Latem skóra nie potrzebuje podkładu. Ten tint SPF30 polubi nawet cera wrażliwa i trądzikowa. Daje efekt "soft focus"
Latem coraz mniej wierzę w sens ciężkich podkładów. Zamiast przykrywać skórę warstwami makijażu, wolę formuły, które robią coś więcej: chronią, pielęgnują i subtelnie wyrównują cerę. Tinted SPF to dla mnie najładniejszy kompromis sezonu.

Od mojego zachwytu nad tintem minęło stosunkowo niewiele czasu, a już pojawił się naprawdę mocny konkurent dla The Uniform – mineralnego kremu SPF z tintem od Merit, marki, która niedawno zadebiutowała w Polsce. Tym razem uwagę zwraca Tinted Nutrient Day Cream SPF30 Josh Rosebrook – kosmetyk z pogranicza pielęgnacji, ochrony przeciwsłonecznej i bardzo lekkiego makijażu. Czyli dokładnie ta kategoria, po którą latem sięgamy najchętniej.
Kremy SPF z tintem
Każdego lata kremy z tintem wracają do czołówki najbardziej pożądanych kosmetyków. Wraz ze zmianą pory roku i wyższymi temperaturami dość naturalnie odchodzimy od ciężkich podkładów na rzecz produktów, które dają skórze więcej swobody: kryjących, ale zazwyczaj lżejszych kremów CC, subtelnie retuszujących kremów BB, a w czasie największych upałów – albo w kosmetyczkach makijażowych minimalistek – właśnie kremów SPF z tintem. Po portfolio najbardziej lubianych marek beauty widać zresztą, że ta kategoria nie jest chwilową zachcianką, ale jednym z najmocniejszych kierunków w makijażu i pielęgnacji.
Kremy SPF z tintem łączą wysoką ochronę przeciwsłoneczną z delikatnym efektem wyrównania kolorytu skóry. Zawierają pigmenty, które subtelnie stapiają się z cerą, dzięki czemu mogą zastąpić lekki podkład lub krem BB – szczególnie latem, gdy zależy nam na świeżym, naturalnym wykończeniu bez efektu ciężkiego makijażu. Ich największą zaletą jest wielozadaniowość: chronią skórę przed promieniowaniem UV, a jednocześnie optycznie wygładzają cerę, zmniejszają widoczność zaczerwienień, przebarwień i drobnych niedoskonałości. Wiele formuł SPF z tintem ma też właściwości pielęgnujące – nawilża, koi i wzmacnia barierę hydrolipidową skóry.
Nutrient Day Cream SPF 30 Josh Rosebrook
Tinted Nutrient Day Cream SPF30 Josh Rosebrook to krem dla tych, którzy od porannej pielęgnacji oczekują więcej niż tylko nawilżenia. Łączy funkcję odżywczego kremu na dzień, mineralnej ochrony przeciwsłonecznej i lekkiego kosmetyku koloryzującego, który wyrównuje koloryt skóry bez efektu klasycznego podkładu.
Formuła bazuje na tlenku cynku non-nano, czyli mineralnym filtrze o szerokim spektrum działania, chroniącym przed promieniowaniem UVA i UVB. To właśnie on odpowiada za ochronę SPF30, ale w tej wersji został połączony z subtelnym tintem, dzięki czemu krem nie zostawia białej poświaty i lepiej stapia się ze skórą. Producent podkreśla, że odcień jest uniwersalny i dopasowuje się do różnych karnacji.

Z perspektywy beauty redaktorki najciekawsza jest tu pielęgnacyjna, „zielona” strona formuły. W składzie znajdziemy m.in. sok z aloesu, masło shea, oleje z oliwek, awokado, brokuła, winogron, wiesiołka, jojoby, konopi, sezamu, ogórecznika i rokitnika, a także ekstrakty z nagietka, rumianku, zielonej herbaty, pokrzywy, szałwii, róży i borówki. To koktajl składników, który ma wspierać nawilżenie, ukojenie i regenerację skóry.
Krem daje lekkie, świetliste wykończenie, dlatego może sprawdzić się u osób, które lubią efekt „make-up no make-up” – bardziej wypoczętej, wyrównanej cery, ale bez wyraźnej warstwy makijażu. Będzie dobrym wyborem na dzień, szczególnie wtedy, gdy chcemy ograniczyć liczbę produktów w kosmetyczce: zamiast kremu, SPF-u i lekkiego podkładu, sięgamy po jeden wielozadaniowy kosmetyk.
Tinty w 2026 roku: mniej kamuflażu, więcej skin care
Jeszcze kilka sezonów temu tinted SPF-y i lekkie kremy koloryzujące kojarzyły się głównie z cerą „bezproblemową” – taką, która nie potrzebuje krycia, a jedynie subtelnego wyrównania kolorytu. Dziś ten schemat wyraźnie się odwraca. Po tinty coraz częściej sięgają osoby ze skórą problematyczną, reaktywną, trądzikową czy z przebarwieniami – i nie po to, by ukryć każdy ślad po niedoskonałości, ale by dać skórze oddychać, wspierać ją pielęgnacją i wydobyć z niej to, co najlepsze.
Sama jestem na to dowodem. Przy cerze, która nie zawsze współpracuje, lekki tint potrafi wyglądać świeżej, nowocześniej i bardziej „2026” niż kolejna warstwa kryjącego podkładu. W makijażu coraz mniej chodzi o perfekcyjny kamuflaż, a coraz bardziej o świadome podejście do skóry – jej ukojenie, ochronę, nawilżenie i naturalne wykończenie. Tinted SPF idealnie wpisuje się w ten kierunek: działa jak filtr, pielęgnacja i subtelny upiększacz w jednym.


