Reklama

Po sezonach zdefiniowanych przez rygorystykę i dyscyplinę, Daniel Roseberry wraca do ekspresji, twórczej swobody i braku zachamowań. Jak to w przypadku pokazów Schiaparelli bywa, prawdziwe show zaczęło się już nie na wybiegu, nie przed samym pokazem, a w pokojach hotelowych, gdzie goście otrzymywali swoje zaproszenia. Tradycyjnie koperta zawierała złotą zawieszkę - tym razem w kształcie głowy węża zmieniającej się w ptasie skrzydło. Motyw, wykorzystywany już w XIV wieku, obecnie reprezentuje podwójną naturę ludzką i dwoistość między pokusą a transcendencją, bólem a ekstazą.

Na początku sezonu zadałem sobie dwa pytania. Pierwsze dotyczyło tego, jak wykorzystać gniew, ponieważ uważam, że obecnie w świecie jest go bardzo dużo. Jest w nim sporo trucizny. Drugie pytanie dotyczyło tego, gdzie można znaleźć radość tworzenia i czy te dwie rzeczy mogą być ze sobą powiązane – mówił Roseberry, podkreślając, że kolekcją Haute Couture, nazwaną adekwatnie "The Agony and The Esctasy", Schiaparelli żegna się z kontrolą i w pełni poddaje surrealistycznej ekspresji.

Wysokie krawiectwo oczekuje jednak najwyższej jakości formy, dlatego Amerykanin charakterystyczną dla domu mody grę z odbiorcą świadomie łączy z maksymalnie wyrafinowaną techniką i silnymi, mocnym sylwetkami. W całej kolekcji skomplikowane detale mieszały się z echem awangardowej mody samej Elsy, co widać było w licznych zwierzęcych odniesieniach, z których projektnatka uczyniła swój znak rozpoznawczy.

Otrzymaliśmy więc dwa siostrzane zestawy składające się z ołówkowej spódnicy i gorsetu z aplikacjami kwiatowymi, z którego wystaje konstrukcja mająca odwzorowywać skorpioni ogon. Transparentny kostium stworzony ze sztywnego tiulu przypominającego rozdymkę to natomiast hołd złożony dziennikarce modowej Isabelli Blow. Zwieńczeniem stylizacji jest bogato zdobiony naszyjnik z głową kolibra. To właśnie połączenie archetypu kobiety i zwierzęcia, a raczej stworzenia, jak nazywa go projektant, było podstawą fantazyjnej wizji Roseberry’ego w tym sezonie. Surowe żakiety z ostrymi detalami przechodziły w suknie wieczorowe wyrażające charakterystyczną dla domu głeboką świadomość ludzkiej sylwetki. Równie często wykorzystywany efekt trompe l’oeil widać tym razem m.in. w malowanych niciach jedwabiu przyciętych niczym pióra i skórze której na pierwszy rzut oka bliżej satynie. Finał kolekcji przypominał za to pokaz ornitologiczny, a wszystko dzięki kurtkom ozdobionym piórami i sukniom zmieniającym na ułamek sekundy modelki w dumnie pozujące na wybiegu pawie. Dzięki temu kolekcja stała się zarówno podświadomym komentarzem do rzeczywistości, jak i narzędziem do jej ponownego wyobrażenia.

Reklama
Reklama
Reklama