Ana de Armas intensywnie promuje dramat psychologiczny „Blondynka”, która na dniach poszerzy ofertę serwisu Netflix. Gdyby widzowie nie czuli się przekonani ciepłym przyjęciem filmu w Wenecji i pochlebnym tonem krytyków, odtwórczyni głównej roli zachęca do seansu zakulisowymi sekretami. Do tej pory usłyszeliśmy już, jak przebiegło przesłuchanie do produkcji Netfliksa. Po zakończonym castingu aktorka wracała do domu słynną ulicą Hollywood Boulevard z tanią blond peruką na głowie i wyrazistym makijażem. Charakteryzacja sprawiła, że gwiazda filmów „Na noże”, „Nie czas umierać” i „Blade Runner 2049” niczym nie różniła się od innych Marilyn, które na co dzień zabawiają odwiedzających „fabrykę marzeń” turystów.

14 nowości na Netflix, które warto obejrzeć we wrześniu. Idealne tytuły na początek jesieni >>

Oczywiście, jeśli mówimy o warstwie wizualnej. Okazuje się, że Kubanka potraktowała angaż w filmie z należytą powagą. Wiele czasu poświęciła nie na fizyczne upodobnienie się do legendy kina czy perfekcyjne imitowanie jej akcentu, ale zgłębienie psychologii postaci. Było to dla niej na tyle duchowe przeżycie, że przed początkiem zdjęć udała się nawet na miejsce spoczynku Normy Jeane Mortenson. Tam poprosiła idolkę o zgodę na sportretowanie jej na ekranie.

Co wspólnego mają Ana de Armas i Marilyn Monroe? Gwiazdę „Blondynki” i legendarną aktorkę połączyła ciemna strona sławy

To jednak jeszcze nie wszystko, co wiemy o przygotowaniach do przełomowej roli. Premiera „Blondynki” zaplanowana jest na 28 września. Pozostały czas Netflix skrzętnie wykorzystuje do dalszego podgrzewania atmosfery. Ana de Armas udziela kolejnych wywiadów i opowiada o swoich aktorskich technikach. W ostatniej rozmowie z magazynem „Variety” nawiązała do smutnych doświadczeń ze swojego życia, które pozwoliły jej lepiej zrozumieć tragiczną sytuację Marilyn Monroe. Chodzi o krótki epizod u boku Bena Afflecka.

Gwiazda już kilka miesięcy nazwała związek z Benem „okropnym doświadczeniem”. Zanim aktor odnalazł szczęście u boku Jennifer Lopez, umawiał się z młodszą koleżanką po fachu. Wspólne spacery pary były bacznie obserwowane przez paparazzi. Natarczywe zainteresowanie mediów doprowadziło do wyprowadzki ambitnej aktorki z Los Angeles. Teraz Kubanka wraca pamięcią do przykrych momentów i porównuje swoją sytuację do zmagań filmowej bohaterki.

Ana de Armas narzeka na zainteresowanie mediów 

Nigdy nie byłam kimś, kto potrzebuje atencji, jeśli nie dotyczy ona mojej pracy. Gdy zainteresowanie budzi moje życie prywatne, uważam to za irytujące i pozbawione szacunku. Wydaje mi się to nieodpowiednie, niebezpieczne i trudne. Zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych nie wiem, jak skutecznie się przed tym chronić. Nie znam innego sposobu, jak temu zapobiec, poza odejściem” – wyjaśnia aktorka.

„To była jedna z rzeczy, które zbliżyły mnie do Marilyn. Kochała to, co robiła. Kochała ten zawód i darzyła go szacunkiem, ale sama nie była nim otoczona”.

Należy zaznaczyć, że Ana de Armas zdobyła rozgłos już po zakończeniu zdjęć do „Blondynki”. Wcześniej bliżej niż do zmagającej się z cieniami sławy Marilyn było jej do Normy, którą postrzegała jako zwyczajną kobietę.

Dostrzegłam Normę szybciej niż Marilyn. Czułam ją w swoim ciele. Głos każdego z nas ma wiele cech. To nie tylko akcent, tonacja czy sposób oddychania. Możesz bardzo dobrze kogoś naśladować, a i tak nie będzie w tym duszy. Chciałam jak najbardziej zbliżyć się do jej głosu, ale jeśli w tym głosie nie byłoby słychać emocji, nic by to nie znaczyło”.

Jako nastolatka zagrała w rozbieranych scenach. Amanda Seyfried wyznała, że zrobiła to z obawy przed utratą pracy: „Miałam 19 lat i nie chciałam nikogo denerwować” >>

Aktorka odniosła się również do udziału w scenach intymnych. "Blondynka" jest pierwszym filmem Netfliksa przeznaczonym jedynie dla dorosłych widzów. Ana de Armas jest świadoma, że odważne kadry mogą stać się viralem i być prezentowane bez właściwego kontekstu.

Jest to obrzydliwe. Samo myślenie o tym jest denerwujące. Nie mogę tego kontrolować. Nie masz wpływu na to, co stanie się ze scenami i jak wyrywają je z kontekstu. Nie sprawia to, że mam wątpliwości co do udziału w projekcie, po prostu zepsuło to moje myślenie o przyszłości tych klipów”.