Tom Ford jesień–zima 2026/2027: corpcore w luksusowej odsłonie
W swojej najnowszej kolekcji Haider Ackermann dla Toma Forda sięga po estetykę końca lat 90., mieszając biurową elegancję z chłodnym, nieco niepokojącym glamour rodem z „American Psycho”.

Czy ktoś powiedział, że lata 90. wracają? Po Nowojorskim Tygodniu Mody pełnym odniesień do stylu Carolyn Bessette Kennedy i wyrafinowanego minimalizmu oraz po pokazie Gucci, który wyraźnie mrugnął okiem do ery Toma Forda w tej marce, Paris Fashion Week przyniósł kolejną podróż do tamtej dekady. Tym razem w samym domu mody Tom Ford, gdzie Haider Ackermann zaprezentował kolekcję balansującą między biurową estetyką, luksusem odrzutowców i elegancją końca lat 90.

Pokaz miał nietypową formę. Zamiast klasycznego wybiegu modelki i modele poruszali się swobodnie w minimalistycznej, całkowicie białej przestrzeni. Spacerowali, zatrzymywali się, mieszali z tłumem, jakby byli bohaterami stylowego teledysku. Na ich sylwetkach pojawiały się błyszczące skórzane spódnice i sukienki, delikatne elementy koronki oraz warstwowe dzianiny, które budowały subtelne kontrasty faktur.
Haider Ackermann szczególnie upodobał sobie motyw przezroczystości. Na wybiegu pojawiły się półtransparentne koszule, przezroczyste kurtki, spódnice i trencze, które miały w sobie coś z chłodnej, perfekcyjnie dopracowanej estetyki znanej z „American Psycho”. Nawet przezroczysty kapelusz przeciwdeszczowy doczekał się swojego momentu na wybiegu. Projektant oddał także hołd założycielowi domu mody, prezentując charakterystyczne, bardzo nisko noszone spodnie podkreślone wąskim skórzanym paskiem.



Jednym z fundamentów kolekcji była również androgynia. Na wybiegu pojawiły się klasyczne garnitury w prążki, noszone przez modeli i modelki niezależnie od płci. Ich tradycyjna forma została jednak przełamana subtelnym połyskiem materiału. Obok nich pojawiły się także dwie czarne suknie wieczorowe z falującym wykończeniem, które stanowiły bardziej drapieżną interpretację klasycznej elegancji.

Charakterystyczne dla Ackermanna wyczucie koloru było widoczne w całej kolekcji. Choć dominowały czernie, biele i odcienie szarości, sylwetki ożywiały akcenty jadeitu, intensywnej czerwieni i głębokiego bakłażanu. Kontrast podkreślały również matowe pomadki w nietypowych odcieniach, które wyraźnie odcinały się od estetyki „clean girl” i sugerowały, że jej era powoli dobiega końca.

Jednym z najbardziej odświeżających elementów pokazu była różnorodność obsady. Na wybiegu pojawiły się modelki i modele w różnym wieku, co w świecie mody wciąż nie jest oczywistością. Szczególne wrażenie zrobiło pojawienie się ikony lat 90., Kristen McMenamy. Jej obecność sprawiła, że na chwilę można było poczuć atmosferę roku 1997.
Pokaz Toma Forda przypomniał, że moda potrafi jednocześnie patrzeć w przeszłość i interpretować ją na nowo. W wizji Haidera Ackermanna elegancja biurowego dress code’u spotkała się z chłodnym glamour lat 90., tworząc kolekcję, która była jednocześnie nostalgicznym powrotem i bardzo współczesną opowieścią o władzy, stylu i tożsamości.






