Moda bez umiaru. Czy quiet luxury odchodzi w zapomnienie?
Przepych, ekspresja, zabawa - to słowa klucze na nadchodzący sezon. Zdaniem branży subtelnie już było. Teraz przyszedł czas na loud luxury, czyli modę, która nie szepcze, a krzyczy.

Gdy siostry Olsen zaprezentowały kolekcję The Row na lato 2026, media orzekły, że quiet luxury to przeszłość. Dlaczego? Właścicielki marki, która jest synonimem minimalizmu, zaskoczyły sylwetkami zdobionymi piórami, cekinami i frędzlami. Choć większość ich projektów nadal oscyluje wokół ascetycznej estetyki, ukłon w stronę maksymalizmu jest zdecydowanie zauważalny. Pokaz The Row to jednak tylko kropka nad „i” w sezonie zdominowanym przez zmiany. Niski wzrost sprzedaży w sektorze dóbr luksusowych sprawił, że domy mody szukają nowych rozwiązań. Robią to dość radykalnie, wymieniając dyrektorów kreatywnych. Ci z kolei odchodzą od subtelności quiet luxury na rzecz wyrazistości maksymalizmu.
Loud luxury opanowało wybiegi na wiosnę-lato 2026

Wśród 15 debiutów największe emocje wzbudziła inauguracyjna kolekcja Matthieu Blazy’ego dla Chanel. Jej finał stał się prawdziwym wiralem za sprawą modelki Awar Odhiang, która zatańczyła na środku wybiegu. Jej kreacja była równie radosna co ona sama. Kremowa bluzka z jedwabiu – klasyczny przykład quiet luxury – zestawiona z wielokolorową, puszystą spódnicą to istny manifest loud luxury. Ten spektakularny strój to zasługa atelier Lemarié, które specjalnie dla marki stworzyło kwiatowe tekstury z piór oraz płatków z jedwabiu, organzy i bawełny. W efekcie dziewczyna Chanel z zachowawczej stała się ekstrawagancka i pełna życia.
Louise Trotter, która zajęła miejsce Matthieu Blazy’ego w domu Bottega Veneta, też pożegnała quiet luxury. Skóra intrecciato od stóp do głów, obszerne ramiona w stylu lat 80., wszechobecne frędzle w jej wydaniu stanowiły jednak tylko preludium do prawdziwego widowiska, które zapewniły błyszczące swetry i spódnice w kolorach pomidorowej czerwieni, złocistego pomarańczu i srebrzystego błękitu. Dzięki puszystej fakturze z lekkością falowały z każdym krokiem modelek. Jak przyznała projektantka, powstały one z naszywanych ręcznie włókien z recyklingowanego szkła. W tym przypadku głośny jest nie tylko styl, lecz także cena: od 15 do 25 tysięcy euro.

Premierowa kolekcja Demny nie odstawała od wyżej wymienionych. Już same podpisy pod sylwetkami jasno sugerowały, że nowe Gucci jest w duchu loud luxury. Lookbook „La Famiglia” przedstawiał bohaterki, takie jak Miss Aperitivo, La Drama Queen, La Principessa, Primadonna czy La Diva, a każda była ubrana niczym stereotypowa włoska signora: w suknię zwieńczoną piórami, wielkie futro i 15-centymetrowe szpilki.
Zmianę nastrojów odczuwają nie tylko debiutanci. Naczelna ekolożka branży, Stella McCartney, też pokusiła się o zabawę fakturami. Uwagę przykuwa przede wszystkim kolorowa rafia formująca sukienki na kształt bombki oraz pióra tworzące eteryczne sylwetki. W trosce o zwierzęta te drugie to roślinna alternatywa Fevvers, która na pokazie Brytyjki miała swoją premierę.
Jeszcze mocniejszą wizję zaproponował Anthony Vaccarello, który styl loud luxury praktykuje od dawna. Kolekcja Saint Laurent na wiosnę–lato 2026 jego autorstwa była spektaklem w trzech aktach. W pierwszym pojawiły się pełne dramatyzmu kokardy i przeskalowane kurtki motocyklowe, w drugim – ekscentryczne trencze z półprzezroczystych tkanin, a w ostatnim – falbaniaste suknie przypominające kolorowe chmury. Całość dopełniły gigantyczne klejnoty noszone na piersiach i kolczyki większe od uszu. Vaccarello poświęcił to widowisko silnej i niezależnej kobiecie, bohaterce samego Yves’a, udowadniając, że przepych nie zna granic.

I taki jest właśnie głośny luksus. Wbrew pozorom nie opiera się na logomanii ani epatowaniu metką, lecz na odważnych fakturach, intensywnych kolorach, wyrazistych krojach. To stylizacje oparte na maksymalizmie – czasem w postaci balowej spódnicy z tafty, innym razem cekinowej torby czy tuzina pierścionków. W świecie dążącym do uniformizacji moda w wersji loud staje się wyrazem indywidualizmu i fantazji, sposobem na wyróżnienie się. Równocześnie to kontrreakcja na wszechobecny minimalizm i powściągliwość, jakie znamy z podejścia quiet luxury. Nic więc dziwnego, że domy mody, walcząc o znudzonych klientów, zwracają się w tym sezonie ku wizualnie atrakcyjniejszej estetyce, pełnej piór, frędzli, objętości i blasku.
Skąd się wzięło loud luxury?

Loud luxury to nic nowego. Styl pełny przepychu i dekadencji charakteryzował modę lat 80., którą można nazwać kolebką tej estetyki. W tamtej dekadzie ubrania przestały pełnić funkcję wyłącznie użytkową, stając się manifestem i narzędziem ekspresji. Najlepszym tego przykładem jest power dressing. Kobiety sięgały po władzę nie tylko w korporacjach, lecz także w garderobie. Marynarki o męskim kroju zyskały poduszki i szerokie ramiona, graniczące często z przesadą. Wieczorami królowała moda klubowa: mieniące się cekiny, rockowe skóry i figlarne fasony. Wszystko, by zostać zauważoną – przed ósmą i po dwudziestej.
Lata 80. to też czas bezkompromisowego glamouru, który wyrażały mocne dodatki: kapelusze, kolczyki, broszki, paski, rękawiczki. Takie podejście do mody niezwykle trafnie uchwycił serial „Dynastia”. Kultowa produkcja, która ruszyła w 1981 roku, rozkochała widzów zarówno perypetiami bogatej rodziny Carringtonów, jak i modową rewią Alexis (Joan Collins) i Krystle (Linda Evans). Przez dziewięć sezonów kostiumograf Nolan Miller stworzył blisko trzy tysiące ubrań, wśród których dominowały cekinowe suknie, bufiaste rękawy, przeskalowane marynarki, fantazyjne nakrycia głowy oraz nowobogackie futra i etole. Garderoba bohaterek uosabiała ekstrawagancki luksus, który kobiety na całym świecie pragnęły natychmiast kopiować.

Poza ulicami i telewizją styl nasycony przepychem królował także na wybiegach. W 1987 roku Yves Saint Laurent zaprezentował kolekcję przepełnioną piórami, z ikoniczną mini noszoną przez Naomi Campbell. Spektakularna faktura sukienki szła w parze z okazałymi kolczykami i pierścieniem. Przez całe lata 80. równie efektowną biżuterię promował Karl Lagerfeld. W jego interpretacji Chanel ociekało złotymi łańcuchami, perłami i zdobnymi guzikami. W gronie mistrzów zaskoczeń i modowej zabawy nie sposób pominąć Christiana Lacroix czy Thierry’ego Muglera, którzy podobnie jak projektanci w obecnym sezonie nie szczędzili środków wyrazu.
Co jeszcze łączy współczesny głośny luksus z tamtą dekadą? Niepewność. W czasach kryzysów, inflacji czy niestabilności politycznej moda często skręca w stronę ostentacji i maksymalizmu. W latach 20., po traumie wojny, ubiór zaczął uosabiać radość i zabawę przez frędzle, cekiny i koraliki. Podobnie stało się w latach 80. – choć dla wielu kapitalistów był to okres boomu, w tle istniały napięcia społeczne, recesja, kryzys naftowy i zimna wojna. W tak niepewnym świecie luksus stał się bardziej widoczny, a demonstracja była narzędziem do potwierdzenia statusu. Ten schemat działa i dziś. Brak pokoju i globalnej stabilności sprawia, że moda ponownie przybiera formę eskapizmu. Nadmiar ma komunikować, że sytuacja wcale nie jest zła, a bogactwo form i kolorów – gwarantować wizualną przyjemność.
Powrót maksymalizmu na ulice
Ostatecznie loud luxury sprowadza się do zabawy konwencją. Według raportu „The State of Fashion 2026” 81 proc. klientów poniżej 35. roku życia wskazuje design i kreatywność jako główny czynnik decydujący o zakupach. To oznacza, że domy mody nie mogą polegać wyłącznie na logo. – Loud luxury zobowiązuje, by umiejętnie żonglować markami. To nie jest pogoń za logomanią, która była silnym zjawiskiem w 2017 roku. Wybieramy charakterystyczne modele, które z daleka są nie tylko widoczne, ale przede wszystkim rozpoznawalne. To one dźwigają status, który ma krzyczeć – mówi stylistka Alicja Werniewicz. Zapytana o stylizacje w tym tonie, dodaje: – Gdy chcemy się wyróżnić, sięgamy po jakościowe tkaniny: jedwab, kaszmir, welur, skórę, futro. Wyraziste kolory stawiamy ramię w ramię z monochromatycznymi. Całość uzupełniamy mocnymi dodatkami: złotą biżuterią, diamentami, zegarkami – Audemars Piguet Royal Oak, Patek Philippe czy Cartier. Na koniec okulary przeciwsłoneczne od Chanel, Saint Laurent, Phoebe Philo.

Biżuteria, jak zauważyła Alicja Werniewicz, staje się dziś jednym z najważniejszych nośników loud luxury. Według wymienionego wyżej raportu jej sprzedaż rośnie szybciej niż rzeczy z innych kategorii mody. Natalia Kopiszka, projektantka i właścicielka marki Kopi, chętnie wykorzystuje trend na maksymalizm w swoich projektach. Jej najnowsza kolekcja sygnetów Grandma w pełni to odzwierciedla: okazałe kamienie, mieniące się cyrkonie, odważne formy. – Kluczowe jest, by nie bać się eksperymentować! Ja uwielbiam nosić wiele pierścionków i kilka kolczyków w uszach, bo to dodaje charakteru moim stylizacjom. Biżuteria to sposób na wyrażenie siebie, więc warto bawić się kolorami, kształtami i różnorodnymi materiałami – mówi.
Podobną rolę odgrywa makijaż, który coraz częściej staje się narzędziem osobistej ekspresji. Niedościgniony wzór „clean girl” zaczyna męczyć kobiety poszukujące ciekawszych rozwiązań niż idealnie wygładzony kok i make-up no make-up. Pinterest zauważył, że coraz popularniejsze są tematy dotyczące ekscentrycznych makijaży i różnokolorowych paznokci. Dlatego w swoim raporcie trendów na 2026 rok uwzględnił „glitchy glam”, który można interpretować jako nieidealny glamour. Jego cechą charakterystyczną jest wolność: niedopasowane paznokcie, dwukolorowe szminki, jaskrawe cienie do powiek. W miejscu kremu i różu pojawia się kolorowa mascara i słoiczek z brokatem, atrybuty stylu loud.
Jest wiele dowodów na to, że dyskrecja wychodzi z mody. Najbardziej widocznym są pióra i frędzle na wybiegach – od The Row, przez Balenciagę, po Ferragamo. Mimo to echo cichego luksusu nie zniknie: jedwabne koszule, kaszmirowe swetry i perfekcyjnie skrojone płaszcze stanowią w końcu fundament praktycznej garderoby. Czasem jednak minimalizm jest niewystarczający. Od mody wymaga się dziś emocji, które budzi bogactwo kolorów, kształtów i faktur. Wszystko wskazuje więc na to, że najlepiej sprawdzi się miks klasyki i szaleństwa, bo, jak głosi hymn lat 80.: „Girls just wanna have fun”.

