Szczyt ich popularności przypadał na lata 2010-2016, ale większość sięga korzeniami jeszcze wcześniej. To wtedy Kim Kardashian pokazała światu, na czym polega konturowanie twarzy, a raczkujący Instagram wylansował modę na wyraziste, niemal geometryczne brwi. Niestety, część z nas wciąż powiela stare przyzwyczajenia i tkwi w czasach, które z punktu widzenia Internetu wydają się zamierzchłą epoką. Pora pójść do przodu i raz na zawsze porzucić trendy, które źle świadczą o twoim guście.

Nowe trendy w pielęgnacji i kosmetyki naturalne - dołącz do pierwszych targów ELLE Zen!

Kliknij w zdjęcie i weź udział w wydarzeniu:

1. Brwi z Instagrama

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Niko Nyman (@nibsuss) Sie 18, 2018 o 7:44 PDT

Kwadratowe, instagramowe, ombre – wszystkie wiemy, o jakie brwi chodzi. Wyrysowane niczym markerem, z charakterystyczną, kwadratową końcówką, mają dodawać twarzy wyrazistości. Tyle, że są zupełnie passé. Dlaczego? Bo rażą sztucznością. Od kilku sezonów w trendach jest naturalny look. U modelek łuki brwiowe wyglądają jak nietknięte pęsetą, nie mówiąc o wypełnianiu ich ciężkimi pomadami. Spójrz na makijaż lansowany przez Jil Sander na jesień i zimę 2019/2020:

Jil Sander / jesień-zima 2019/2020 / Imaxtree

Oczywiście nie oznacza to, że masz zupełnie rezygnować z makijażu, ale wykonywać go tak, by na pierwszy rzut oka wydawało się, że jest dziełem natury. Weź przykład z Francuzek, które zamiast tracić czas na rysowanie brwi od linijki, używają przyciemniających żeli ze szczoteczką. Kosmetyk podkreśla kolor włosków, ujarzmia je i utrwala. Na dodatek oszczędza czas, bo pomalowanie brwi tą metodą zajmie ci 10 sekund. Wypróbuj na przykład Benefit Gimme Brow albo L’Oréal Paris Unbelieva Brow. Jeśli chcesz mieć większą kontrolę nad kształtem łuków, sprawdzi się też miękka kredka ze szczoteczką.

2. Doklejane rzęsy

Firana z rzęs wyglądająca jak u porcelanowej lalki – to nie jest chic. Delikatne kępki doklejone w zewnętrznych kącikach oczu mogą prezentować się dobrze, ale wiele dziewczyn sięga po słabej jakości sztuczne rzęsy, które dają tani, karykaturalny efekt. Nie mówiąc o tym, że codziennie doklejane kępki bardzo osłabiają naturalne włoski. Po roku ich noszenia może się okazać, że nie masz już swoich własnych rzęs – słyszałyśmy wiele takich historii od profesjonalnych makijażystek.

Brandon Maxwell / jesień-zima 2019/2020 / Imaxtree

Uwierz jednak, że istnieją tusze, które mogą dać naprawdę spektakularny efekt pogrubienia i wydłużenia. Przykłady? Jednym z najlepiej ocenianych tuszy na rynku, który według użytkowniczek działa jak Photoshop, jest Yves Saint Laurent Volume Effet Faux Cils The Curler. Mascara z półokrągłą szczoteczką podkręca, podwaja objętość i pogrubia rzęsy – jest naprawdę warta każdej złotówki. A jeśli szukasz czegoś w niższej kategorii cenowej, bez wahania polecamy ci Avon 5 in 1 Lash Genius. Tusz miał premierę kilka miesięcy temu i już zdobył setki pozytywnych ocen w internecie, w większości 5/5. „Tusz jest rewelacyjny! Nie tylko wydłuża rzęsy, ale i niesamowicie pogrubia! Daje efekt markowych tuszy w dużoooo niższej cenie. Jestem zachwycona” – napisała w swojej recenzji Paulina.

Zobacz też: 8 najlepszych tuszy, które dają efekt sztucznych rzęs

3. Podkład jak maska

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez (@makeupby_elliee) Maj 12, 2019 o 10:04 PDT

Czasy, gdy podkład miał dawać efekt nowej skóry są już za nami. Teraz wszyscy makijażyści dążą do tego, by osiągnąć efekt drugiej skóry. Cera ma mieć wyrównany koloryt i być gładka, ale jednocześnie niepozbawiona delikatnych defektów, takich jak pieprzyki, piegi czy zdrowy rumieniec. Ostatnio na wybiegach królował tzw. post facial glow – skóra modelek wyglądała jak zaraz po zabiegu u kosmetyczki, była mocno nawilżona i transparentna. Z kolei na Instagramie zapanowała moda, by pokazywać się w wydaniu sauté – nawet słynąca z zamiłowania do medycyny estetycznej Kylie Jenner nie stroni od naturalnych selfie.

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Kylie (@kyliejenner) Kwi 17, 2019 o 1:31 PDT

Wniosek: grubej warstwie „tapety”, która całkowicie przykrywa twarz, mówimy zdecydowane „nie”. Zamiast kamuflować problemy skórne i kupować coraz to nowsze, kryjące podkłady, zainwestuj w dobre kosmetyki do pielęgnacji. Pójdź do kosmetyczki, zrób kurację kwasami, używaj serum z witaminą C i intensywnie nawilżaj twarz. Fluid traktuj tylko pomocniczo, jako kosmetyk, który ma wyrównać koloryt i dodać cerze zdrowego blasku. Bardziej widoczne defekty (pryszcze, blizny) zakrywaj punktowo korektorem. Oto kilka lekkich podkładów i kremów BB, które zapewnią ci efekt świeżej, wypoczętej skóry:

Sprawdź też: Podkłady, które wyglądają jak druga skóra - 7 najlepszych

4. Płaski mat

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Jamie Lee (@jayblissy) Sie 29, 2019 o 3:27 PDT

Idealnie zmatowiona cera to ideał, do którego wciąż dąży wiele z nas. Świecący się nos? Błyszczące czoło? Zgroza. Dlatego uparcie i za wszelką cenę zmuszamy naszą skórę, by produkowała mniej sebum. Używamy matujących kremów, matujących baz, matujących podkładów, a na to wszystko kładziemy grubą warstwę pudru. Czas powiedzieć temu stop. Po pierwsze: im bardziej chcesz zatrzymać produkcję sebum, tym bardziej twoja skóra będzie się buntować i wytwarzać go jeszcze więcej. Po drugie: fakt, że ukryjesz problem nie oznacza, że jest on pokonany. Bo choć na zewnątrz twarz może wyglądać na matową, to gruczoły łojowe i tak pracują ze zdwojoną siłą.

Isabel Marant / jesień-zima 2019/2020 / Imaxtree

Tymczasem amerykańskie redaktorki beauty radzą: embrace your oily skin – dosłownie „weź w objęcia swoją tłustą cerę”. Ten typ skóry dziedziczymy po naszych przodkach i zamiast z nią walczyć, lepiej nauczyć się ją pielęgnować. Stosuj kosmetyki z kwasem salicylowym (odblokowuje pory), niacynamidem (zmniejsza produkcję sebum), cynkiem (jest antybakteryjny). Doceń naturalny „glow”, który bije od twojej twarzy i nadaje jej zdrowy wygląd. Cera pełna blasku jest na topie.

Czytaj też: Jak stosować kwasy na twarz?

5. Mocne konturowanie

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Post udostępniony przez Laura Lee (@larlarlee) Lip 12, 2019 o 5:35 PDT

Jeszcze 5 lat temu wszystkie konturowałyśmy twarz niczym Mario Dedivanovic u Kim Kardashian. Rozprowadzałyśmy ciemne smugi bronzera pod kośćmi policzkowymi i po bokach twarzy, a na nos i brodę aplikowałyśmy srebrzysty rozświetlacz. Czasy, gdy taki makeup był modny, dawno jednak minęły. Konturowanie stało się dużo prostsze i szybsze. Wystarczy tylko bronzer w kamieniu i duży pędzel – omieć nim te części twarzy, na których w pierwszej kolejności pojawia się opalenizna, i gotowe. A jeśli chcesz dodać cerze odrobinę blasku, sięgnij po bronzer i rozświetlacz 2 w 1. Efekt ma być naturalny i nieprzerysowany.

Czytaj też: Najczęściej popełniane błędy w makijażu