Od lat 60. XX wieku do dziś. Jak zmieniał się dom mody Valentino? „Bez Valentino Rzym byłby martwy"
Od dekad dom mody Valentino jest czymś więcej niż luksusową marką – to żywa legenda, która współtworzyła mit Rzymu jako stolicy ponadczasowej elegancji. Od olśniewających sylwetek lat 60., przez epokę czerwonych dywanów i wielkich ikon stylu, aż po współczesne redefinicje romantyzmu i haute couture, Valentino nieustannie odpowiadał na zmiany świata, nie tracąc własnego DNA.

Spis treści:
- Mr Nobody. Jak Alessandro Michele został dyrektorem Valentino?
- Rzym vs. Paryż. Historia domu mody Valentino
- V jak Valentino, V jak Victory
- Człowiek renesansu. Dosłownie.
30 września 2024 r. Wiosenny, paryski tydzień mody dobiega końca. Pokaz Valentino z premierową kolekcją nowego dyrektora kreatywnego – Alessandro Michele jest jak wisienka na torcie. Po prawie dwóch latach przerwy w świecie mody, odkąd w listopadzie 2022 r. odszedł z Gucci, powraca obejmując kierownictwo w innym, dużym włoskim domu mody. Już sama lokalizacja show sugeruje, że jego kadencja będzie zupełnie nowym rozdziałem w historii Valentino. Po latach pokazów w eleganckim Hôtel Salomon de Rothschild w ósmej dzielnicy Paryża, Włoch zaprosił gości do hali sportowej Dojo de Paris, która znajduje się tuż przy autostradzie, na obrzeżach miasta. To nietypowe miejsce dla marki, której założyciel, słynny bon vivant, kojarzy się z luksusowym stylem życia. Ale Michele zupełnie odmienił surowe wnętrze przestronnej areny, tworząc scenografię pełną teatralnych rekwizytów: kanap, foteli, puf a także szaf i ogromnych klatek dla ptaków. A wszystko przykryte białymi prześcieradłami i ustawione na podłodze wyłożonej pękniętymi lustrami.

W takiej atmosferze zaprezentował 85 sylwetek. Wśród nich koronkowe kreacje, mini z hiszpańskim dekoltem, pastelowe futra, bieliźniane szorty, jedwabne podomki, dziewczęce koszule, haftowane żakiety, ale też klasyczne dżinsy i marynarki. Wszystko pełne kokard, frędzli, groszków, piór i oczywiście falban, które eksplodowały spod kołnierzy i układały się w kaskady na długich sukniach w kształcie litery A. Całość wzbogacona o niezliczone akcesoria: turbany, kapelusze z głębokim rondem, koronkowe rękawiczki i pończochy, czółenka na obcasie i wysokie kozaki. Torebki często noszono po dwie – od kopertówek z logo, przez zdobione ćwiekami torby zamszowe, aż po puzderka w kształcie figurki kota. I jak to u Michele – wszystko w rytm retro.
Na wybiegu rokoko mieszało się z belle epoque a dziewczęce hippie z lat 60. z pełnym przepychu glamourem lat 80. Wszak projektant to absolutny mistrz tak eklektycznych miksów. Jak pisała w swojej recenzji z pokazu krytyczka Nicole Phelps: „Podczas jego nieobecności moda pogrążyła się w estetyce „cichego luksusu”, do której wszyscy zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Dlatego przypomnienie sobie, jak bardzo mogą nas zachwycić jego maksymalistyczne i pełne przepychu wizje, było odświeżające. Gdy pokaz dobiegł końca, atmosfera była euforyczna. Choć ta branża ma skłonność do przesady, usłyszany komentarz „król powrócił” miał w sobie coś z prawdy”.
Mr Nobody. Jak Alessandro Michele został dyrektorem Valentino?
Grudzień, 2014 r. Marco Bizzarri, ówczesny CEO Gucci, ogłasza, że dyrektorem kreatywnym marki zostaje Alessandro Michele. Większość pyta: Alessandro kto? Bo nikt spoza wąskiego grona profesjonalistów z branży nigdy o nim nie słyszał. Podobno lista kandydatów na to stanowisko była imponująca a samego Michele początkowo nie niej nie było. Zamiast jednak werbować znanego projektanta, pan prezes postanowił zaufać komuś z wewnątrz firmy a dokładne ze studia projektowego, w którym Alessandro odpowiedzialny był za tworzenie akcesoriów (do Gucci w 2002 r. zatrudnił go Tom Ford). Mało tego, dał mu pełną kontrolę nad wszystkimi artystycznymi aspektami marki. Od pierwszej kolekcji, pokazanej kilka tygodni po objęciu stanowiska, postanowił diametralnie zmienić jej wizerunek, odchodząc od wyrafinowanego, nowobogackiego stylu jego poprzedniczki – Fridy Giannini. W projektach powiało retro i estetyką jak z epoki. Było ekscentrycznie, eklektycznie i energicznie. Na wybiegu mieszały się style, sezony i płci. Przenikanie się tych ostatnich pozwoliło przyciągnąć do brandu nowych, młodszych konsumentów, którzy od świata mody zaczęli domagać się większej owartości i tolerancji.

Co dalej? Zamienił mokasyny w pantofle sypialniane wyściełane futrem, diwom na czerwonym dywanie założył okulary w grubej oprawie a na wybieg wysłał modelki niosące repliki własnych głów. Zorganizował pokazy na starożytnym cmentarzu rzymskim w Arles, gdzie modele przechadzali się po ścieżkach wśród płonących pochodni i nagrobków; w Sali Palatyńskiej, jednym z najświętszych miejsc na świecie, będącej częścią kompleksu Muzeów Watykańskich czy na Hollywood Boulevard w Los Angeles, gdzie wybieg prowadził wzdłuż Alei Gwiazd. „Jego projekty, choć często inspirowane vintage, miały ogromny wpływ kulturowy, redefiniując inkluzywność i emocje w modzie. Stworzył świat modowych geeków i dziwaków, w którym każdy mógł znaleźć coś dla siebie”, komentowała w New York Times dziennikarka Vanessa Friedman. Aż w listopadzie 2022 r., dość nieoczekiwanie, ogłoszono, że rozstaje się z Gucci. Mówiono, że został zmuszony do odejścia, ponieważ jego styl, choć wciąż atrakcyjny, stał się powtarzalny a przez to mało ekscytujący. Wydarzenie to stało się symbolem presji na projektantach, by stale oferowali coś nowego i unikalnego. Tymczasem podczas swojego ośmioletniego okresu urzędowania Michele nie tylko zmienił sposób, w jaki ubierają się ludzie, ale i trajektorię całej mody. A mało komu się to udało. Zrobiła to Coco Chanel zrzucając gorset i tworząc luźną, tweedowa garsonkę. Zrobił to Christian Dior prezentując New Look. Zrobił to Saint Laurent za pomocą Le Smoking i Giorgio Armani lansując garniturowy power look. A być może zrobił to i Valentino Garavani przy użyciu swojej ultra kobiecej, czerwonej maksi.
Rzym vs. Paryż. Historia domu mody Valentino
Sierpień 1960 r. Garavani zakłada w Rzymie własny dom mody. Jego kolekcje od początku hołdują klasycznej, kobiecej elegancji. Łączą w sobie glamour, romantyzm i ponadczasowy szyk. Sam Valentino mówi o sobie: „Nigdy nie byłem rewolucyjnym projektantem. Jednak jestem innowacyjny w tym, że zawsze staram się ubierać moją kobietę w nowe pomysły”. Chciał to robić od dziecka. Już wtedy wszystko to sobie wymarzył. A potem konsekwentnie realizował. Urodził się w miasteczku Voghera, na południe od Mediolanu. Jego ojciec prowadził dobrze prosperujący biznes elektryczny. „Gdy chodziłem do licem, miałem grupę przyjaciół, której przewodziłem. Nie to, że bardzo chciałem im szefować, ale po prostu uważałem, że moje pomysły są najlepsze”, wspominał w wywiadzie udzielonym Pameli Golbin, historyczce mody i autorce albumu o legendarnym kreatorze.

Po wojnie jego starsza siostra Wanda zaraziła go miłością do kina i do hollywoodzkich filmów. W modzie na dobre zakochał się po obejrzeniu „Wielkiej Rewii Ziegfelda” i widowiskowych kreacji słynnych aktorek tamtych czasów jak Lana Turner i Judy Garland. Wtedy oznajmił rodzicom, że chce zostać projektantem a ci uznali, że trzeba go w tym wspierać. Dzięki koneksjom ojca dostał się na kurs szycia w szkole designu w Mediolanie a po nim postanowił przenieść się do Paryża. Przybył tam w 1950 r., mając zaledwie 18 lat, i podjął naukę w École de la Chambre Syndicale de la Couture Parisienne – prestiżowej uczelni kształcącej w dziedzinie zasad haute couture. Potem zdobywał doświadczenie u znanych wówczas mistrzów krawiectwa – najpierw Jeana Dessesa, później Guya Laroche. Po prawie dziesięciu latach we Francji, podjął decyzję o powrocie do Rzymu i założeniu własnej marki. Był koniec lat 50. A włoska stolica właśnie przeżywała rozkwit ery dolce vita. Federico Fellini, Marcello Mastroianni, Gina Lollobrigida i Sophia Loren rozsławili Rzym na cały świat. A to tylko dodało młodemu projektantowi wiatru w żagle.
Ponownie z pomocą ojca (potem wesprze go jeszcze raz sprzedając dom letniskowy) otworzył prywatne atelier. A niedługo potem poznał Giancarlo Giammettiego – swojego przyszłego partnera biznesowego, życiowego i najlepszego przyjaciela. „Pewnego wieczora siedziałem sam w Cafe de Paris, gdy pojawił się on w towarzystwie dwójki przyjaciół. Nie było miejsca więc zapytał czy mogą się dosiąść”, wspominał na łamach „Valentino. Themes and Variations”. Traf chciał, że przypadkiem spotkali się dziesięć dni później na Capri. Zaiskrzyło a kilka miesięcy później Giammetti rzucił studia na architekturze, aby pomagać Garvaniemu w prowadzeniu biznesu. Od razu okazało się, że ma do tego żyłkę.
V jak Valentino, V jak Victory
Lipiec 1962 r. okazał się przełomowy dla kariery projektanta. Wtedy to cudem dostał się do grafika targów Sala Bianca. Po prezentacji kolekcji obecni tam kupcy z Ameryki oszaleli. Posypały się zamówienia z domów handlowych i butików od Nowego Jorku po Los Angeles i od Chicago po Miami. „Pewnego dnia dostałem telefon z Bloomingdales. Zadzwonili, że chcą kupić 50 krótkich, czerwonych płaszczy. A przecież wszystko szyliśmy w naszym małym atelier”, opowiadał w jednym z wywiadu Giammetti. Valentino uruchomił produkcję pret – a – porter sprzedając głównie na rynek amerykański. Pieniądze dosłownie płynęły, ale o projektancie zaczęło być głośno także w Europie.
Jego delikatnymi, pełnymi haftów i koronek kreacjami oraz sukniami inspirowanymi hiszpańską corridą zaczęły interesować się gwiazdy. Do grona klientek dołączyły Monica Vitti, Wallis Simpson, Gloria Guinness i Babe Paley. Krytyczka mody Hebe Dorsey pisała wówczas tak: „Jego ubrania nie niosą ze sobą intelektualnego przesłania i nie są trudne do rozszyfrowania. Strasznie kobiece i strasznie drogie, przeznaczone są dla uprzywilejowanej grupy osób.” Ale ta najważniejsza klientka, oraz przyszła muza projektanta, miała się dopiero pojawić.

W 1964 r. podczas pobytu w Nowym Jorku Valentino wysłał swojego asystenta z modelką i projektami ubrań do prywatnego apartamentu Jackie Kennedy na Piątej Alei. Po powrocie oznajmił, że Pierwsza Dama chce zamówić wszystko, w bieli i w czerni. „To był najszczęśliwszy dzień w moim życiu. Wiele zawdzięczam Jacqueline Kennedy. Poznanie jej wiele dla mnie znaczyło. Zostaliśmy bliskimi przyjaciółmi. Projektowałem dla niej całą garderobą a ona sprawiła, że stałem się sławny”. Jeszcze większą popularność zdobył gdy stworzył dla niej suknię na ślub z Aristotelesem Onassisem w 1968 r. Był to czas niekończących się triumfów. Wtedy to zaprojektował ikoniczną „Białą kolekcję” i otworzył swój pierwszy butik w Paryżu. Jak pisało Vanity Fair: „Bez Valentino Rzym byłby martwy. Projektant jest absolutnie przekonany o wartości swoich projektów. W przeciwieństwie do reszty włoskich kreatorów, którym brakuje pewności siebie a przez to przynudzają”. Garavani marzył jednak o podbiciu Paryża i tak się stało.
W 1975 r. podczas tygodnia mody pokazał tam swoją pierwszą kolekcję pret – a – porter (projekty haute couture zacznie prezentować od 1989 r.). Trzy lata później w Théâtre des Champs-Élysées przy Polach Elizejskich premierę miały jego pierwsze perfumy zatytułowane oczywiście „Valentino”. Jako jeden z pierwszych europejskich projektantów dostrzegł potencjał w wielkich gala i zaczął ubierać amerykańskie gwiazdy na czerwony dywan i rozdania „Oscarów”. Wystarczy wspomnieć biało – czarną kreację Julii Roberts z 2001 r., w której aktorka odebrała statuetkę za rolę w filmie „Erin Brockovich”.

Z modowej sceny projektant zszedł po prawie pięciu dekadach. Karierę zakończył w 2008 r. hucznym pokazem w Muzeum Rodina w Paryżu z listą gości sięgającą 900 osób. Wtedy stery w domu mody objęli Maria Grazia Chiuri i Pierpaolo Piccioli, dotychczas projektanci akcesoriów w marce. Ich kadencja okazała się bardzo rentowna, głównie za sprawą linii nabijanych ćwiekami butów i torebek „Rockstud”. Gdy w 2016 r. Chiuri przeszła do Diora, Piccioli zaczął samodzielnie pełnić rolę dyrektora kreatywnego. Dużym sukcesem cieszyły się szczególnie jego widowiskowe kolekcje haute couture, w których przemycał elementy streetstyle’u.
Człowiek renesansu. Dosłownie.
Luty, 2025. Z Palazzo Scapucci, gdzie mieszka Michele, do Piazza Mignanelli u podnóża Schodów Hiszpańskich, gdzie znajduje się siedziba Valentino jest nie więcej niż 25 minut drogi spacerem. W Wiecznym Mieście Włoch dorastał i studiował projektowanie kostiumów. Ale Rzym i miłość do niego to nie jedyne co łączy Michele z Garavanim. Obaj kochają sztukę i lubią się nią otaczać – wypełniony antykami apartament Alessandro wygląda jak wyjęty z epoki renesansu. Obaj uwielbiają też kino i gwiazdy. I także lubią się nimi otaczać. W końcu ambasadorami Gucci za czasów pracy projektanta byli Jared Leto, Dakota Johnson, Harry Styles i Florence Welch, z którymi widywany był również prywatnie. Ale łączą ich także wielkie aspiracje i smykałka do marketingu. Garavani już w latach 80. Doceniał siłę reklamy zatrudniając pierwszoligowych fotografów jak Herb Ritts do portretowania kampanii. Michele tworzył z kolei ikoniczne reklamy dla Gucci z Glenem Luchfordem. Wszystko więc wskazuje na perfekcyjne dopasowanie projektanta do brandu. Czym zaowocuje przekonamy się wkrótce. Pewny jest natomiast jego entuzjazm i chęć do ponownej zmiany biegu historii mody. Za kulisami ostatniego pokazu opowiadał dziennikarzom, że już pierwszego dnia w nowej roli zanurzył się w archiwach marki. „To miejsce tętni historią. Można tam znaleźć wszystko: lata 60., 70., 80. Dla kogoś takiego jak ja, kto uwielbia analizować takie rzeczy, to prawdziwy przywilej.”

