Reklama

Falbany układające się jak modowy mille-feuille, „barn jackets” z nową energią, jeansy wyszywane kryształami, spódnice z płatków i plisowane suknie rozkwitające jak jedwabne piwonie. Ten spektakl na długo zostanie w naszej pamięci.

„Co dziś znaczy ubierać się?” – to pytanie, które Jonathan Anderson stawia tuż przed pokazem, rozmawiając z Bellą Freud w ogrodach Jardin des Tuileries. Dla projektanta moda nie jest już demonstracją statusu. Stała się osobistym językiem, sposobem wyrażania tożsamości. Nieprzypadkowo miejscem pokazu były właśnie Tuileries. Zielone krzesła rozstawione w ogrodzie – identyczne, demokratyczne, pozbawione hierarchii – Anderson traktuje jak gotowy symbol paryskiej codzienności. Można na nich usiąść, rozmawiać, obserwować innych albo na chwilę zniknąć w tłumie.

Goście pokazu – wśród nich Deva Cassel, Anya Taylor-Joy czy Paul Anthony Kelly – zajmują miejsca w ogrodzie założonym przez Katarzynę Medycejską i później przeprojektowanym na polecenie Ludwika XIV. W słonecznym, wczesnowiosennym Paryżu atmosfera jest niemal piknikowa. Dopiero po chwili uwaga wszystkich przenosi się na platformę zbudowaną nad basenem Bassin Octogonal, wokół którego rozłożono sztuczne nenufary.

Spotlight
Spotlight

Pokaz przypomina spacer po parku, w którym sam gest chodzenia nabiera znaczenia. Granica między tymi, którzy patrzą, a tymi, którzy są obserwowani, stopniowo się zaciera, aż niemal znika. Właśnie ten duch próbuje uchwycić irlandzki projektant. Park staje się sceną paryskiego życia, miejscem, gdzie można jednocześnie być częścią zbiorowości i podążać własną drogą. To procesja spojrzeń i przypadkowych spotkań, w której główną rolę odgrywa moda.

mat. prasowe
mat. prasowe
mat. prasowe
mat. prasowe
mat. prasowe
mat. prasowe
mat. prasowe
mat. prasowe
mat. prasowe
mat. prasowe

Kolekcja jest w pełnym rozkwicie, choć wyraźnie odbiega od klasycznej wizji femme-fleur z czasów Christiana Diora, opartej na wąskiej talii i spektakularnie rozkloszowanej spódnicy. Anderson proponuje zupełnie inną interpretację tego motywu. Na wybiegu pojawiają się wełniane kurtki obszyte falbanami oraz mini spódnice układające się warstwowo niczym płatki kwiatów, często z lekkim trenem. Falbany nie pełnią tu jedynie funkcji dekoracyjnej. Budują konstrukcję sylwetki, zagęszczają ją i nakładają się na siebie, tworząc ruchome, niemal niespokojne objętości pod krótkimi Bar jackets. Te z kolei są delikatnie rozświetlone lub obszyte shearlingiem, dzięki czemu monumentalny element dziedzictwa domu mody zaczyna dialogować z dynamiką współczesnego miasta.

mat. prasowe
mat. prasowe
mat. prasowe
mat. prasowe
mat. prasowe
mat. prasowe
mat. prasowe
mat. prasowe

Plisowane suknie otwierają się jak jedwabne piwonie poruszane wiatrem, a jeansy – zaskakująco luksusowe – zostały wyszyte kryształami i perłami. Ten kontrast wydaje się sugerować, że nowe rozumienie elegancji nie polega już na rygorystycznym podziale między couture a codziennością. Współczesna moda powstaje raczej z ich przenikania się i z odwagi, by połączyć kunszt rzemiosła z ubraniami, które mogą funkcjonować w codziennym rytmie miasta. Na wybiegu pojawiają się także płaszcze w kratę Prince of Wales o asymetrycznej linii, żakiety z damasku wykończone shearlingiem oraz lekkie elementy z piór, które prowadzą wzrok wzdłuż sylwetki. Koronkowe suknie zdobią eksplodujące chryzantemy, a motyw kwiatów powraca niemal w każdym detalu kolekcji. Nie są to jednak zwykłe nadruki. Anderson wybiera trójwymiarowe aplikacje, które pojawiają się na sandałach, powtarzają się na torebkach i tworzą warstwowe spódnice z koronki przypominające sprasowane płatki.

Christian Dior clp F26 026

Bogactwo kolekcji podkreśla także precyzyjne krawiectwo. Kurtki i mini zostały obsypane drobnymi kryształkami, płaszcze i suknie ozdobiono ogromnymi kokardami, a zestawy w odcieniu limoncello z wykończeniami z falban przywołują skojarzenie z kwiatowymi koronami. To wizja kobiecości, która jest luksusowa, ale nie krucha. Anderson pozwala jej być teatralną, jednak nigdy nie zamienia jej w kostium. Sylwetki poruszają się pewnym krokiem w butach w groszki, zamszowych kozakach z logo Diora, tweedowych marynarkach noszonych z denimem i jedwabnych garniturach w kratę. W ten sposób powstaje współczesna femme-fleur – kobieta, która rozkwita nie w zamkniętym świecie couture, lecz w ruchu, w codzienności i w nieustannym dialogu z miastem.

mat. prasowe
mat. prasowe

Artykuł ukazał się w oryginale na ELLE.fr

Reklama
Reklama
Reklama