Reklama

Jako osoba z cerą trądzikową, mieszaną i skłonną do przetłuszczania, która po całym dniu w klimatyzowanym biurze potrafi być jednocześnie ściągnięta i przesuszona (świetnie, prawda?), podkłady w sticku zwykle nie były moim pierwszym wyborem. Przez lata te mocno napigmentowane sztyfty kojarzyły się z ciężkimi, mocno kryjącymi i tłustymi formułami, przywodzącymi na myśl Pan-Stik z dawnych lat. Ale ponieważ w ostatnich latach wróciły do łask, w imię rzetelnego beauty dziennikarstwa postanowiłam rzucić się w wir testowania tych nowych premier.

I muszę przyznać, że nowa generacja sticków naprawdę robi wrażenie. Bez problemu mogą konkurować z płynnymi formułami, które mam w swojej kosmetyczce. Ich konsystencje są dziś znacznie lżejsze, bardziej dopracowane i nowocześniejsze – dają krycie, ale wciąż wyglądają jak skóra. Zostawiają też zdrowy, naturalny blask, który nie zamienia się w nieestetyczne świecenie w ciągu dnia. Co ważne, wybór jest dziś dużo większy i łatwiej znaleźć coś dopasowanego do swoich potrzeb – od lekkich, prawie niewidocznych formuł po miękko matowe wykończenia ze średnim albo mocniejszym kryciem. Nigdy wcześniej nie było też tak szerokiej gamy odcieni. Stick Ilia występuje aż w 42 kolorach, a pozostałe marki zwykle oferują co najmniej 20 dobrze przemyślanych tonów. Wiele z tych produktów ma też w składzie pielęgnujące dodatki, takie jak witamina E, witamina C, ceramidy czy skwalan.

Jak używać podkładu w sztyfcie

Poza tym, że te formuły naprawdę dobrze działają, są też wyjątkowo proste w aplikacji. Wystarczy nanieść produkt bezpośrednio na twarz, a potem rozblendować go gęstym pędzlem, na przykład Bobbi Brown Full Coverage Face Brush albo Real Techniques Expert Face Brush. Najlepiej sprawdzają się krótkie, koliste ruchy, które pomagają „wpracować” produkt w skórę i uzyskać gładkie, naturalne wykończenie. Tam, gdzie potrzeba mocniejszego krycia, po prostu dokładam kolejną warstwę i ponownie ją rozcieram.

W większości przypadków nie potrzebuję już dodatkowo korektora, bo sticki z tego zestawienia świetnie sprawdzają się jednocześnie jako podkład i punktowy kamuflaż. Do tego bez problemu mieszczą się w kosmetyczce i idealnie nadają się w podróż. Same zalety.

Poniżej 7 najlepszych sticków do podkładu, które naprawdę zdały test.

bareMinerals Complexion Rescue Luminous Skin Tint Stick

Materiały prasowe

W okresie, kiedy moja trądzikowa skóra była wyjątkowo wrażliwa i praktycznie wszystko wywoływało pieczenie oraz zaczerwienienie, był to jedyny podkład, który nie powodował dyskomfortu. To zresztą wcale nie dziwi – bareMinerals od dawna tworzy formuły przyjazne nawet dla delikatnej cery. Ten stick zawiera witaminę E i nawilżające acai, a także węglan wapnia, który pomaga ograniczać nadmiar sebum. Efekt? Świeże, zdrowe wykończenie, które nie zaczyna się szybko przetłuszczać na cerze mieszanej.

Dior Forever Skin Perfect Foundation Stick

To jeden z tych podkładów, po które sięgam najczęściej. Wybieram go zawsze wtedy, gdy zależy mi na bardziej dopracowanym, eleganckim efekcie. Daje średnie do pełnego krycia i ma satynowe wykończenie, które nie jest ani zbyt błyszczące, ani zbyt matowe. Dobrze trzyma się na skórze, pozostaje komfortowy nawet przez wiele godzin i bardzo łatwo się rozprowadza. Minimum wysiłku, maksimum efektu.

Ilia Beauty Skin Rewind Complexion Stick

Przyznam, że początkowo podchodziłam do niego z dystansem, bo marki clean beauty często mają ograniczoną gamę kolorów i oferują raczej lekkie krycie. Tutaj spotkało mnie jednak bardzo pozytywne zaskoczenie. Ten stick wygląda na skórze wyjątkowo naturalnie i naprawdę pięknie się z nią stapia. Bez problemu maskuje niedoskonałości, ślady po trądziku i zaczerwienienia, ale nie wygląda ciężko ani tłusto na mojej suchej w niektórych partiach i mieszanej cerze. Krycie można budować, a wykończenie jest idealnie wyważone – ani zbyt matowe, ani przesadnie rozświetlające. Po prostu efekt bardzo dobrej skóry.

Merit The Minimalist Perfecting Complexion Stick

Kiedy wiosną zeszłego roku pojechałam do Malezji, był to jedyny produkt do cery, który naprawdę poradził sobie z upałem, wilgocią, potem i przelotnym deszczem, a przy tym nie spowodował żadnych niespodzianek na skórze. Wystarczy kilka pociągnięć stickiem i rozblendowanie gęstym pędzlem, by wyrównać koloryt, zakryć zaczerwienienia i zamaskować niedoskonałości. Mimo że formuła jest beztłuszczowa i trwała, skóra nadal wygląda miękko i komfortowo, a krycie można łatwo stopniować.

Charlotte Tilbury Unreal Skin Sheer Glow Tint

To zdecydowany ulubieniec redakcji beauty ELLE. Ta lekka baza daje efekt promiennej, świetlistej skóry. Delikatnie wygładza, optycznie wyrównuje cerę i nie daje wrażenia ciężkiego makijażu. Po prostu sprawia, że wyglądasz świeżo i na wypoczętą – jak po tygodniu spędzonym w luksusowym spa.

Hourglass Vanish Seamless Finish Foundation Stick

To mocno napigmentowany stick o pełnym kryciu, który tworzy gładką, jednolitą bazę i świetnie radzi sobie z zakrywaniem śladów po trądziku oraz przebarwień, ale nie wygląda przy tym zbyt ciężko. Najlepiej zacząć od niewielkiej ilości na środku twarzy i rozprowadzić produkt gęstym pędzlem kabuki, a później dobudować krycie tam, gdzie jest najbardziej potrzebne, używając mniejszego pędzla.

Bobbi Brown Skin Foundation Stick

Jeśli lubisz bardziej wyrazistą, mocniej kryjącą bazę, która dobrze trzyma się przez cały dzień niezależnie od pogody, ten stick będzie bardzo dobrym wyborem. Szybko maskuje niedoskonałości, zaczerwienienia i przebarwienia, a przy tym pozostaje trwały przez wiele godzin. Jego matowe wykończenie szczególnie dobrze sprawdzi się przy cerze tłustej.

Tekst w oryginale ukazał się w ELLE.Uk

Reklama
Reklama
Reklama