Trzeba wykazać się odwagą, żeby powiedzieć głośno "nie chcę mieć dzieci". Bardzo często najbliższe otoczenie kobiet, które nie chcą mieć dzieci, nie akceptuje ich decyzji. Nazywa się je egocentryczkami. Osobom postronnym trudno jednak zrozumieć, że decyzja o nieposiadaniu potomstwa jest o wiele bardziej złożona. Powody są różne: inne życiowe priorytety, strach przed odpowiedzialnością, brak partnera. Jeszcze trudniej jest zaakceptować fakt, że każdy ma prawo do decydowania o swoim własnym losie. Problem dotyczy również świata gwiazd, które w wywiadach muszą tłumaczyć się, dlaczego nie chcą mieć dzieci. Najgłośniej słychać głos Jennifer Aniston, która apeluje o to, żeby "żyć według własnych zasad".

Jesteśmy spełnione z partnerem lub bez niego, z dzieckiem lub bez. (…) Nie musimy być żonami czy matkami, żeby poczuć się spełnionymi. Możemy same określić, co dla nas samych znaczy "żyła długo i szczęśliwie" - napisała w liście Jennifer Aniston.

Do swojej decyzji otwarcie przyznaje się też Renee Zellweger. Gwiazda w jednym z wywiadów mówi, że macierzyństwo nigdy nie było jej ambicją. O dzieciach mówi, że to "mali tyrani w wózkach". Z kolei, Dita von Teese przekonuje, że "Życie bez dzieci jest OK (...) To nie oznacza, że jest się mniej wartościową osobą". Kto jeszcze myśli podobniOto gwiazdy, które nie mają dzieci >>>

"Nie chcę mieć dzieci" - kto naciska?

"Dziś to głównie mamy i babcie wywierają największą presję na kobietach, domagając się lub nawet żądając wnuków i prawnuków. Zdarza się, że w sprawie dziecka naciska partner, mąż. Znajomi i rówieśnicy zwykle nie widzą problemu: rób, jak chcesz, to twoje życie, twoja sprawa. Niektórzy dopytują, co nie zawsze odbywa się w sposób dyskretny, ale nie naciskają aż tak mocno. W najmłodszej grupie wiekowej, czyli dwudziestolatków plus, panuje największa tolerancja dla takich decyzji. Oni mają świadomość, że posiadanie dziecka nie jest niczyim obowiązkiem." Czytaj więcej >>>