po prostu zaczynają nagrywać. Sopot to był wtedy inny Sopot…

Zaraz uderzymy w tony: "kiedyś to było"…

No tak, kiedyś to było. Z Redy z punkowcami, hip-hopowcami i rastamanami jeździło się jedną paczką na te same imprezy. 

Tymczasem w podsumowaniu 2019 roku na Spotify trzy pierwsze miejsca na liście najczęściej słuchanych w Polsce artystów są wykonawcy przypisani przez platformę do gatunku hip-hop. To już biznes, nie oszukujmy się, nie zawsze najlepszej jakości. Numery rapowe i rapo-podobne publikuje się dziś z częstotliwością postów instagramowych. Trudno za tym nadążyć. 

Biznes, ale my wciąż stawiamy na prawdę w tym wszystkim - twórcy codziennie wpadają do nas do redakcji, do baru, my ich po prostu znamy. Nawet, gdy jako agencja stajemy do przetargów, to właśnie dzięki temu możemy liczyć na zaufanie. Nie jesteśmy korporacją z biurowcem w przypadkowym miejscu.

Ale na stronie i w komunikatach przed nazwiskiem masz korporacyjne CEO…

CEO to był na początku żart, autoironia. Bo zostałem tym CEO w swojej firmie, która miała na początku trzech pracowników. Pewnie dla niektórych brzmi to megalomańsko, natomiast dziś, kiedy jestem formalnie Prezesem Zarządu, jego angielski odpowiednik CEO jest bardziej, cóż, prawomocny. 

Mierzysz w takim razie sukcesy liczbami w excelu?

Na pewno ważniejsze od odsłon reklamowych jest dla mnie zaangażowanie w dobre treści. To, że użytkownik nie wyłączy naszego podcastu po pięciu minutach. Sprzedajemy wizję, nie bzdury. 

Przywilej projektów autorskich. Z tym, że te dobre zawsze dynamicznie rosną i nie orientujesz się nawet, kiedy zamieniają się w dużą zorganizowaną korporację.

Póki ludzie nam ufają, póki wypełnia się dziedziniec newonce baru podczas naszych imprez, w ogóle nie spinam się z tego powodu.

No właśnie - bar to jeden z waszych milowych kroków…

Chcieliśmy od dawna mieć redakcję połączoną z barem. Najpierw chcieliśmy to zrobić w ramach projektu z partnerem alkoholowym. Wiedzieliśmy, że to gigantyczna inwestycja. Ale potem pojawił się inwestor, Marcin Łuniewski, który dziś jest moim i Piotra (Kędzierskiego - przyp. redakcji) wspólnikiem. Szukaliśmy odpowiedniego miejsca i kiedy trafiłem na lokal w dawnych budynkach KCPZPR, okazało się, że był zajęty. Poprosiłem o sygnał, kiedy się zwolni. Telefon zadzwonił po pół roku. 

I staliście się ze swoim dziedzińcem alternatywą dla dotychczasowych imprezowni Warszawy…

Tak. I mamy też miejsce na realizację nowych pomysłów. 

Pączkujecie projektami. Przed chwilą uruchomiliście newonce.sport, a wiem, że głową jesteś już parę miesięcy do przodu.

Mam wrażenie, że mamy tyle pomysłów, że musielibyśmy w ogóle nie spać, żeby je zrealizować. Czasem siadamy i trzeba robić selekcję, bo bez zrezygnowania z większości, nie udałoby się zrealizować tych najlepszych.

Nie zakończę tej rozmowy, póki nie dowiem się chociaż kilku konkretów na temat tego, co planujecie. 

Uruchamiamy newonce 3.0 - coś, co połączy newonce.net i newonce.radio. To będzie kosmos - aplikacja, która połączy nasze obszary w całość, której jeszcze na rynku nie było. Ruszy na przełomie maja i czerwca.