Reklama

Pamiętam to tak wyraźnie, jakby wydarzyło się wczoraj. Umówiłam się do jasnowidza poleconego mi – jak to zwykle bywa – przez inne kobiety. One, podobnie jak ja, szukały jasności, nadziei i choćby odrobiny pewności. Takiej, która rozświetliłaby ciemny, chaotyczny tunel dorosłości, relacji, pracy i życia, które coraz rzadziej daje proste odpowiedzi. Chodziły do niego z pytaniami o miłość, karierę, rodzinę i siebie. Wierzyły, że widzi dalej niż one. Że może podarować im nadzieję, której same nie potrafiły sobie dać.

Problem z popularnymi jasnowidzami polega jednak na tym, że trzeba na nich czekać. Na moją wizytę dostałam termin dopiero za sześć miesięcy. Gdy nadszedł, moje życie wyglądało już inaczej. Nadzieja przyszła sama – w formie nowej relacji. Ekscytującej, świeżej i kompletnie niezatwierdzonej przez żadną wizję przyszłości. Kiedy weszłam do domu jasnowidza, poczułam niepokój. Zignorowałam go. Czekałam miesiącami, zapłaciłam kilkaset dolarów i byłam już zbyt daleko w tej historii, by się wycofać. Pytał o moje życie, pracę i relacje, aż w końcu wypowiedział zdanie, które uderzyło we mnie jak kamień. – To się nie uda – powiedział, patrząc na stos jakichś rekwizytów, po czym pokręcił głową. – To nie przetrwa. Zamarłam. W pokoju zrobiło się cicho, poza moim gwałtownym wdechem. To jedno zdanie zostało ze mną na lata. Wbiło się w intuicję, podkopało zaufanie do siebie i zmieniło sposób, w jaki patrzyłam na związek. Wracało przy każdej kłótni, każdym rozczarowaniu, każdym gorszym dniu. Jak przepowiednia. Albo klątwa.

Dlaczego negatywna przepowiednia zostaje z nami na dłużej?

Z psychologicznego punktu widzenia moje doświadczenie było niemal modelowym przykładem działania ludzkiego mózgu. Mamy tendencję do silniejszego zapamiętywania informacji negatywnych niż pozytywnych czy neutralnych. To mechanizm ewolucyjny: mózg bardziej przejmuje się tym, co może nam zagrozić, niż tym, co jest przyjemne, ale niekoniecznie kluczowe dla przetrwania. Psycholożka Carly Dober tłumaczy, że nasz mózg dba przede wszystkim o bezpieczeństwo. Wszystko, co może oznaczać ryzyko, powinno być łatwo dostępne w pamięci. Jeśli do tego dołożyć efekt potwierdzenia – czyli skłonność do szukania informacji, które wzmacniają to, w co już wierzymy – przepowiednia zaczyna pracować w nas jeszcze mocniej. W praktyce oznacza to, że jeśli ktoś usłyszy: „ten związek się nie uda”, może zacząć mimowolnie wychwytywać wszystko, co potwierdza tę tezę. Kłótnia nie jest już zwykłą kłótnią, tylko dowodem. Chłód w wiadomości nie jest chwilowym zmęczeniem, tylko znakiem. Każde potknięcie zaczyna świecić na czerwono.

Dlaczego tak wiele osób chodzi do jasnowidzów?

Nie chodzi wyłącznie o negatywne przepowiednie. Podczas pracy nad tym tekstem liczba historii od kobiet, które były u jasnowidzów, tarocistek czy mediów, przerosła wszelkie oczekiwania. To doświadczenie jest znacznie powszechniejsze, niż mogłoby się wydawać. Sarah-Jayne Kerr, medium działająca w okolicach Melbourne, mówi, że zainteresowanie takimi usługami rośnie szczególnie w momentach społecznej zmiany. Gdy ludzie zaczynają kwestionować produktywność, racjonalne modele sukcesu i obietnicę, że wszystko da się zaplanować, szukają innych odpowiedzi. Globalna niestabilność, wypalenie i emocjonalne zmęczenie sprawiają, że przyszłość staje się czymś, co chcemy oswoić za wszelką cenę. Do jasnowidzów najczęściej trafiamy wtedy, gdy coś w życiu utknęło. Relacja jest niepewna. Praca nie daje spełnienia. Decyzja wydaje się zbyt duża, by podjąć ją samodzielnie. Chcemy znaku, potwierdzenia, że idziemy dobrą drogą. Albo ostrzeżenia, które pozwoli nam uniknąć cierpienia.

Jedno zdanie potrafi odebrać sprawczość

Rachel, 27-latka, poszła do jasnowidzki w trudnym momencie związku i zawodowych wątpliwości. Chciała usłyszeć, że jest „na właściwej drodze”. Zamiast tego dostała zdanie, które zapamiętała na długo. Usłyszała, że choć chce pracować bezpośrednio w modzie, to „nie będzie pracować bezpośrednio w modzie”. Na początku była zdruzgotana. Jak można powiedzieć komuś coś takiego? Zwłaszcza komuś, kto dopiero próbuje zbudować swoje życie? Po tej wizycie Rachel zaczęła podejmować decyzje z poczuciem, że musi walczyć z przepowiednią albo ją obejść. Wzięła bezpłatny staż, by „wcisnąć stopę w drzwi” branży, ale z tyłu głowy wciąż miała zdanie, które podważało jej marzenia. Tak właśnie działa największe ryzyko podobnych spotkań. Przepowiednia może nie być prawdą, ale zaczyna zachowywać się jak prawda. Może wpłynąć na decyzje, pewność siebie i sposób, w jaki interpretujemy własne możliwości.

Dobra wróżba też potrafi namieszać

Nie każda wizyta zostawia po sobie lęk. Czasem daje ulgę. Gillian, 32-latka, odbyła dwie sesje w podobnym okresie życia i wyniosła z nich coś, co dziś traktuje bardziej jak lekcję niż wyrok. Zrozumiała, że warto trzymać się rzeczy lżej, przestać karać się za brak pełnej kontroli i pozwolić, by życie czasem przyszło samo. To ważna różnica. Zdrowa forma takiej „wskazówki” nie odbiera sprawczości, ale ją wzmacnia. Może pomóc nazwać emocje, zobaczyć własne wzorce i odzyskać kontakt z intuicją. Problem zaczyna się wtedy, gdy słowa jasnowidza zastępują wewnętrzny głos. Gdy nie są impulsem do refleksji, tylko instrukcją obsługi życia.

Wolna wola czy przeznaczenie?

Wizyta u jasnowidza często uruchamia pytanie o granicę między losem a sprawczością. Czy przyszłość jest gdzieś zapisana? Czy możemy ją zmienić? Czy przepowiednia opisuje to, co się wydarzy, czy tylko jedną z możliwych dróg? Odpowiedzialni praktycy zwykle nie stawiają tych pojęć w opozycji. Mówią raczej o prawdopodobieństwach, energiach, wzorcach, emocjonalnych stanach i decyzjach, które mogą prowadzić w określonym kierunku. Innymi słowy: wybory nadal mają znaczenie. Tyle że wiedzieć to jedno, a poczuć – drugie. Dla wielu osób nawet sama myśl o sesji może wywoływać lęk. Bo co, jeśli ktoś powie coś, co sprawi, że zaczniemy się nakręcać? Co, jeśli jedno zdanie zatruje relację, pracę albo obraz siebie?

Kiedy szukamy przyszłości, często uciekamy od teraźniejszości

W chwilach podatności na zranienie pragnienie pewności jest zrozumiałe. Gdy życie staje się nieczytelne, każda obietnica wglądu w przyszłość działa jak środek uspokajający. Nawet jeśli później okazuje się, że przepowiednia się nie sprawdziła, przez pewien czas daje wrażenie, że chaos ma jakiś porządek. Ale to właśnie tutaj przebiega najważniejsza granica. Wróżba, tarot czy jasnowidzenie nie powinny zastępować relacji z samą sobą. Dobra wskazówka poszerza świadomość. Nie dyktuje wyniku. Nie powinna odbierać decyzji, tylko pomagać lepiej je rozumieć. Ironia polega na tym, że często idziemy po jasność, a wychodzimy z większym zamętem. Chcemy odzyskać kontrolę, a oddajemy ją komuś obcemu. Szukamy nadziei, ale czasem zabieramy ze sobą zdanie, które przez lata brzmi głośniej niż nasza własna intuicja.

Ja też poszłam po pewność. Usłyszałam, że mój związek nie przetrwa. Przez prawie cztery i pół roku to zdanie wracało jak cień. Wiosną zeszłego roku rozstaliśmy się. Czy jasnowidz miał rację? A może jego słowa stały się częścią historii, którą potem sama zaczęłam nieświadomie opowiadać? Na tym właśnie polega ukryty koszt „znania przyszłości”: czasem nie dostajemy odpowiedzi. Dostajemy filtr, przez który zaczynamy patrzeć na własne życie.

Artykuł ukazał się w oryginale na ELLE.au

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...