Emmy Awards: starcie tytanów

Można by zażartować, że wraz z ogłoszeniem listy nominacji w ruch poszły… kalkulatory. Nie od dziś wiadomo, że rywalizacja pomiędzy produkcjami HBO i Netflix zawsze była zacięta – i ta edycja również nie oszczędziła nam wielu spekulacji na temat „lidera”. 72. edycja Emmy Awards okazała się jednak (już po raz drugi!) pomyślniejsza dla tego drugiego, z przewagą 53 nominacji (Netflix 160 versus HBO 107). Warto jednak zaznaczyć, że chociaż HBO maluje się jako przegrany tego wyścigu, jego produkcje zyskują średnio większą ilość głosów (nominacje HBO rozkładają się na 21 tytułów, podczas gdy Netflixa na aż 52).

Po bacznej obserwacji polityki obu firm, taki układ głosów okazuje się wcale nie być zbyt zaskakujący. Netflix jest platformą, która wyraźnie nastawiona jest na jak największą ekspansję: o jego nowych przedsięwzięciach i produkcjach słychać dużo, wiele i ciągle (warto tutaj przypomnieć chociażby rodzimą, głośną współpracę z polskimi Youtuberami i serięCzarne lusterko,inspirowaną popularnym serialem). I nawet jeśli jakiś tytuł nie odnosi tak komercyjnego sukcesu, jak to wcześniej zakładano, na jego miejsce szybko wskakuje kilka kolejnych produkcji. HBO z kolei wciąż kojarzy się z nieco "wyższą", telewizyjną (a jakże!) jakością i dokładniejszą selekcją treści. Takie podejście ma swoje odzwierciedlenie w tegorocznych nominacjach: co prawda nominowanych produkcji jest mniej, ale jak już są, to są to hity kochane przez widzów na całym świecie

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

A post shared by HBO (@hbo) on Jul 28, 2020 at 1:30pm PDT

Emmy Awards: prawdziwe zróżnicowanie czy tylko na pokaz?

Przeglądając nazwiska aktorów nominowanych w różnych kategoriach, można dojść do bardzo pozytywnego wniosku: czarnoskórzy artyści wreszcie zostali docenieni. Aż 33% nominacji trafiło właśnie do reprezentantów tej grupy etnicznej (w zeszłym roku było to tylko 14%). Na próżno szukać także kategorii bez nie-białego reprezentanta. I chociaż chciałoby się w tym momencie powiedzieć, że przemysł telewizyjny w końcu staje się inkluzywny, nie da się tutaj nie wspomnieć o nadal głośnej sprawie zabójstwa George'a Floyda i ruchu Black Lives Matter. Nie od dziś wiadomo, że branża rozrywkowa ma tendencję do zmian głównie pod wpływem głośnych skandali – i niestety, tegoroczne nominacje Emmys zdają się być tego dowodem. Bo chociaż obecność wielu aktorów pochodzenia afroamerykańskiego szalenie cieszy, to jest to jedyna grupa, która zdobyła uznanie głosujących. Do środowisk, które ciągle muszą się mierzyć z problemem braku reprezentacji należą aktorzy chociażby pochodzenia azjatyckiego czy też latynoskiego. Niemniej, warto mieć nadzieję, że obecny rozkład nagród to mimo wszystko krok w dobrą stronę i w następnych latach będziemy mogli oczekiwać większej różnorodności.

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

A post shared by Brooklyn Nine-Nine (@nbcbrooklyn99) on Apr 19, 2020 at 9:00am PDT

Czytaj też: Nowa praca Banksy'ego to komentarz do wydarzeń w USA. Artysta zabrał głos w sprawie śmierci Geroga Floyda >>

Nieodłączny punkt programu: niespodzianki

Nagrody za twórczość telewizyjną i filmową zawsze okraszone są dużymi emocjami, wyrazami zaskoczenia, czy wręcz wybuchami gniewu za wiecznie niedoceniane postaci – tak też było i w tym roku. 

Pozytywnym aspektem na pewno była nominacja Zandayi za serial Euphoria – chociaż akademia lubi nagradzać już uznane nazwiska, bardzo cieszy, że w jednej z ważniejszych kategorii (główna rola kobieca w serialach obyczajowych) została doceniona także i „świeża krew”. Jednocześnie, tegoroczne Emmys są niestety kolejną edycją, w której zapomniano o Rhei Seehorn. Chociaż Better Call Saul, serial, w którym wciela się w jedną z głównych ról, znalazł się na liście nominacji (w kategorii „Outstanding Drama Series”), ona pozostała niedostrzeżoną osobistością show. Podobna sytuacja spotkała Reese Witherspoon, gwiazdę aż trzech nominowanych produkcji (The Morning Show, Little Fires Everywhere oraz Big Little Lies), która również nie doczekała się wyrazów uznania pomimo faktu, że jej koleżanki z planu (m.in. Jennifer Aniston) „miejsce na liście” już dostały. Tym samym zaskakuje pojawienie się aż czterech aktorskich nominacji dla samego The Morning Show produkcji AppleTV - niektórzy złośliwie żartują, że miliony wydane na stworzenie platformy streamingowej mają szansę się w końcu opłacić amerykańskiemu gigantowi. Na koniec warto także wspomnieć o Bradzie Pittcie, którego epizodyczne (tylko dwuminutowe!) wystąpienie w Saturday Night Live okazało się być wystarczające do zapewnienia mu nominacji w kategorii „Outstanding Guest Actor in a Comedy Series”.

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

A post shared by Better Call Saul (@bettercallsaulamc) on Jul 7, 2020 at 10:00am PDT

Pełną listę nominacji zobaczyć można na oficjalnej stronie Emmy Awards.