Od archiwalnego Bronco z 1908 roku po nową erę Chucków Lo - tak wygląda serce marki Converse
Niektóre marki najlepiej poznaje się nie podczas pokazu, ale w archiwum. Dopiero tam widać, z czego naprawdę są zbudowane - z idei, obsesji na punkcie detali i historii, która nie kończy się na jednym kultowym modelu. Tak było podczas mojej wizyty w Bostonie i Nowym Jorku z marką Converse.

To był wyjazd, który pokazał Converse z kilku perspektyw naraz - jako markę z ponad stuletnim dziedzictwem, ważny element amerykańskiej kultury sportowej i brand, który właśnie na nowo układa własny język. Tę perspektywę mogłam zobaczyć podczas przedpremiery kolekcji na wiosnę i lato 2026. Jako jedna z pierwszych zapoznałam się z nowościami marki: modelem Chuck Taylor Lo oraz Chuck Taylor Throwback. Ale zacznijmy od początku.

Boston był dla tej opowieści idealnym tłem. To właśnie tutaj najmocniej czuć, że Converse nie jest po prostu brandem obuwniczym, tylko częścią amerykańskiej kultury - i to bardzo mocno zakorzenioną w Massachusetts. Od Malden, gdzie marka została założona w 1908 roku przez Marquisa Millsa Converse, po dzisiejszą siedzibę w Bostonie - wszystko układa się w historię, która jest jednocześnie sportowa, użytkowa i bardzo lifestyle’owa. Wizyta w bostońskiej centrali bardzo szybko pokazała, że Converse wraca dziś do własnych korzeni z dużą świadomością. Nie po to, by budować pomnik własnej legendy, ale po to, by jeszcze raz przeczytać ją od początku.
Archiwum Converse - ponad 10 tysięcy powodów, by spojrzeć na markę inaczej
Pierwszym i najmocniejszym punktem pobytu w Stanach Zjednoczonych była wizyta w Converse Archive w Bostonie, po którym oprowadzał nas Sam Smallidge - archiwista marki. I właśnie tam najlepiej było widać, że Converse ma znacznie szersze DNA, niż sugeruje sama legenda Chucka Taylora.

Archiwum gromadzi ponad 10 tysięcy skatalogowanych obiektów - od obuwia i odzieży po dokumenty, reklamy, prototypy, próbki produkcyjne i najdrobniejsze firmowe artefakty. To zbiór imponujący nie tylko skalą, ale też rozpiętością. Obok znanych sportowych modeli pojawiają się tu buty outdoorowe, wojskowe, tenisowe, sylwetki do biegania, a nawet projekty związane ze sztukami walki. To właśnie ta rozległość robi największe wrażenie. Converse nie zaczyna się i nie kończy na koszykówce czy lifestyle'u. Jego historia jest dużo bardziej wielowątkowa - i dzisiaj marka bardzo świadomie z tego korzysta.
Sam Smallidge opowiadał o archiwum z energią człowieka, który sam wciąż coś w nim odkrywa. Nie jak kustosz pilnujący zamkniętej kolekcji, ale jak ktoś, kto pracuje z żywym organizmem. Bo właśnie tym archiwum Converse jest - miejscem, które stale się rozrasta, odsłania nowe tropy i podsuwa projektantom kolejne punkty wyjścia.



Jednym z tych momentów, które zapadły mi w pamięć, było zobaczenie archiwalnego modelu Bronco z 1908 roku. To właśnie ten but najlepiej pokazuje, jak Converse myśli dziś o własnym dziedzictwie. Nie jak o estetycznej pamiątce, ale jak o żywym kodzie, który można odczytywać na nowo.

Bronco pokazuje bardziej użytkową stronę Converse - związaną z terenem, funkcjonalnością i trwałością. Jego nowa wersja nie jest jednak wierną kopią archiwalnego modelu. To raczej współczesne spojrzenie na but z przeszłości - takie, które zachowuje jego charakter, ale wpisuje go w dzisiejszą modę i kulturę. Właśnie w tym miejscu pojawia się znaczenie linii 1908. To projekt mocno osadzony w historii Converse, ale nie chodzi w nim tylko o powrót do dawnych modeli. Chodzi o to, by nadawać im nowe znaczenie i pokazywać je w nowym kontekście. Dziś ten kierunek rozwijany jest pod kreatywnym nadzorem Tylera, The Creatora oraz Matthew Sleepa, globalnego dyrektora ds. designu w Converse.

Wieczorem opowieść o Converse zyskała jeszcze jeden naturalny kontekst - mecz Boston Celtics vs. Washington Wizards oraz spotkanie z Paytonem Pritchardem. Trudno było o lepsze domknięcie dnia spędzonego w archiwum marki, która od dekad współtworzy wizualny język amerykańskiego sportu.
Nowy Jork i premiera kolekcji Converse wiosna-lato 2026
Po Bostonie przyszedł czas na Nowy Jork i globalną premierę kolekcji Converse wiosna-lato 2026. To właśnie tam można było zobaczyć, jak archiwum przekłada się na przyszłość marki - nie w teorii, ale w bardzo konkretnych sylwetkach i detalach.

O nowych kierunkach dla Chucka opowiadała projektantka Katie Blauer, model Shai prezentował Brodrick Foster, a o szerzej rozumianej energii marki i nowych filarach jej rozwoju mówił Alex Restivo. W ich opowieściach stale wracały te same słowa - autentyczność, proporcja, komfort, charakter. I właśnie wtedy stało się jasne, że Converse jest dziś w bardzo ciekawym momencie. Z jednej strony nie odcina się od swojej historii. Z drugiej - nie chce jej odtwarzać w sposób dosłowny. Zamiast tego bierze z przeszłości to, co najbardziej znaczące, i przesuwa to w stronę współczesności - przez nową konstrukcję, nowe materiały, nowy sposób noszenia.

Chuck Taylor Lo - kwintesencta retro miminalizmu
Wśród premier, które najmocniej przyciągnęły moją uwagę, był model Chuck Taylor Lo. Converse odchodzi tu od klasycznej, dobrze znanej proporcji Chucka na rzecz ultramodnej sylwetki, która pojawiła się na wybiegach w sezonie wiosna-lato 2026: smuklejszej, niższej i nawiązującej do stylu retro. Zamszowa skóra w pastelowych odcieniach, dwukolorowe sznurówki i ukryta piankowa podeszwa czynią z nich jeden z najbardziej trendowych modeli sezonu.

A jednak Lo nie traci kontaktu z archiwum. Gumowy nosek i kultowa podeszwa wciąż przypominają, że patrzymy na Chucka.


Chuck Taylor Throwback - nostalgia, która ma nową energię
Jeśli Lo jest bardziej powściągliwy, Chuck Taylor Throwback ma w sobie zupełnie inną energię. To model, który od razu przyciąga wzrok - szerszy, mocniejszy, bardziej widoczny. I choć zanurzony jest w estetyce lat 90., nie działa jak dosłowna reedycja vintage.

Chuck Taylor Throwback czerpie z surowej energii ulicznego stylu lat 90. i łączy ją z charakterem klasycznych Chucków. Nasycone kolory, duże oczka na sznurówki i grubsze sznurowadła nadają mu mocniejszy, bardziej wyrazisty charakter, a subtelne niedoskonałości w detalach nawiązują do archiwalnych modeli Converse.

Ale jednocześnie jest to model bardzo współczesny w noszeniu. Szersze kopyto, grubsza podeszwa środkowa i bardziej przestronna konstrukcja przekładają się na większą amortyzację, luźniejsze dopasowanie i mocniejszą, bardziej sportową sylwetkę. Dzięki temu Throwback nie sprawia wrażenia po prostu „podrasowanego Chucka”.
Po tym wyjeździe najmocniej zostało mi jedno wrażenie - Converse nie zamyka się we własnej legendzie. Nie traktuje historii jako zamierzchłych czasów. Traktuje ją jak tworzywo. Coś, co można odczytać od nowa, rozłożyć na części i zbudować z tego nowy rozdział.

