Reklama

Dziś coraz więcej rodzin powstaje „od nowa”. Po rozwodzie, po rozstaniu, po życiowych zakrętach. Dwoje dorosłych ludzi wchodzi w nową relację, ale razem z nimi wchodzą w nią także dzieci z poprzednich związków, byli partnerzy, dziadkowie i całe historie, które trudno zostawić za sobą. Rodzina patchworkowa przestaje być wyjątkiem. Dla wielu osób staje się po prostu kolejnym etapem życia. Jednocześnie to jeden z najbardziej złożonych modeli relacji – pełen emocji, pytań o granice i odpowiedzialność za dzieci.

Jak budować taką rodzinę, żeby była bezpieczna dla najmłodszych? Czy rozwód naprawdę niszczy dzieciństwo? I dlaczego w patchworku ważni są nie tylko rodzice, ale też dziadkowie?

O tym rozmawiam z Małgorzatą Bohosiewicz-Suchoń, prawniczką, mediatorką i interwentką kryzysową, prezeską oraz założycielką Instytutu Wsparcia i Rozwoju Rodziny w Warszawie.

Patchwork nie powstaje w jeden dzień

Patchworkowa rodzina
mat. prasowe

Zanim pojawi się nowa rodzina, najpierw wydarza się coś znacznie trudniejszego – rozstanie. W przypadku par z dziećmi to zawsze moment bardzo emocjonalny i skomplikowany.

Mówi się o tym, że rozwód jest po śmierci drugim najbardziej traumatycznym przeżyciem dla człowieka. I to jest prawda. I tak samo będzie to traumatyczne przeżycie dla dziecka, bardzo trudne doświadczenie życiowe – tłumaczy Małgorzata Bohosiewicz-Suchoń.

Jednocześnie podkreśla, że samo rozstanie rodziców nie musi być dla dziecka największym dramatem.

Dzieci z samym rozwodem rodziców są w stanie sobie poradzić. To, z czym dzieci sobie zupełnie nie radzą i co faktycznie potrafi być dramatem dla nich, to jest silny, emocjonalny konflikt pomiędzy rodzicami – podkreśla moja rozmówczyni.

To właśnie konflikty, wzajemne oskarżenia czy walka między dorosłymi stają się dla dzieci największym ciężarem.

Kończy się pewna relacja partnerska, małżeńska, ale nie skończy się relacja rodzicielska. I ona będzie relacją do końca życia – powtarza zawsze swoim klientom ekspertka.

Dzieci widzą więcej niż nam się wydaje

rodzina patchworkowa
mat. prasowe

Rodzice często próbują chronić dzieci przed prawdą o kryzysie w związku. Unikają rozmów, udają, że wszystko jest w porządku, próbują stworzyć w domu pozory normalności. Jak podkreśla mediatorka, dzieci bardzo szybko wyczuwają, kiedy coś się między dorosłymi psuje.

Dzieci doskonale wiedzą, co się w domu dzieje i co się dzieje między rodzicami. I jak nie próbowalibyśmy tego zamazywać, budować jakiejś fikcyjnej sytuacji, to dzieci to świetnie rozpoznają, widzą i czują.

Dlatego – jej zdaniem – uczciwość wobec dziecka jest kluczowa.

Dzieci są podmiotem. Są częścią tej rodziny. I mają prawo wiedzieć, że coś się dzieje z nami. Zamazywanie czy koloryzowanie sytuacji jest wobec nich nieuczciwe.

Nie oznacza to oczywiście, że dzieci powinny uczestniczyć w konflikcie dorosłych.

Dzieci nie są naszym partnerem do rozmowy przy stole jak dorośli. Ale muszą wiedzieć, co się dzieje i co będzie dalej – zaznacza Małgorzata Bohosiewicz-Suchoń.

Czy lepiej zostać razem „dla dobra dziecka”?

rodzina patchworkowa
mat. prasowe

To jedno z najczęstszych pytań, które pojawia się w rozmowach o rozwodach. Wielu rodziców decyduje się trwać w relacji, w której nie ma już bliskości, tylko dlatego, że boją się konsekwencji wynikających z rozstania i ich wpływu na dzieci. Małgorzata Bohosiewicz-Suchoń nie ma w tej kwestii wątpliwości.

Dzieci są naszymi kserokopiarkami. One kopiują wszystko, co robimy. Uczą się przez pierwsze lata życia dokładnie tego, co widzą u nas.

Jeśli więc w domu dominuje chłód i milczenie, dzieci uczą się właśnie takiego modelu relacji.

Wyobraźmy sobie życie w domu, gdzie ludzie są dla siebie chłodni, gdzie jest milczenie, gdzie tak naprawdę dom jest pusty i zimny. Jakiej relacji nauczy się wtedy dziecko? – pyta Pani Małgorzata.

Ekspertka przywołuje przy tym bardzo prostą scenę ze swojego życia.

Siedzieliśmy wszyscy w kuchni i mój mąż wstał, przytulił mnie i pocałował w policzek. A nasza wnuczka przyciągnęła swojego tatę za głowę i zaczęła go całować. To jest kopiowanie.

Dlatego – jak mówi – życie w domu pozbawionym emocji i bliskości może być dla dziecka trudniejsze niż rozstanie rodziców.

Nie chcę powiedzieć, że rozwód jest szczęściem dla dziecka, ale większym nieszczęściem jest życie w domu, w którym nie ma życia, nie ma miłości.

Rozwód bez traum – jak rozmawiać z dzieckiem o rozstaniu?

Skoro rozstanie rodziców to dla dziecka jedno z najtrudniejszych doświadczeń – tuż po śmierci bliskiej osoby – to czy da się to zrobić dobrze? Wiele zależy od tego, jak dorośli prowadzą rozmowy i jakie dają poczucie bezpieczeństwa. Otwarta rozmowa, szczerość i wspólny język dorosłych wobec dziecka pomagają złagodzić ciężar rozwodu.

– Niepewność zabija – lepiej powiedzieć: ‘Dzisiaj nie wiemy, jak będzie, ale będziemy rozmawiać, gdy ustalimy’ – podkreśla ekspertka.

Dziecko, które widzi współpracę i szacunek między rodzicami, łatwiej przechodzi przez rozwód i nie nosi jego ciężaru w dorosłe życie.

Patchwork zaczyna się od rozmowy

rodzina patchworkowa
mat. prasowe

Kiedy po rozstaniu pojawia się nowy związek, wiele osób chce jak najszybciej zbudować nową codzienność. Jednak w przypadku rodzin patchworkowych pośpiech bywa najgorszym doradcą.

Po pierwsze się nie spieszyć. Najważniejsza jest bardzo długa rozmowa między dwojgiem ludzi, którzy chcą ten patchwork tworzyćodpowiada mi Pani Małgorzata, gdy pytam co zrobić, aby zbudować dobry patchwork.

Ta rozmowa powinna dotyczyć nie tylko relacji między partnerami, ale także dzieci i ich miejsca w nowej rodzinie.

Warto powiedzieć sobie, jak wyobrażamy sobie ten patchwork. Co do niego wnosimy z naszego wcześniejszego życia. Na co pozwalamy naszym dzieciom.

Bo patchwork w praktyce nigdy nie jest relacją tylko dwóch osób.

To nie jest tak, że ja buduję patchwork tylko z nowym partnerem i naszymi dziećmi. Wchodzą w niego dziadkowie, byli partnerzy i wiele innych osób – podkreśla ekspertka, która również kilkanaście lat temu – gdy patchworki nie były jeszcze modne – założyła taki model rodziny.

Miłość nie wystarczy – patchwork wymaga pracy

rodzina patchworkowa
mat. prasowe

Budowanie rodziny patchworkowej to nie kwestia kilku miesięcy ani samej miłości. To proces, który wymaga cierpliwości, rozmów i uważności na wszystkich uczestników nowej rodziny.

Dwadzieścia parę lat temu wydawało mi się, że miłość pokona wszystko. Ona będzie plastrem. To mit. Miłość nie jest lekarstwem na wszystko – przyznaje Małgorzata Bohosiewicz-Suchoń.

Każdy patchwork wnosi swój bagaż – dzieci z poprzednich związków, doświadczenia byłych partnerów, różne oczekiwania i emocje.

– Czasem idziemy dwa kroki do przodu, czasem trzeba się cofnąć. To wieloletnia praca, cierpliwość i pokora – tłumaczy ekspertka.

Patchwork może dawać radość, ale bywa też źródłem cierpienia, jeśli nie szanujemy wszystkich osób w nim uczestniczących.

W jednym domu: moje dzieci, twoje dzieci i nasze

Jednym z największych wyzwań w rodzinach patchworkowych są granice. Pojawiają się pytania o wychowanie, zasady i rolę nowego partnera w życiu dzieci.

– Z granicami mamy w ogóle problem jako rodzice wobec swoich własnych dzieci. A co dopiero wtedy, kiedy mamy w domu także dzieci partnera – tłumaczy Małgorzata Bohosiewicz-Suchoń.

Dlatego kluczowa jest wspólna rozmowa o zasadach.

To jest rozmowa z partnerem: jakie zasady będą obowiązywały w naszym domu, na co pozwalamy, jaką rolę przyjmuje nowy partner w stosunku do dzieci.

Ekspertka podkreśla, że warto rozmawiać o tym także z dziećmi.

Ważne jest, żeby usiąść przy stole i powiedzieć: budujemy teraz nasz wspólny dom. Każdy ma tu swoje miejsce i każdy jest dla nas ważny.

Kobiety często biorą na siebie zbyt wiele

rodzina patchworkowa
mat. prasowe

W rozmowach o rozwodach i nowych rodzinach często pojawia się jeszcze jeden wątek – ogromna odpowiedzialność, którą wiele kobiet bierze na siebie po rozstaniu. To one częściej pozostają z dziećmi na co dzień, organizują życie rodzinne i próbują pogodzić emocje wszystkich stron. Jednocześnie – jak podkreśla mediatorka – w procesie rozstania bardzo ważne jest, aby rodzice zadbali także o siebie.

Ja wyznaję zasadę: szczęśliwy rodzic to szczęśliwe dziecko.

Dlatego rodzice nie powinni zostawać sami ze swoimi emocjami.

Rozwód jest procesem, w którym człowiek rzadko radzi sobie sam. Jeśli potrzebuje wsparcia, powinien o nie poprosić.

Dziadkowie w patchworku – mogą pomóc albo wszystko skomplikować

rodzina patchworkowa
mat. prasowe

W rodzinach patchworkowych często zapomina się o jeszcze jednej ważnej grupie – dziadkach. Tymczasem ich rola bywa ogromna.

Dziadkowie odgrywają bardzo ważną rolę w takim procesie, bo są naturalnym źródłem wsparcia dla rodziców, którzy się rozwodzą – podkreśla ekspertka.

Ale to wsparcie wymaga ogromnej odpowiedzialności.

Umiejętność dziadków polega też na tym, żeby czasem powiedzieć własnemu dorosłemu dziecku: źle robisz. Tak nie możesz postępować, to jest złe dla waszych dzieci.

Najważniejsze jest jednak jedno: nie stawać po żadnej stronie konfliktu.

Trzeba umieć powiedzieć: jesteście dorośli, to jest wasza rodzina. Ja pomogę i wesprę, ale nie będę stawała po niczyjej stronie – mówi Pani Małgorzata.

Bo – jak podkreśla ekspertka – dziadkowie mogą patchwork wzmocnić, ale mogą też go nieświadomi rozbić.

– Albo wesprą patchwork i pomogą mu się ukorzenić, albo będą z niego wyciągać cegiełki i on się rozpadnie.

Najtrudniejsze sprawy – kiedy dzieci stają się polem walki

rodzina patchworkowa
mat. prasowe

Niektóre sytuacje przy rozwodach oraz patchworkach testują cierpliwość i odporność nawet doświadczonych mediatorów. Gdy dzieci stają się narzędziem konfliktu, ich bezpieczeństwo i emocje są zagrożone.

– Najgorsze są porwania rodzicielskie, odbieranie dzieci – dramaty, które zostają w pamięci dzieci na całe życie – tłumaczy Małgorzata Bohosiewicz-Suchoń.

Bywa też, że dzieci traktowane są instrumentalnie, jak karta przetargowa – to jeden z najbardziej traumatycznych scenariuszy. W takich momentach kluczowe jest wsparcie z zewnątrz: superwizja, współpraca z psychologiem czy innym prawnikiem, by nie wpaść w pułapkę emocji i działać w najlepszym interesie dziecka.

Czy istnieje zatem idealny przepis na patchwork?

Nowa rodzina nie powstaje z dnia na dzień. Wymaga rozmowy, cierpliwości i szacunku dla wszystkich historii, które wnoszą dzieci, rodzice i dziadkowie. Jak podkreśla Małgorzata Bohosiewicz-Suchoń:

Patchwork to codzienne wybory – by szanować siebie nawzajem, pamiętać o granicach i wciąż starać się, żeby każdy czuł się bezpieczny. Nie ma idealnego patchworku. Jest tylko odwaga, by każdego dnia wybierać siebie nawzajem, mimo różnic i trudnych historii.

I właśnie ta odwaga decyduje o tym, czy nowa rodzina przetrwa – bo nie chodzi o perfekcję, lecz o codzienne wybory, szacunek i serce, które pozwala każdemu czuć się ważnym i bezpiecznym w tym nowym wspólnym domu.

rodzina patchworkowa
mat. prasowe
Reklama
Reklama
Reklama