Reklama

Peptydy w pielęgnacji twarzy znamy doskonale. Ale w pielęgnacji włosów? To wciąż świeży trend, który Neboa, polska marka kosmetyków naturalnych, wynosi na zupełnie nowy poziom.

Smutna prawda: nasze włosy się starzeją

Neboa Glow Peptide
fot. Joanna Małolepsza

Tak, przykro mi to przyznać, ale widzę, jak moje włosy zmieniają się z wiekiem. Wiem, że to proces nieunikniony i naturalny, ale… wcale nie chcę się na niego godzić. Nie chodzi nawet o te pojedyncze siwe nitki… Dużo czasu poświęcam na pielęgnację włosów, a mimo to coraz trudniej mi je ułożyć (mają tendencję do puszenia się), coraz wolniej też rosną i stają się bardziej łamliwe. To wynik upływających lat, a także stresu oksydacyjnego, na jaki narażony jest cały organizm. Niedobory snu, stres, jedzenie w pośpiechu, ekspozycja na promienie UV, stylizacja na gorąco, siedzący tryb życia – wszystko to oddziałuje na strukturę i wygląd kosmyków…

Marka Neboa obiecuje rozwiązanie. Seria Glow Peptide bazuje na nowoczesnym kompleksie peptydów, który działa jak inteligentny system naprawczy dla włosów i skóry głowy. Zgodnie z obietnicą producenta peptydy mają wzmacniać strukturę pasm, przywracać im blask i witalność, a także pobudzać mieszki włosowe do pracy, a więc wspierać wzrost włosów. Peptydy neutralizują bowiem stres oksydacyjny, który jest odpowiedzialny zarówno za powstawanie zmarszczek na twarzy, jak i za utratę blasku, gęstości i siły włosów.

Szampon Glow Peptide

Neboa Glow Peptide
fot. Joanna Małolepsza

Szampon Glow Peptide zawiera kompleks peptydów, proteiny roślinne oraz enzymy. Ma przyjemną, aksamitną konsystencję, daje się łatwo spienić w dłoniach, a potem nałożyć na głowę i dokładnie rozprowadzić. Dzięki temu okazuje się bardzo wydajny – już niewielka ilość kosmetyku wystarczy na umycie włosów (a zawsze myję je dwukrotnie nakładając i spłukując szampon).

Pierwszy efekt, jaki poczułam, to świeżość – szampon dobrze oczyścił włosy i skórę głowy. Myję głowę co dwa dni i włosy zachowały ładny wygląd przez cały ten czas. Pozostały miękkie, elastyczne, lekko odbite u nasady i przyjemne w dotyku. Szampon nie obciążył włosów, ani nie przesuszył i nie podrażnił skóry głowy. Jako pierwszy krok w rutynie pielęgnacyjnej sprawdził się doskonale.

Odżywka Glow Peptide

Neboa Glow Peptide
fot. Joanna Małolepsza

Po umyciu włosów przyszła pora na odżywianie. Tu Neboa proponuje dwa kosmetyki: odżywkę do stosowania po każdym myciu oraz bogatą maskę jako dodatkowe wsparcie. Przetestowałam odżywkę z linii Glow Peptide i pierwsze, co zwróciło moją uwagę, to przyjemny, lekko pudrowy zapach kosmetyku i kremowa konsystencja, dzięki której preparat nie spływa z wilgotnych włosów i daje się równomiernie rozprowadzić na kosmykach. Dużą zaletą jest dla mnie też wygodne opakowanie – często mam problem, by mokrymi dłońmi otworzyć słoik z odżywką czy maską lub podważyć zamknięcie typu flip-top. Tymczasem odżywka Neboa została wlana do butelki z nakrętką, którą wystarczy lekko wcisnąć w górnej części, by dostać się do zawartości.

Odżywka jest przeznaczona do włosów osłabionych, cienkich i zniszczonych. Zawiera m.in. olejek jojoba, który wygładza, nawilża i regeneruje kosmyki, nadając zdrowy blask oraz fermentowane oleje roślinne. Po pierwszym użyciu odżywki moje włosy były ładnie wygładzone, nawilżone, miękkie i sprężyste. Nie miałam też problemu z ich rozczesaniem i ułożeniem – nie plątały się i nie elektryzowały.

Olejek w żelu Glow Peptide

Neboa Glow Peptide
fot. Joanna Małolepsza

Ten olejek to dla mnie prawdziwy game changer! Ma wygodną, żelową konsystencję (przypomina bardziej mleczko niż klasyczny olejek), dzięki czemu bardzo szybko się wchłania i nie zostawia na pasmach tłustego filmu. A jednocześnie pozwala okiełznać włosy, ograniczyć puszenie i nadać fryzurze bardziej uporządkowaną formę. To dla mnie bardzo ważne, bo moje pasma często żyją własnym życiem, a końcówki mają tendencję do rozdwajania się i kruszenia.

W jego składzie można znaleźć miks dobroczynnych substancji, jak olej migdałowy, olej awokado, witamina C i peptydy. Wystarczą dwie pompki (mam długie włosy), żeby pasma nabrały blasku, a końcówki nie wyglądały na postrzępione. Kosmetyku nie trzeba spłukiwać, warto jednak pamiętać, by nakładać go maksymalnie od wysokości ucha, a nie na skórę głowy. Dzięki temu nie obciąży włosów.

Olejek zawiera złote drobinki, które jednak nie wyglądają jak brokat, ale tworzą na kosmykach coś w rodzaju poświaty. Działają jak rozświetlacz! Końcówki wyglądają zdrowiej, a włosy ładnie się błyszczą. Co ważne, olejek sprawdza się do stosowania także pomiędzy myciami, kiedy trzeba przywołać kosmyki do porządku. Można nakładać go na suche lub wilgotne włosy – mnie najbardziej podoba się efekt po aplikacji na suche kosmyki, jako domknięcie stylizacji, które pozwala pełniej ujarzmić pasma.

Kolejne efekty przychodzą z czasem

Neboa Glow Peptide
fot. Joanna Małolepsza

Więcej efektów zobaczyłam jednak przy regularnym używaniu kosmetyków podczas kolejnych tygodni. Najbardziej zaskoczyło mnie to, że włosy przestały się tak łatwo kruszyć. Zwykle po każdym czesaniu na szczotce i na blacie w łazience zauważałam sporo połamanych końcówek, teraz widzę ich zdecydowanie mniej. Pasma stały się bardziej elastyczne i mocniejsze, a końcówki – mniej poszarpane. Wyraźną zmianą był też połysk – i to nie pochodzący jedynie z mieniących się drobinek, lecz wynikający z wygładzenia i odżywienia kosmyków. To ten rodzaj naturalnego glow, dzięki któremu pasma wyglądają po prostu zdrowiej. Mam też wrażenie, że fryzura zyskała trochę na objętości – nie tyle samych włosów jest więcej, lecz jakby każdy pojedynczy włos był minimalnie grubszy.

Wygląda więc na to, że linia Glow Peptide od Neboa to dobry, kompleksowy „program naprawczy” dla włosów osłabionych, cienkich, matowych czy podatnych na łamanie. Zostanie ze mną na dłużej!

Materiał promocyjny marki Neboa

Reklama
Reklama
Reklama