Leszek Lichota docenił polski serial na Netflix. Oparta na faktach produkcja nie bez powodu podbiła zagraniczny streaming
Przez dekadę seriale i filmy zmieniły nie tylko sposób, w jaki oglądamy, ale też to, czego szukamy na ekranie. Leszek Lichota mówi wprost o rewolucji streamingu, polskich hitach Netflixa i tytułach, które naprawdę „namieszały”.
Zdaniem Leszka Lichoty ostatnia dekada była dla widzów prawdziwym przełomem. Aktor nie ma wątpliwości, że w tym czasie dokonała się zmiana, która jeszcze kilka lat wcześniej wydawała się nie do pomyślenia. – To była rewolucja. 10 lat temu oglądanie filmów na ekranie komputera czy tableta, ja już nie mówię o ekranie telefonu, było zbrodnią. Dzisiaj jest normą i w zasadzie większość rzeczy ogląda się w streamingu – mówi.
To właśnie tempo tej transformacji robi dziś największe wrażenie. – Te 10 lat przyzwyczaiło ludzi, przeformatowało na zupełnie inny odbiór. To jest bardzo krótki czas, jak na tak dużą zmianę – dodaje.
A jakie produkcje na Netflix zdaniem Leszka Lichoty zasługują dziś na największą uwagę?
Leszek Lichota o streamingu, który otworzył widzów na świat
W wypowiedzi Lichoty wybrzmiewa też coś więcej niż tylko obserwacja technologicznej zmiany. Streaming stał się dla widzów oknem na kino z całego świata – bardziej dostępnym, różnorodnym i natychmiastowym. – Mamy dostęp do kina z całego świata. Możemy zobaczyć, jakie produkcje powstają w Azji, jakie w Stanach i w Ameryce Południowej... – wylicza aktor.
To właśnie ten szeroki wybór wydaje się dziś jednym z największych atutów Netflixa. Lichota docenia ten potencjał i selekcję, bo widz nie jest już zamknięty wyłącznie w lokalnych produkcjach czy repertuarze jednego rynku.

Te polskie produkcje na Netflix docenia Leszek Lichota
Zapytany o swoje netflixowe perełki, Leszek Lichota zwraca uwagę także na rodzime tytuły. Wśród nich wymienia „Wielką wodę”, która stała się jedną z najmocniejszych polskich premier ostatnich lat.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby YouTube i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
Nie zabrakło też odniesienia do „Znachora”, czyli filmu, w którym sam zagrał. Aktor zastrzega przy tym z uśmiechem: – Przepraszam, że zabrzmi to nieskromnie: „Znachor” też namieszał.
Choć rozmowa dotyczyła przede wszystkim zmian w sposobie oglądania, w tle wybrzmiało też to, co wciąż pozostaje najważniejsze – emocje związane z pokazaniem filmu widzom. Lichota przyznaje, że właśnie premiera była dla niego jednym z ważnych momentów we współpracy z Netflixem.
W jego słowach widać więc dwie spójne perspektywy: z jednej strony świadomość ogromnej zmiany, jaką przyniósł streaming, z drugiej – przekonanie, że niezależnie od nośnika najważniejsza pozostaje historia, która naprawdę trafia do odbiorców.


