Reklama

Wyobraź sobie Paryż pod koniec XII wieku. Rządy sprawuje Filip II, miasto zaczyna rozkwitać: brukowane są ulice, powstaje Luwr (wówczas jeszcze jako twierdza), a Uniwersytet Paryski rozpoczyna działalność. Skóra jest wszechobecna – używa się jej do oprawy ksiąg, szycia ubrań i produkcji mebli. Jest tylko jeden problem: pachnie okropnie. Intensywnie, zwierzęco, wręcz dusząco. Garbarnie usuwały włosie przy użyciu moczu, co dodatkowo potęgowało nieprzyjemny aromat. Paradoksalnie to właśnie ten zapach sprawił, że skóra splotła się z historią perfum.

Aby zamaskować ten okropny odór, zaczęto perfumować skórę czystymi kompozycjami opartymi na trwałych nutach, takich jak wanilia czy drewno — wyjaśnia Francis Kurkdjian, dyrektor kreatywny ds. zapachów w Parfums Christian Dior.

W XVI wieku najczęściej perfumowanym skórzanym dodatkiem stały się rękawiczki – popularny i luksusowy prezent. Katarzyna Medycejska słynęła z pachnących rękawiczek sprowadzanych z Toskanii. W 1760 roku James Henry Creed, wówczas krawiec (a później założyciel domu perfumeryjnego sygnowanego własnym nazwiskiem), podarował królowi Jerzemu III pachnącą parę rękawic. Od tego momentu zapach skóry zaczął budzić pozytywne skojarzenia.

Skórzane kompozycje mają w sobie coś chłodnego, wyrafinowanego i intrygującego — mówi Linda Levy, prezeska Fragrance Foundation.

Co ciekawe, zapach „skóry”, jaki znamy dziś — piżmowy, głęboki, dymny, z subtelną słodyczą — w rzeczywistości wywodzi się z dziegciu brzozowego. Jak tłumaczy Kurkdjian, jego popularność sięga lat 20. XX wieku i rosyjskiej armii, gdzie stosowano go do impregnacji skórzanych akcesoriów, by nadać im wodoodporność. Dziegieć brzozowy ma charakterystyczny aromat.

Pachnie jak dymne, drzewne popioły — opisuje Kurkdjian.

To właśnie on stał się fundamentem klasycznych zapachów skórzanych – fenolowych, intensywnych, głębokich. Dziś, sto lat później, nuta skóry znów przeżywa swój moment. — Obecnie zyskuje zupełnie nowe, bardziej zaskakujące interpretacje — podkreśla Levy. — Łączy się ją z owocami, kwiatami, oudem czy przyprawami, jak imbir.

Jedną z najnowszych odsłon tej historii jest Cuir Saddle z linii La Collection Privée Dior – kompozycja, która proponuje zupełnie inne spojrzenie na skórę.

Materiały prasowe

Zapach, stworzony przez Francisa Kurkdjiana, czerpie inspirację z kultowej torebki Saddle. Nie jest animalistyczny ani ciężki. Skórzana nuta nie ma tu mroku – została rozświetlona białymi kwiatami, syntetycznymi piżmami, akordami ambry i drewna. Całość przywodzi na myśl raczej zamsz niż surową skórę: jest miękka, otulająca, niemal puszysta. Zamiast ostrości — czystość. Taka nieskazitelna, jak kartka białego papieru.

Tworząc Cuir Saddle, Kurkdjian inspirował się bliskością skóry i ciała. — Torebkę Saddle nosi się blisko sylwetki — mówi perfumiarz. — Niemal stapia się z ciałem i staje się jego częścią.

Efekt? Kompozycja lekka, zwiewna, z nutą powietrznej świeżości, której często brakuje klasycznym zapachom skórzanym.

Jeśli Cuir Saddle czegoś dowodzi, to nie tylko tego, jak długą drogę przeszła skóra w świecie perfum. Przede wszystkim pokazuje, że nawet nuta obecna od stuleci wciąż potrafi zaskoczyć i zachwycić. A to w perfumach jest przecież bezcenne.

Perfumy ze skórzaną nutą:

Tekst w oryginale pojawił się w ELLE.Us

Reklama
Reklama
Reklama