„Jelly shoes” wracają jako najbardziej kontrowersyjne buty na lato 2026. Ten model z H&M już jest hitem
Po tym, jak w 2024 roku przypomniała je marka The Row, „jelly shoes” nie zniknęły z trendów na lato.

Przeciwnie, z sezonu na sezon zmieniają formę i udowadniają, że mogą być czymś więcej niż nostalgicznym powrotem do wakacyjnej garderoby.

„Jelly shoes”, czyli „najbrzydsze” buty lata 2026
Publicystka Ellie Violet Bramley nazwała je kiedyś obuwniczym odpowiednikiem kredek Crayola. Trudno o lepsze porównanie. „Jelly shoes” bywają kolorowe, błyszczące, plastikowe i nieco infantylne. Mogą kojarzyć się z butami do wody z dzieciństwa, z ortopedycznym fasonem albo z czymś, co bardziej pasuje na plażę niż do stylizacji w duchu quiet luxury.

A jednak w 2026 roku to właśnie one mają szansę zostać jednymi z najbardziej pożądanych butów sezonu. Są płaskie, wygodne, lekko dziwne i wystarczająco przewrotne, by dodać letnim zestawom odrobiny modowego humoru. W czasach, gdy garderoba często krąży wokół perfekcyjnej bazy i ponadczasowych klasyków, „jelly shoes” działają jak mała prowokacja: nie muszą być eleganckie, żeby wyglądać dobrze.
Trend, który miał zniknąć, a został na dłużej
Wielki powrót „jelly shoes” zaczął się od The Row. Marka założona przez Ashley i Mary-Kate Olsen ma niezwykłą zdolność zamieniania nawet najbardziej nieoczywistych projektów w obiekty pożądania. Gdy w 2024 roku przywróciła plastikowe baleriny do modowego obiegu, wiele osób traktowało je jak sezonową ciekawostkę.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby Instagram i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
Rok później wciąż były wszędzie: na ulicach, w stylizacjach influencerek, w edytorialach i letnich zestawieniach trendów. Wydawało się, że to moda z krótkim terminem ważności, bo trudno nosić je przez cały rok, a ich charakter jest mocno wakacyjny. Tymczasem w 2026 roku nadal o nich mówimy. I to nie dlatego, że nostalgia za latami 90. nie daje nam spokoju, ale dlatego, że „jelly shoes” zdążyły się zmienić. Wystarczy spojrzeć na tegoroczne kolekcje znanych H&M, Mango czy Reserved.
Już nie tylko minimalistyczne baleriny
Na początku powrotu trendu najczęściej widzieliśmy „jelly shoes” w wersji minimalistycznej: półtransparentne, płaskie, niskoprofilowe, czasem niemal niewidoczne na stopie. Taki fason dobrze pasował do estetyki The Row, ale niekoniecznie przemawiał do osób, które w modzie lubią więcej koloru, faktury i zabawy. Latem 2026 wybór jest znacznie szerszy. „Jelly shoes” pojawiają się jako sandały, baleriny i klapki. Mają kwiatowe tłoczenia, cekiny, pióra, intensywne kolory, neoprenowe wstawki albo zabawnie przeskalowane formy. Niektóre wyglądają jak wakacyjny gadżet, inne jak świadomie przerysowany dodatek do prostej stylizacji. I właśnie w tym tkwi ich nowe życie. „Jelly shoes” nie próbują już udawać klasycznych, „ładnych” butów. Ich siłą jest to, że są trochę dziwne, lekkie i bezpretensjonalne.

„Jelly shoes” nosimy latem 2026 do lnianych kulotów i koronkowych szorotów
Najprostszy sposób to zestawiać je z ubraniami, które potrzebują odrobiny luzu. Te baleriny świetnie przełamują lniane spodnie, białe sukienki, proste szorty, długie spódnice i wakacyjne komplety. W wersji przezroczystej lub mlecznej mogą działać niemal jak neutralny dodatek, ale z bardziej modowym twistem niż klasyczne sandały. Kolorowe modele warto potraktować jak biżuterię dla stóp. Różowe, czerwone, błękitne czy zielone „jelly shoes” mogą podbić minimalistyczny look i dodać mu wakacyjnej energii. Z kolei wersje z cekinami, kwiatami albo piórami najlepiej wyglądają wtedy, gdy pozwalamy im grać pierwsze skrzypce: z prostą sukienką, koszulą oversize albo jeansami o luźnym kroju.
Artykuł ukazał się w oryginale na ELLE.it

