Reklama

Dziesięć lat obecności Netflixa w Polsce to dla widzów czas ogromnej zmiany – także w sposobie, w jaki oglądamy seriale i myślimy o lokalnych produkcjach. Dla Mateusza Damięckiego ta dekada ma również wymiar osobisty. Aktor przyznaje, że z zainteresowaniem śledził rozwój platformy od samego początku, jeszcze zanim na dobre zadomowiła się w Polsce.

Dziś patrzy na ten rozwój z zupełnie innej perspektywy. Jak podkreśla, szczególnie cieszy go to, że platforma zaufała polskiemu rynkowi i polskiej publiczności, otwierając się na rodzime historie i twórców. – Bardzo mi się podoba to, jak wiele produkcji polskich jest realizowanych i że Netflix zaufał polskiemu rynkowi i polskiemu odbiorcy – mówi.

Mateusz Damięcki o „Furiozie”, „Matkach Pingwinów” i „Heweliuszu”

Wśród zawodowych doświadczeń związanych z platformą Damięcki wymienia przede wszystkim „Furiozę”, z której obecności w katalogu Netflixa szczególnie się cieszy, a także tegoroczną współpracę przy „Matkach Pingwinów”.

Ja się bardzo cieszę, że w końcu nasz film pod tytułem „Furioza” wylądował w Netflixie. Bardzo ciekawe doświadczenie. W tym roku udało mi się również współpracować z Netflixem przy okazji „Matek Pingwinów” – przyznaje.

Kadr z filmu Furioza
mat. prasowe

Aktor nie ukrywa też, że przez lata zdążył wyrobić sobie listę własnych platformowych ulubieńców. Wśród polskich tytułów jako jedną z najmocniejszych produkcji wskazuje „1670”, która – jak zauważa – wciąż pozostaje dla widzów prawdziwą perełką. Z kolei o „Heweliuszu” mówi z dużym entuzjazmem: – Oglądałem z zapartym tchem. Cieszę się, że można obejrzeć wszystkie odcinki naraz, bo są to maratony, które na długo pamiętam – podkreśla.

I właśnie sposób oglądania okazuje się dla niego ważną częścią serialowego doświadczenia. Damięcki zdecydowanie należy do grona tych widzów ceniących możliwość zanurzenia się w historii od początku do końca bez przerw i tygodniowego czekania na kolejne epizody.

obraz

Jaki jest ulubiony serial Mateusza Damięckiego na Netflix?

Jeśli jednak Mateusz Damięcki miałby wskazać jeden tytuł na Netflix, który wyjątkowo zapadł mu w pamięć i który poleca niemal każdemu, wybór pada na „Faudę”. Jak tłumaczy, docenił ją przede wszystkim za świeżość i nieszablonowe podejście do gatunku.

Podobał mi się ze względu na nowatorskie podejście do tematu. Oczywiście filmy sensacyjne to jest to, czego poszukuję, bo trzeba się oderwać czasami od zwykłego życia. Chociaż... moje życie czasami przypomina film sensacyjny (śmiech). Ale „Fauda” to jest coś nowego, co zrobiło na mnie ogromne wrażenie i czekałem na kontynuację – mówi.

W jego wypowiedziach wybrzmiewa jedno: Netflix przez ostatnie dziesięć lat stał się nie tylko miejscem serialowych maratonów, ale też przestrzenią, gdzie polscy twórcy i aktorzy mogą opowiadać coraz odważniejsze historie. A sam Mateusz Damięcki – jako widz i jako część tej opowieści – zdaje się doceniać oba te wymiary równie mocno.

Reklama
Reklama
Reklama