Izabela Zielińska, współzałożycielką marki Undress Code: „Chcę, żeby kobiety w naszych ubraniach czuły się jak główne bohaterki swoich historii” [WYWIAD]
O kobiecym biznesie, budowaniu marki od zera i drodze od małego biura w Warszawie do pop-upu w Harrodsie rozmawiam z współzałożycielką marki Undress Code - Izabelą Zielińską.

Polska moda coraz śmielej zaznacza swoją obecność na międzynarodowej scenie, a jedną z marek, które konsekwentnie budują globalną rozpoznawalność, jest Undress Code. Świadczy o tym chociażby niedawno otwarty pop-up w londyńskim Harrodsie. Brand założony w 2016 roku przez Izabelę i Kacpra Zielińskich zaczynał od zmysłowej bielizny i body, które szybko stały się ich znakiem rozpoznawczym. Dziś projekty Undress Code noszą influencerki, redaktorki mody, a nawet sama Taylor Swift. Przepis na sukces? Zmysłowe kolekcje, perfekcyjnie łączące seksapil z zalotną elegancją i ubrania, które podkreślają osobowość kobiet, zamiast ją definiować. W 2024 roku Undress Code zdobyło tytuł Marki Roku w konkursie ELLE Style Awards, a rok później znalazło się w rankingu FT1000 „Financial Times”, zestawiającym najszybciej rozwijające się firmy w Europie. O tym, jaki jest przepis na sukces oraz dlaczego w prowadzeniu biznesu ważna jest pasja, opowiada nam Izabela Zielińska.
Aleksandra Michalik, ELLE.pl: Undress Code powstało z marzenia, a dziś jest marką obecną w najbardziej prestiżowych domach towarowych świata. Czy pamiętasz moment, w którym pomyślałaś: „to naprawdę zaczyna być coś dużego”?
Izabela Zielińska: Tak naprawdę mam wrażenie, że poczułam to dopiero niedawno. Przez większość czasu żyję raczej z przekonaniem, że jesteśmy dopiero w kilku procentach naszej drogi i że przed nami jest jeszcze bardzo dużo rzeczy do zrobienia. Czasami nawet zapominam o tym, że nasze rzeczy są już w naprawdę świetnych miejscach na świecie, że współpracujemy z dużymi domami towarowymi i że marka zaczyna być coraz bardziej rozpoznawalna.
Były jednak dwa momenty, które naprawdę zapamiętam. Pierwszy to historia z Taylor Swift. To było dla nas ogromne zaskoczenie, bo my niczego jej nie wysyłaliśmy, nie było żadnego requestu od stylistki. Ktoś po prostu kupił nasze body i pewnego dnia okazało się, że pojawiła się w nim publicznie. Dowiedzieliśmy się o tym dzięki Karolinie z naszego zespołu, która jest wielką fanką Taylor i śledzi wszystkie jej stylizacje. Pamiętam bardzo dobrze ten moment – byłam wtedy pod prysznicem, kiedy mój mąż wpadł do łazienki i powiedział: „Taylor Swift ma na sobie Undress Code”. Na początku byłam przekonana, że żartuje. Dopiero po chwili zobaczyłam zdjęcia i zrozumiałam, że to naprawdę się wydarzyło.
Drugi taki moment to oczywiście Harrods. Współpracujemy z różnymi domami towarowymi, ale Harrods jest jednak symbolem. Wtedy pomyślałam: „okej, to już naprawdę robi się poważne”.
Pop-up Undress Code w Harrodsie to ogromne wyróżnienie i rzadkość dla polskich marek. Jakie emocje towarzyszyły Ci, kiedy zobaczyłaś swoją markę w takim miejscu?
Przede wszystkim niedowierzanie i ogromna radość. Czasami takie momenty pozwalają spojrzeć wstecz i zobaczyć, jak daleką drogę się przeszło. Jeszcze trzy lata wcześniej pakowaliśmy wszystkie zamówienia w naszym maleńkim biurze w Warszawie. Dlatego zobaczenie naszej marki w Harrodsie było czymś naprawdę wyjątkowym. Co więcej, nie chodziło tylko o jeden wieszak – dostaliśmy sporą przestrzeń, którą mogliśmy zaprojektować sami. To ogromny przywilej, bo często w takich miejscach marka ma tylko niewielki fragment przestrzeni.
Oczywiście było też dużo stresu. Harrods ma bardzo restrykcyjne regulacje dotyczące wszystkiego – od materiałów, przez konstrukcję elementów, po certyfikaty przeciwpożarowe. W pewnym momencie okazało się, że część rzeczy z naszego projektu nie spełnia tych wymogów i musieliśmy właściwie na ostatniej prostej wszystko przeprojektować. Ale kiedy wszystko w końcu stanęło na miejscu i zobaczyliśmy gotową przestrzeń, poczułam ogromną satysfakcję.
Jedną z rzeczy, które wyróżniają Undress Code, jest dopracowana konstrukcja ubrań. Jak wygląda praca nad produktem od środka?
Od samego początku mieliśmy jedną zasadę: wszystko, co robimy, musi być zrobione najlepiej jak potrafimy. Oczywiście na początku robiliśmy to z bardzo małymi funduszami, ale zawsze chciałam mieć poczucie, że zrobiłam wszystko najlepiej jak mogłam. Dotyczy to absolutnie wszystkiego – sesji zdjęciowych, projektów, materiałów. Nawet jeśli świat tego nie widzi od razu, bo nie mamy ogromnych budżetów marketingowych, to wiemy, że zrobiliśmy coś najlepiej, jak potrafiliśmy. W proces jest zaangażowanych wiele osób - szwalnie, konstruktorzy, ale mamy tez w zespole jedną osobę, która nie przepuści nawet najmniejszego błędu i czasem działa dzień i noc przy końcówce kolekcji, żeby była naprawdę perfekcyjna. Myślę, że warto to podkreślić, bo ja mogę mieć wizję i zasady, że robimy wszystko najlepiej jak się da, ale bez kogoś kto zrealizuje ją z sercem i zaangażowaniem to nigdy się nie uda.
Dla mnie największą porażką byłoby wypuścić produkt, który nie jest naprawdę świetny. Oczywiście w produkcji zdarzają się błędy – pracujemy z materiałami, z wieloma szwalniami, z dostawcami. Czasem zdarza się, że materiał testowany na próbce jest idealny, a potem przy produkcji okazuje się, że jakaś partia tkaniny zachowuje się inaczej. To są rzeczy, których nie zawsze da się przewidzieć. Ale naprawdę poświęcamy bardzo dużo czasu na dopracowanie produktów.
W modzie często mówi się o „DNA marki, a projekty Undress Code można często poznać już po jednym zdjęciu. Jak pilnujesz spójności estetyki marki?
To jest bardzo intuicyjny proces. Mam dwie świetne projektantki, z którymi pracuję, ale jestem zaangażowana w każdy etap – od wyboru materiałów, przez przymiarki, aż po finalną decyzję o tym, czy dany produkt w ogóle trafi do kolekcji. Produkt pojawia się w Undress Code tylko wtedy, kiedy czuję, że naprawdę jest „nasz”. Czasem trudno to racjonalnie wytłumaczyć – to bardziej gut feeling niż lista zasad.
Druga rzecz to wizja kobiety, dla której projektujemy. Wiem mniej więcej, kim ona jest, w jakich momentach życia nosi nasze rzeczy i jak chce się w nich czuć. Lubię myśleć o niej jako o kobiecie z main character energy. Ona już ma osobowość, styl i pewność siebie – nasze ubrania mają tylko pomóc jej to podkreślić.
Czy zdarza się, że czujesz presję podążania za jakimś konkretnym trendem?
Takie sugestie pojawiają się cały czas – od showroomów, kupców czy partnerów biznesowych. Każdy ma swój pomysł na to, co powinniśmy robić. Ale jeśli coś nie jest zgodne z naszym stylem, my tego nie robimy. Trendy mogą być inspiracją, ale nie mogą być fundamentem marki. Jeśli coś naturalnie wpisuje się w naszą estetykę – świetnie. Jeśli nie, wolimy pozostać przy swoim. Z drugiej strony zdarza się, że jakiś trend naturalnie wpisuje się w naszą estetykę. Na przykład body nagle wróciły do łask i wtedy oczywiście skorzystaliśmy na tym, bo to od zawsze była nasza specjalność.
Projekty Undress Code od początku podkreślają pewność siebie i kobiecą siłę. Czy to był świadomy manifest marki?
Tak, choć z czasem ta wizja ewoluowała razem ze mną. Kiedy zakładałam markę dziewięć lat temu, byłam dużo młodsza i sama dopiero szukałam swojej pewności siebie. Chciałam tworzyć rzeczy, które ją wzmacniają. Dziś jestem w zupełnie innym miejscu życia, dlatego też inaczej patrzę na kobiecość. I myślę, że widać to w kolekcjach. Nadal są bardzo zmysłowe, ale jednocześnie bardziej różnorodne. Chcę, żeby zarówno młodsze dziewczyny, jak i bardziej dojrzałe kobiety mogły znaleźć coś dla siebie. Co ciekawe, ponad 50 procent naszych klientek wraca do nas ponownie. To dla mnie ogromny komplement, bo oznacza to, że te kobiety naprawdę żyją w tych ubraniach.
Myślisz, że kobiece marki mają dziś większą odpowiedzialność – nie tylko za modę, ale też za sposób, w jaki pokazują kobiecość?
Myślę, że tak. Nasze klientki są bardzo świadome i oczekują autentyczności. Jeszcze kilkanaście lat temu w modzie dominowała jedna, bardzo wąska definicja kobiecości. Dziś na szczęście odchodzimy od takiego myślenia. Kobieta może sama zdecydować, czym dla niej jest kobiecość i jak chce ją wyrażać. I myślę, że marki mają w tym ważną rolę.
Patrząc w przyszłość – jaki kolejny krok w rozwoju Undress Code najbardziej Cię ekscytuje?
Bardzo chciałabym kiedyś pokazać kolekcję podczas Copenhagen Fashion Week. Myślimy też o butikach za granicą – naturalnym kierunkiem wydaje się Berlin, bo niemiecki rynek bardzo dobrze reaguje na nasze kolekcje. Ale szczerze mówiąc najbardziej ekscytuje mnie to, że mamy jeszcze tyle rzeczy do zrobienia. Mam poczucie, że to dopiero początek naszej historii!
Wspominałaś, że niedawno zostałaś mamą. Jak macierzyństwo wpłynęło na Twoje podejście do pracy i prowadzenia biznesu?
To doświadczenie, które naprawdę zmienia wszystko. Myślę, że nikt nie mówi o tym wystarczająco wprost – jak bardzo zmienia się twoja tożsamość, kiedy zostajesz mamą. Nagle musisz poukładać na nowo właściwie wszystko: priorytety, sposób pracy, swoją energię. W moim przypadku to był bardzo intensywny czas, bo pracowałam właściwie od drugiego czy trzeciego tygodnia po porodzie, ale zdalnie. Miałam ogromne szczęście do zespołu – ludzie w firmie bardzo mnie wtedy wspierali i dzięki temu mogłam trochę zwolnić tempo.
Z drugiej strony pojawiają się też zupełnie nowe wyzwania. Przez pierwsze miesiące prawie nie spałam – naprawdę budziłam się co godzinę czy półtorej. Kiedy funkcjonujesz w takim trybie przez długi czas, twoja głowa działa zupełnie inaczej. Kreatywność wciąż jest, ale wszystko procesujesz wolniej. Jednocześnie macierzyństwo daje niesamowitą energię i nową perspektywę. Pojawia się w życiu taka dodatkowa iskra i motywacja. To doświadczenie, które potrafi bardzo zmienić sposób patrzenia na świat – także na to, co robisz zawodowo.
Gdybyś miała dać jedną radę kobietom, które marzą o własnej marce modowej – co powiedziałabyś im na początku drogi?
W dzisiejszych czasach naprawdę można nauczyć się prawie wszystkiego. Internet i nowe technologie bardzo to ułatwiają. Ale jednej rzeczy nie da się nauczyć – pasji. Jeśli nie masz w sobie tej iskry i nie jesteś gotowa poświęcić temu całego swojego czasu i energii, będzie bardzo trudno. Budowanie marki to nie jest tylko biznes. To sposób życia.

