-20°C? Te polskie kosmetyki ratują moją skórę zimą. Mój wybór redaktorki beauty na mroźne dni
Gdy temperatura spada do -20°C, skóra szybko daje znać, że potrzebuje wsparcia. Wybrałam polskie kosmetyki, które naprawdę pomagają przetrwać zimę: od otulających olejków po kremy i maski na trudne dni. To mój beauty wybór.

Zimą moja skóra ma swoje własne zasady – i niestety rzadko są one zgodne z planem dnia. Mróz, wiatr, suche powietrze w mieszkaniach i gwałtowne zmiany temperatur potrafią w kilka dni wywrócić pielęgnację do góry nogami. Dlatego w tym sezonie stawiam na kosmetyki, które dają realny komfort: koją, odżywiają i wspierają barierę ochronną, zamiast obiecywać cuda.
Wybrałam kilka polskich produktów, po które wracam wtedy, gdy cera robi się kapryśna, przesuszona albo po prostu wygląda na zmęczoną zimą. To mój wybór redaktorki beauty – sprawdzony w praktyce, nie w teorii.
Oio Lab 7 Moments – eliksir odżywiający o przyjemnie otulającej formule
Oio Lab 7 Moments to olejek, który od dawna stoi u mnie na półce i wracam do niego zawsze wtedy, gdy skóra zaczyna mieć swoje humory. To nie jest kosmetyk stricte „na mróz”, który ma tworzyć tarczę ochronną w ekstremalnych warunkach. Raczej opcja dla tych, którzy zimą chcą poczuć prawdziwy komfort – szczególnie kiedy na dworze zimno, a w domu kaloryfery pracują na pełnych obrotach. Właśnie wtedy ta formuła to strzał w dziesiątkę.
„Zakupiłam już 2 opakowanie tego olejku. Jest wspaniały dla mojej suchej skóry. Cudownie nawilża, pięknie pachnie, co najważniejsze 100% naturalny. Jest wyjątkowy” (oiolab.pl).
MI Resoothe – maseczka na trudne dni
Po spacerze, kiedy skóra wygląda na podrażnioną, zaczerwienioną i po prostu zmęczoną zimą, sięgam po maseczkę MI Resoothe. W składzie ma m.in. ekstrakt ze śliwki kakadu, Hialuronian sodu i ceramidy – czyli zestaw do uspokajania, łagodzenia i wspierania bariery ochronnej.
I faktycznie: po użyciu skóra jest bardziej miękka, elastyczna, a uczucie ściągnięcia znika na dłużej. Można ją nałożyć na 15 minut jako szybki ratunek albo potraktować jak nocną kurację, nakładając grubszą warstwę.
Dr Irena Eris Skin Idea Serum Primer – uniwersalny wybór na zimowe dni
Serum Primer Dr Irena Eris to taki kosmetyk, który po prostu lubi zimę – bo łączy funkcję serum i bazy pod makijaż. W składzie ma m.in. kompleks AbsoluteSkin więc cel jest jasny: nawilżenie, regeneracja i lekkie rozświetlenie.
U mnie sprawdza się jako poranna warstwa, która pomaga utrzymać nawilżenie i sprawia, że skóra mniej reaguje na mroźne powietrze i ogrzewanie. A przy okazji naprawdę ułatwia rozprowadzenie podkładu – skóra wygląda na bardziej równą i świeżą.
Konsystencja jest lekka, szybko się wchłania, nie zostawia tłustego filmu. W dłuższej perspektywie cera wygląda zdrowiej, bardziej stabilnie, mniej „kapryśnie”. To nie jest kosmetyk, który robi rewolucję w jeden dzień, ale jako codzienny, solidny wybór – bardzo na plus.
Miya Cosmetics – krem regenerujący z masażerem
Ten krem Miya doceniam przede wszystkim za wygodę. Ma w składzie naturalne oleje (z pestek malin), CICA, niacynamid, ceramidy więc dobrze wpisuje się w zimowe potrzeby skóry – daje nawilżenie i poczucie ochrony.
Fajny jest też aplikator z masażerem, bo nawet szybki automasaż potrafi zmienić rutynę z „muszę” w „chcę”. Krem nie zapycha, wchłania się w sensownym tempie, zostawia komfortową warstwę i dobrze sprawdza się jako codzienna baza pielęgnacji.
Tołpa Ideal Age Next Retin Serum biostymulujące – delikatna regeneracja
Serum Tołpa Ideal Age Next Retin traktuję jako wsparcie na zimową szarość i zmęczenie cery. Bazuje na roślinnym retinoidzie, który ma stymulować regenerację, wygładzać i ujędrniać, ale bez typowego „retinolowego efektu”, czyli łuszczenia i podrażnień.
Duży plus za obecność kompleksu prebiotycznego – zimą mikrobiom skóry naprawdę potrzebuje wsparcia, a to widać szczególnie wtedy, gdy cera robi się reaktywna i przesuszona. Najlepiej sprawdza mi się w wieczornej rutynie: rano skóra jest bardziej miękka, nawilżona i wygląda na wypoczętą.

