3 typy singli według terapeutki. Do której grupy należysz?
Bycie singlem to już nie „etap przejściowy”, ale świadomy wybór, który może przyjmować różne formy. Terapeutka odpowiada jakie.

Jeszcze do niedawna singielstwo często przedstawiano jako stan przejściowy – coś pomiędzy jednym związkiem a drugim albo etap, który „należy” jak najszybciej zakończyć. Przez lata utrwalało się przekonanie, że pełnia życia osobistego zaczyna się dopiero wtedy, gdy jesteśmy w relacji. Dziś ten sposób myślenia coraz wyraźniej się zmienia.
Widać to zarówno w popkulturze, jak i w codziennych rozmowach o relacjach. Coraz więcej osób otwarcie mówi o tym, że życie solo nie musi być ani porażką, ani brakiem, który trzeba natychmiast wypełnić. Przeciwnie – dla wielu staje się świadomym wyborem, przestrzenią na niezależność, rozwój i budowanie życia poza tradycyjnym scenariuszem, w którym związek nadal bywa uznawany za główną miarę osobistego spełnienia.
Singielstwo to już nie „plan B”. Liczby mówią jasno
Zmianę podejścia widać także w danych. Z badania aplikacji Happn dotyczącego tzw. „zaangażowanych singli” wynika, że 28% osób postrzega bycie singlem jako czas niezależności. To ważny sygnał, bo pokazuje, że coraz więcej osób nie traktuje życia solo jako problemu do rozwiązania, lecz jako etap, który może mieć własną wartość. Szczególnie wyraźnie widać to wśród kobiet. 24% z nich deklaruje, że pozostaje solo, a w grupie wiekowej 26–35 lat odsetek ten wzrasta do 29%. To o tyle znaczące, że właśnie ten moment życia przez lata był najmocniej obciążony społeczną presją – na „ustabilizowanie się”, wejście w poważny związek, a często także założenie rodziny.
Dziś coraz więcej kobiet odsuwa od siebie ten schemat. Zamiast traktować singielstwo jako coś, co trzeba tłumaczyć, uznają je za pełnoprawny sposób życia. Nie zawsze oznacza to rezygnację ze związku na zawsze. Często chodzi po prostu o zgodę na to, że życie nie musi przebiegać według jednego wzorca.
Jeden status, trzy zupełnie różne historie
Właśnie na tę różnorodność zwraca uwagę psychoanalityczka, seksuolożka kliniczna i terapeutka par Cécilia Commo. Za słowem „singiel” kryją się bardzo różne doświadczenia, decyzje i stany emocjonalne. Na zewnątrz status wygląda tak samo, ale jego znaczenie może być całkowicie inne. Jak zauważa Commo, nie każdy przeżywa bycie solo w ten sam sposób. Dla jednych jest ono świadomym wyborem, dla innych okolicznością, którą nauczyli się akceptować, a dla jeszcze innych trudnym stanem, z którym wcale nie jest im dobrze. Terapeutka wyróżnia trzy podstawowe typy singli.
„Single z wyboru”. Solo, bo właśnie tak chcą żyć
Pierwszą grupą są osoby, które świadomie wybierają życie solo. Cécilia Commo określa je jako „single people”, czyli osoby „deliberately single” – singli z wyboru. To ludzie, którzy nie postrzegają związku jako koniecznego warunku szczęścia. Cenią niezależność, swobodę i możliwość budowania codzienności na własnych zasadach. Często nie odczuwają potrzeby, by być w relacji tylko dlatego, że tak wypada albo że oczekuje tego otoczenie. Nie chodzi tu o lęk przed bliskością czy rozczarowanie miłością, ale o realny wybór stylu życia. W ich przypadku singielstwo nie jest pustką, lecz świadomie zagospodarowaną przestrzenią. Może oznaczać większy spokój, skupienie na sobie, karierze, przyjaźniach, pasjach czy po prostu większą kontrolę nad własnym czasem. To właśnie ten typ singielstwa najmocniej podważa dawne przekonanie, że życie solo jest wyłącznie tymczasowe.
„Single z przypadku”. Nie planowali tego, ale potrafią w tym żyć
Druga grupa to osoby, które nie wybrały singielstwa wprost, ale nauczyły się dobrze w nim funkcjonować. To tzw. single „z przypadku” albo „z okoliczności”. Nie jest to ich wymarzony model życia, ale też nie traktują go jak osobistej porażki. Akceptują swoją sytuację i potrafią budować satysfakcjonującą codzienność niezależnie od statusu związku. Często są otwarte na relację, ale nie zawieszają życia w oczekiwaniu na nią. To bardzo ważne rozróżnienie. Bycie singlem nie zawsze musi oznaczać pełną identyfikację z życiem solo, ale też nie musi wiązać się z cierpieniem. Dla wielu osób jest to po prostu etap, który nie został zaplanowany, a mimo to może być dobry, spokojny i rozwojowy.
„Single z przymusu”. Gdy samotność boli bardziej
Trzecią grupę stanowią osoby, które nie chcą być same, ale z różnych powodów pozostają poza relacją. To właśnie ten typ singielstwa najczęściej wiąże się z poczuciem samotności, frustracji albo dyskomfortu. W tym przypadku status singla nie jest wyborem ani nawet neutralną okolicznością, lecz źródłem realnego napięcia. Takie osoby mogą odczuwać brak bliskości, trudność w budowaniu relacji albo presję wynikającą z porównań społecznych. Często to właśnie ich doświadczenie najbardziej utrwaliło stereotyp, że singielstwo jest stanem niepożądanym.
Jednocześnie podział zaproponowany przez Commo pokazuje, że nie można wszystkich singli wrzucać do jednego worka. To, że ktoś nie jest w związku, nie mówi jeszcze nic o jego potrzebach, emocjach ani poziomie spełnienia.
Singielka nadal bywa oceniana bardziej niż singiel
Te rozróżnienia szczególnie mocno wybrzmiewają w kontekście kobiet. Choć społecznie wiele się zmieniło, kobiece singielstwo nadal bywa oceniane surowiej niż męskie. Wciąż funkcjonuje przekonanie, że kobieta solo powinna się z tego tłumaczyć – albo że jej status musi oznaczać zawód, zbyt wysokie wymagania albo „problem”, który prędzej czy później trzeba rozwiązać.
Tymczasem rzeczywistość jest znacznie bardziej złożona. Kobieta może być singielką, bo tak wybrała. Może być singielką, choć nie planowała tego, ale dobrze się w tym odnalazła. Może też przeżywać samotność trudno i nie chcieć być sama. Każda z tych historii jest inna – i żadna nie powinna być automatycznie oceniana. To właśnie dlatego tak ważne jest odejście od prostych etykiet. Sam status związku nie mówi nic o jakości życia, stopniu spełnienia ani dojrzałości emocjonalnej. Bycie w relacji nie jest automatycznym dowodem sukcesu, tak samo jak bycie solo nie oznacza jego braku.
Artykuł ukazał się w oryginale na ELLE.fr

