Agnieszka Prokopowicz/ELLE: Da się wybaczyć zdradę? 

Marlena Kazoń: Zdrada może nas zaskoczyć i zranić, ale jeśli oboje partnerzy postanowią pracować nad związkiem, to fakt zdrady powinien jednak zostać zapomniany. Warto, abyśmy dali sobie szansę, aby je uleczyć, warto wziąć odpowiedzialność za Nasz związek i zobaczyć, że każdy z nas zasługuje na drugą szansę. Wprawdzie zawsze już będzie nam towarzyszyło poczucie lęku i strachu, to jednak możemy próbować się pogodzić.

Zawsze czujemy, że partner nas zdradza?

Zdrada czasami występuje wtedy, kiedy najmniej się jej spodziewasz, lecz czasami czujemy bez żadnych dowodów, że coś jest nie tak. Czujemy oddalenie partnera, nieobecność, brak. I wtedy często na potwierdzenie znajdujemy SMS w telefonie komórkowym, wiadomość e-mail, fotografię. Czasem do końca pozostaje ugruntowane podejrzenie na temat tego, że osoba, którą kochasz nie jest Ci wierna.

Dlaczego się zdradzamy?

Interesującym aspektem ludzkiej osobowości jest to, że ludzie mają potrzebę zrozumienia wszystkiego, również i zdrady, aby wziąć odpowiedzialność i rozpocząć od nowa lub zanurzyć się w cierpieniu lub poszukać tylko w sobie winy i oddać się masochizmowi, a może po to, aby oskarżyć za wszystko partnera i odejść. Szukamy czegoś, co wyjaśni nam, dlaczego stało się tak, a nie inaczej.

Często mówimy, że zdrada zdarza się z następujących powodów:

  • • Wypalenie się miłości - czy to możliwe? To by znaczyło, że nasza miłość się zapala i wypala, a nie jest to prawdą, gdy kochamy, to różne rzeczy potrafimy wybaczyć, zrozumieć czy przeżyć....
  • • Znudzenie - ten aspekt występuje u bardzo niedojrzałych partnerów, którzy cały czas w sposób narcystyczny pragną być adorowani
  • • Pojawienie się okoliczności - to również oznaka niedojrzałości partnerów, którzy szukają okoliczności, aby poczuć wolność i się zerwać ze smyczy miłości i związku.
  • • Niedojrzałość naszego partnera - tak, ale to też nasza odpowiedzialność, skoro wiążemy się z osobą niedojrzałą, to bardzo często i my jesteśmy niedojrzali.
  • • Czasem nasza odpowiedzialność (nie wina!): brak dostatecznej uwagi, niedostateczna ilość czasu spędzanego razem, brak okazywania emocji czy brak seksu, to częste powody zdrady, na które pracują obydwoje partnerzy…

Co najgorszego wyrządza nam zdrada?

Jednym z oczywistych aspektów jest jej wpływ na nasze poczucie własnej wartości. Czujemy złość, ból, a nawet nienawiść na myśl o tym, co się wydarzyło, ale też upokorzenie. Może być ono nawet początkiem depresji. Ale jak tak naprawdę powinniśmy reagować, spróbować odpowiedzieć sobie na pytanie, co się stało z naszym związkiem, że musiało dojść do takiego kryzysu, jakim jest zdrada... Ważne, aby na zdradę również zareagować, adekwatnie do sytuacji.

Czyli jak?

Sposób, w jaki ludzie reagują na zdradę zwykle zależy od kilku czynników. Ważne jest od jak dawna partner nas zdradza. Czy stało się to nagle? Czy trwało już od dłuższego czasu? Czy czujemy się współodpowiedzialni? Czy rzeczywiście zbyt często zaniedbywaliśmy partnera? Sporo zależy również od sposobu, w jaki zdrada została ujawniona. Czy Twój partner nadal temu zaprzecza? Albo czy przyznał się do zdrady i jej żałuje? Nasze wcześniejsze doświadczenia też mają olbrzymi wpływ na reakcję. Najczęściej szukamy osoby, która złagodzi nasz ból, przejmie winę i odpowiedzialność. Z poczuciem winy nic nie można zrobić, lecz z poczuciem odpowiedzialności bardzo dużo… Na zdradę pracuje i zdradzający i zdradzany. Oboje partnerzy mają w tym czynny udział, pasywny i aktywny. "Od suto zastawionego stołu nikt nie odchodzi" - czyli, gdy są realizowane nasze potrzeby, gdy spełniane są nasze oczekiwania, nasza relacja żyje.

Poszukiwanie kogoś, na kogo można byłoby zrzucić winę, osłabia nasz udział w zdradzie...

Jest to jedna z najbardziej powszechnych reakcji. Niekiedy przesadzamy próbując za wszelką cenę znaleźć kogoś winnego. Albo skupiamy całą pogardę na naszym partnerze, albo na osobie, z którą nas zdradzono. Szukanie winnych pomaga nam nieco ochłonąć, ale dopiero po pewnym czasie podejmujemy decyzję o separacji lub o przebaczeniu.

Albo stawiamy na rewanż...

Wielu ludzi, których dotknęła zdrada w ramach odwetu poszukuje sposobów na zranienie swojego partnera. Czasem decydują się na zerwanie i zakończenie związku. Mogą także podjąć próbę ratowania wspólnego życia. Niezależnie od wybranej drogi, osoby, które kierują się chęcią zemsty, często angażują się w inny związek starając się w ten sposób spowodować takie samo cierpienie u swojego partnera. Albo zostają w związku i całe dalsze życie "wypominają", że to jego wina, że zniszczył miłość i dlatego będzie cierpieć....

Kiedy zatem przychodzi przebaczenie?

Zacznijmy od postawienia sprawy jasno: wybaczenie nie zawsze jest równoznaczne z pogodzeniem się. Możemy kontynuować związek, ale przebaczenie nie oznacza zapomnienia. Lecz czy przebaczenie jest dobrym słowem na krzywdę? Czy musimy przebaczyć? Ważne, aby zobaczyć w związku siebie i swoją postawę i pójść dalej.… Ale może się zdarzyć, że, mimo wszystko, możemy osiągnąć prawdziwą zmianę na tym polu. Jeśli przebaczenie jest wynikiem realnej i prawdziwej skruchy, to jest to rozwiązanie do zaakceptowania.

Zdrada może czasem pomóc miłości?

Być może Cię to zaskoczy, ale są też pary, które po zdradzie otwierają zupełnie nowy rozdział swojego związku. Zawarte pojednanie może spowodować przypływ większej intymności w sferze emocjonalnej oraz seksualnej. Jednym z powodów jest utajony strach przed utratą ukochanej osoby, innym zrzucenie winy na kogoś innego, kto także nie dochował wierności, a jeszcze innym wszystkie te długie rozmowy, podczas których zostały wyjaśnione najważniejsze aspekty relacji. Ważne, aby wziąć odpowiedzialność za siebie i swoje czyny, przyznać się samemu przed sobą i partnerem, gdzie mnie nie było, co było nie tak także z mojej strony, wyrazić wszystkie emocje i zobaczyć, co w Naszym związku zostało, a czego już nie ma… Dopiero wtedy możemy wiedzieć co dalej.

Kiedy wybieramy rozstanie?

Jest to rozwiązanie z jednej strony nieuniknione, a z drugiej zrozumiałe. Zdrada to zniszczenie istniejącego zobowiązania oraz poczucia intymności między dwojgiem ludzi. Jest ona równoznaczna z atakiem na nasze uczucia i na nasze poczucie własnej wartości oraz równowagi. Nie wszyscy ludzie są w stanie zgodzić się na odpuszczenie, a także nie wszyscy ludzie na takowe zasługują. Najczęściej więc zdrada prowadzi do rozbicia związku. 

Zdrada to po prostu niedojrzałość?

Zdradzane kobiety i zdradzani mężczyźni mają czasami tak niski poziom własnej wartości, że cokolwiek ktoś zrobi - oni są przekonani, że stało się najgorsze. Z takimi osobami trudno wspomnianą sytuację rozwiązać w sposób dorosły. Odpowiedzialność za swe czyny jest równoznaczna z dojrzałością emocjonalną. Bardzo trudno jest być odpowiedzialnym za zdradę naszego partnera, zobaczyć w sobie COŚ, co było nie tak i widzieć TO w nim, co zawiodło, miłość, zaufanie, więź… Często zdrada porównywana jest do zaburzeń emocjonalnych, czyli do choroby o nazwie "niedojrzałość emocjonalna". Oczywiście nie jest to żadna choroba, lecz bardzo częste zaburzenie osób funkcjonujących z niedojrzałą emocjonalnością... Do choroby też mam specjalny stosunek. Według mnie choroba nie jest czymś, co przychodzi z zewnątrz, ale czymś, co wynika z nas samych i chce nam na coś zwrócić uwagę. Porównanie zdrady do choroby ma więc głębszy i większy sens. I wierzę, że można nauczyć się tak żyć, żeby przestać chorować. Tyle sobie dać, by choroba czy zdrada nie były sposobem na leczenie swoich ran. 

A jeśli on odchodzi po prostu do innej?

Porzucenie jest znacznie trudniejsze niż romans na boku. Cóż, nikt nie chce być skazanym na związek, który mu nie odpowiada. Z kimś, kto zamęcza, krzywdzi, z kim się kompletnie rozminęliśmy. Nie zdajemy sobie sprawy, że związki oparte tylko na miłości, są szalenie kruche. Bo miłość jest krucha, kiedy opieramy ją głównie na pożądaniu, młodzieńczym oczarowaniu, nieprzytomnym zafascynowaniu drugą osobą i przekonaniu, że jak jej nie będzie przez kilka dni, to umrzemy. To bardzo przyjemny stan, zwłaszcza jeśli jest wzajemny, i jest świetną podbudową związku, ale trzeba też zadbać o inne komponenty. Miłość przez lata była przyczyną romansów, ale nie ślubów. I chyba nadal tak to wygląda. Ludzie rozwodzą się, bo minęła miłość. A gdzie zobowiązanie, odpowiedzialność, wspólne pasje, wspólna przyszłość? To komponenty wnikające z dojrzałego związku, z dojrzałej relacji, z dojrzałego podążania ku sobie…

Zdradzają niedojrzali?

W dojrzałej relacji mężczyźni i kobiety, którzy zafascynowali się kimś innym są w stanie powiedzieć: „Słuchaj, jesteś cudowną kobietą/cudownym mężczyzną, ale kocham moją żonę/mojego męża, żałuję, że nie spotkaliśmy się, kiedy byłem wolny/a”. To piękny komplement, uznanie dla jej kobiecości i dla jego męskości, ale też jasne postawienie granicy: „ja nie jestem zainteresowana/y”. A jeśli mężczyzna lub kobieta daje się wciągnąć, to znaczy, że chce dać się wciągnąć i to znaczy, że jest niedojrzała/y emocjonalnie, że nie chce lub nie potrafi rozmawiać o potrzebach czy o oczekiwaniach, wolą pójść na skróty do innej czy innego, czyli do zdrady… Bardzo porusza mnie myśl z książki Katarzyny Miller pt. "Kup kochance swego męża kwiaty": „Jeśli nigdy siebie nie zdradzisz, to nigdy nie będziesz zdradzona”. Porzuceni i wyzuci z poczucia bezpieczeństwa jesteśmy tylko wtedy, kiedy opieramy je na kimś innym, a nie na sobie.

Dlaczego pary z się zdradzają i jak to się zmieniło w czasie pandemii?

Pandemia niestety wywołała większą ilość napięć, kłótni i nieporozumień. Siedzenie w domu, niepokój o przyszłość, lęk o zdrowie swoje i bliskich… to sprzyjające warunki do ujawnienia się kryzysów między partnerami. Mimo pandemii nie jesteśmy jednak bezradni, lecz bardzo często mamy zbyt dużo napięcia i z tym napięciem nie możemy sobie poradzić i wtedy wrzucamy go na naszego partnera i bardzo często nie wytrzymujemy napięcia i dochodzi bardzo często do zdrad. Okres powakacyjny i świąteczny przynosi zwykle falę nowych klientów w gabinetach terapeutycznych. Dłuższe przebywanie razem, zwłaszcza w przypadku par, które w ciągu roku raczej się mijają, może doprowadzić do kryzysu w związku. Obrazem kryzysu jest często zdrada, gdzie partnerzy zapomnieli o sobie i często w takim związku pojawia się ktoś trzeci. 

Ale jak zdrada wygląda w pandemii? Przecież ludzie byli zamknięci w domach…

Na początek jest kryzys. Podczas pandemii i bezradności z nią związanej u wielu par odżyły lęki z dzieciństwa. I to jest często katalizator kryzysu, w relacjach mogą ujawnić się ukryte zazwyczaj problemy. I to, że podczas pandemii więcej czasu spędzamy w domu, że ograniczyliśmy kontakty towarzyskie, może zadziałać podobnie. Widzę tu dwa powody. Po pierwsze, obecne sytuacja sprzyja nasileniu lęku – boimy się o zdrowie swoje i bliskich, o to, czy nam wystarczy pieniędzy, co będzie dalej z pracą, z lekcjami dzieci itd.. Po drugie, nie mamy jak tych emocji rozładować, bo nie możemy pograć z kumplami w piłkę albo iść z przyjaciółką do kawiarni, co w normalnych okolicznościach jest jakimś wentylem bezpieczeństwa. Więc kłócimy się z partnerką czy partnerem, ale nie kłócimy się z powodu koronawirusa, tylko dlatego, że od jakiegoś czasu mamy problemy ze sobą i w związku. To tak jak podczas medytacji, kiedy siedzimy w bezruchu, wracają do nas niezałatwione sprawy, mamy natłok myśli. Ważne, aby podczas pandemii przede wszystkim dać sobie więcej luzu wobec problemów i lęków. Pandemia to nie jest normalna sytuacja, więc warto być wyrozumiałym dla siebie i dla partnera.

Często po zdradzie jesteśmy bardziej radykalni wobec partnera. Czy tracimy tym, czy zyskujemy...? 

To zależy, co chcemy uzyskać, a co możemy stracić... Moim zdaniem poprzez bycie nad wyraz radykalnym tracimy kontakt z naszymi potrzebami, jesteśmy spięci i napięci i wtedy wprowadzamy sztuczność do naszego związku, lecz wtedy zaburzamy, przepływ emocji i komunikacji. Trudno się otworzyć na kogoś, kto jest w dystansie i emanuje z niego, czy niej sztywność i napięcie. Radykalność w relacji, - czyli komunikacja na poziomie: "ja mam rację i musisz mnie słuchać" kłóci się z ideą związku? Gdzie więź, gdzie bezpieczeństwo, a gdzie otwartość i przepływ emocji? Radykalność niesie za sobą sztywność i zaburzenie ról. Wnosi napięcie i ważne, aby sobie to uświadomić i iść dalej. Wzrastać i rozwijać się razem. Nie znam pary, która się nie kłóci. Tak bywa tylko wtedy, jeśli ludzie nie dążą do rozwoju i zmiany w związku, akceptują w nim wszystko. Tylko, że każdy z nas się zmienia i nie można przeżyć wspólnie życia bez konfliktów. Milczenie nie jest w związku złotem lecz tłumieniem siebie. Wzmacnia utrzymywanie relacji w stagnacji - związek w stagnacji bardzo często doświadcza zdrady, bo związek musi żyć. Ważne żeby mieć odwagę wyrażać siebie, zawsze i wszędzie, a przede wszystkim w związku.

Szczerość to sposób, by uchronić się przed zdradą?

Tak, należy pokazywać siebie takimi, jacy jesteśmy. Nie najlepszą wersję siebie, lecz prawdziwą wersję siebie. To jest najważniejsze... Ty autentyczny i ja autentyczna.... Ty, który pokazujesz mi swoją prawdę i ja autentyczna. Z doświadczenia wiem, że prawdziwa miłość wcale nie potrzebuje fajerwerków. Często przychodzi po cichu i musisz się z nią oswoić. Nie mówię tu o szczenięcej miłości, o namiętności czy fazie zakochania. Mówię o dorosłym, dojrzałym związku i relacji, która wymaga pracy. Większość z nas ma w głowach wyidealizowany związek już od dzieciństwa, z iluzji filmów romantycznych i bajek. Później próbujemy dopasować innych do tego ideału w naszej głowie. Na początku może i udaje się o zrobić, ale później widzimy, że w życiu jest inaczej. Nie możemy się z tym pogodzić więc kończy się kłótnią, rozstaniem, bólem i brakiem komunikacji. A gdyby tak nie mieć iluzji, wymagań i oczekiwań, można by było być w pełni sobą i akceptować się, takimi jakimi jesteśmy... To jest możliwe, lecz wymaga pracy i ogromu świadomości.

A my zamiast być sobą bawimy się w ratowniczki, lub seksbomby...

Przede wszystkim chcę na początku powiedzieć ważną rzecz: wchodzenie w jakąkolwiek rolę zazwyczaj nie jest świadomym aktem. To nie tak, że kobieta wymyśla sobie pewną kreację, a następnie realizuje, punkt po punkcie, ten scenariusz. Ta rola to raczej nasze głębokie, choć błędne przekonanie, że tak należy albo tylko tak umiemy tworzyć związek. Spontanicznie, nieświadomie odtwarzamy zapisane w głowie utrwalone schematy. Każdy z nas nosi w sobie pewne treści, które ciągle nami rządzą. Jeśli kobieta ma przekonanie, że będzie wielkim przełomem w życiu partnera, zmieni jego świat, to jej cała energia idzie wyłącznie na to, aby go uzdrowić. I zaczyna się przeciąganie liny. On jej pokaże, że zna zakończenie każdej miłosnej historii, a ona jemu, że się myli i tym razem będzie inaczej. Tylko że ona, aby udowodnić swoje, haruje w pocie czoła, a on jest bierny, nie robi dla niej nic (w końcu to on jest ranny), czeka, aż okaże się, że miał rację. Dlatego, mając tendencję do wchodzenia w rolę tej uzdrowicielki-matki, czy uzdrowiciela -ojca, trzeba być bardzo uważną od samego początku. Jeżeli spotyka się człowieka, który zaczyna opowiadać nam o swojej trudnej przeszłości, który tak głośno ciągle przy nas cierpi, to znaczy, że mamy do czynienia z kimś, kto liczy, że wejdziemy w rolę rodzica, strażaka gaszącego jego pożary. Jeśli ktoś chce nas zaangażować do leczenia swojej przeszłości, apeluję o stanięcie na baczność i przyjrzenie się, w co wchodzimy, a raczej w co się pakujemy. Ten mężczyzna trzyma w sobie ból i nie zamierza go puścić. Właśnie na jego bazie tworzy wszystkie relacje z ludźmi, zapraszając ich do swojego obolałego świata. Dla kobiet, niestety, bardzo często wydaje się on pociągający. To najczęstsze zaburzenie ról w które wchodzimy. To bardzo obciążające.

Jak być szczęśliwym w związku po zdradzie?

Ważne, abyśmy wiedzieli, że autentyczna komunikacja to klucz do szczęścia w związku, pokazywanie swojego wnętrza polega też na tym, że mówimy sobie wprost różne rzeczy i dlatego wzrastamy w bliskości. Jeśli zdefiniujemy prawdziwą bliskość jako bycie przy sobie dwojga ludzi, którzy siebie znają, akceptują, są otwarci, szanują siebie nawzajem, ale także swoją odrębność, to jest szansa na dobry związek. Dzieje się tak, gdy pozwalamy sobie na zdjęcie maski i wyjście z rozmaitych ról, pochodzących często z dzieciństwa. To trudny, lecz niezbędny do zbudowania bliskości krok, aby wybaczyć sobie wszystko i pomimo wszystko móc być razem.

Marlena Kazoń - psychoterapeuta par i małżeństw, oraz psychoterapeuta rodzinny. Ukończyła studia doktoranckie na wydziale psychologii w Polskiej Akademii Nauk w Warszawie, oraz podyplomowe studium psychoterapeutyczne realizowane przez MABOR Centrum Psychologiczno-Medyczne i Centrum Doradztwa i Szkoleń oraz podyplomowe studia z zakresu psychoonkologii w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie. Od 2009 r. prowadzi psychoterapię indywidualną, rodzinną oraz psychoterapię par i małżeństw. W pracy psychoterapeutycznej integruje metody i techniki różnych szkół terapeutycznych, dobierając je pod względem specyfiki problemów pacjenta oraz jego potrzeb i możliwości. Wierzy w leczący wpływ kontaktu między dwojgiem ludzi, opartego na akceptacji i szacunku oraz w siłę leczącej bliskości. Prywatnie jest żoną ciekawego mężczyzny i mamą Kostka i Klementyny.