Zapomnijcie o Legolasie. Orlando Bloom w tym ponurym i surowym kryminale z 2013 roku zachwyca widzów swoją grą aktorską
Ten surowy thriller z 2013 roku znów podbija HBO Max i nie bez powodu. „Zulu” to brudny kryminał z Kapsztadu, gdzie zbrodnia ma swoje korzenie w historii, a Orlando Bloom zaskakuje rolą, która zapada w pamięć.

Afryka rzadko bywa tłem filmów kryminalnych, które trafiają do szerokiej publiczności. Kino wciąż traktuje ten kontynent jak odległą, nieprzeniknioną przestrzeń - zbyt trudną, zbyt brutalną, zbyt niewygodną. Tymczasem właśnie tam historia wciąż jest żywa, a polityka i społeczne rany nie są tematem z podręczników, tylko codziennością.
RPA to kraj, który formalnie zakończył apartheid w latach 90., ale jego konsekwencje do dziś widać na ulicach: w podziałach społecznych, w biedzie, w napięciach między grupami, w brutalności przestępczości. Dawne konflikty i przemoc polityczna (m.in. starcia między ugrupowaniami walczącymi o wpływy, jak ANC i Inkatha) zostawiły po sobie traumę, której nie da się „zamknąć” jedną decyzją czy zmianą ustroju.
„Zulu” nie straszy Afryką. On ją obnaża. Pokazuje kraj, w którym przemoc nie jest filmową dekoracją, tylko konsekwencją historii - a policjant nie zawsze jest stroną silniejszą.
„Zulu” - brutalny kryminał, który wciąga od pierwszych minut

Reżyser Jérôme Salle (znany m.in. z filmów o Largo Winchu) tym razem porzuca przygodową lekkość i tworzy kino chłodne, brudne, niemal duszne. „Zulu” zaczyna się jak klasyczne policyjne śledztwo - od znalezienia ciała młodej dziewczyny, którego okoliczności śmierci szybko okazują się bardziej niepokojące, niż można przypuszczać.
Ali Sokhela (Forest Whitaker), szef wydziału zabójstw w Kapsztadzie, prowadzi sprawę razem z Brianem Epkeenem (Orlando Bloom) - białym policjantem, który prywatnie jest wrakiem człowieka, ale w pracy działa jak taran. Z pozoru chodzi o jedną zbrodnię. W praktyce film szybko pokazuje, że trupów będzie więcej, a prawda prowadzi tam, gdzie kończą się moralne granice.
To thriller, w którym nie ma bezpiecznej odległości. Kamera nie odwraca wzroku. Klimat jest ponury, surowy, bez upiększeń - i właśnie dlatego tak dobrze działa na wyobraźnię widzów.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby YouTube i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
Orlando Bloom w roli gliniarza z problemami: zaskakująco mocna kreacja

Jeśli ktoś pamięta Orlando Blooma wyłącznie jako Legolasa - sprytnego elfa z „Władcy Pierścieni”, albo bohatera romantycznych historii, „Zulu” może być szokiem. Jego bohater - Brian Epkeen nie jest kryształowy. Jest porywczy, impulsywny, czasem wręcz odpychający. Ma w sobie coś autodestrukcyjnego -jakby każdy dzień był kolejną próbą przetrwania, a nie zwykłą służbą.
Bloom gra tu mężczyznę, który balansuje na granicy: między cynizmem a empatią, między brutalnością a człowieczeństwem. Widz nie ma obowiązku go lubić, ale trudno oderwać od niego wzrok. To jedna z tych ról, po których nagle myślisz: „dlaczego on nie grał tak częściej?”. Widzowie HBO Max, którzy od paru dni na nowo odkrywają ten film piszą wprost, że to „jedna z najlepszych kreacji w jego karierze” - i trudno się z tym kłócić.
Gdzie obejrzeć mocny kryminał „Zulu”?

Film można zobaczyć na HBO Max, gdzie zajmuje 7. miejsce w najchętniej oglądanych produkcjach. „Zulu” opiera się na powieści Caryla Férey’a i czuć w tej historii literacką gęstość - nie chodzi wyłącznie o rozwiązanie zagadki, ale o zrozumienie, jak bardzo przeszłość może zatruwać teraźniejszość.
Kiedy śledztwo prowadzi bohaterów w stronę narkotyków, gangów, przemocy i politycznych demonów, atmosfera staje się coraz bardziej lepka. Jakby z każdą kolejną sceną widz rozumiał, że tu nie będzie łatwego katharsis. Nie ma tu „ładnej” przemocy ani hollywoodzkiego triumfu sprawiedliwości. Zamiast tego jest opowieść o świecie, w którym zbrodnia wyrasta z systemu, a nie z jednostkowej patologii.
To kino, które daje wrażenie mrocznego realizmu i zostawia po sobie pytanie, którego nie da się wyrzucić z głowy: ile przemocy mieści się w człowieku, kiedy cały otaczający świat uczy go, że życie innych nie ma żadnej wartości?

