Reklama

Chyba wszyscy doskonale pamiętamy kultowy film „Rycerz króla Artura” z 1995 roku z Seanem Connerym i Richardem Gere’em w rolach głównych.. To właśnie ta hollywoodzka superprodukcja przypomniała widzom na całym świecie legendę króla Artura, miecza Excalibur i Rycerzy Okrągłego Stołu, stając się jednym z najchętniej oglądanych filmów kostiumowych lat 90. Przez lata to właśnie kino kształtowało nasze wyobrażenie o arturiańskim micie: pełnym patosu, honoru i magii.

Dziś jednak możemy wrócić do tej historii w zupełnie innym tonie. „Zimowy monarcha” zdejmuje z legendy złotą ramę i pokazuje ją w wersji surowej, mrocznej i boleśnie realistycznej.

„Zimowy monarcha” ponownie podbija HBO

"Zimowy monarcha"
mat. prasowe

Akcja serialu „Zimowy monarcha” rozgrywa się na długo przed zjednoczeniem Wielkiej Brytanii, w świecie walczących ze sobą plemion, królestw i religii. Artur Pendragon nie jest tu wybrańcem losu ani bohaterem z legend, lecz wyrzutkiem i bękartem, który stopniowo wyrasta na wojownika i przywódcę. To historia o chaosie po śmierci króla Uthera, politycznych sojuszach i krwawej walce o władzę, w której nie ma miejsca na romantyzm.

Twórcy serialu świadomie rezygnują tu z dobrze znanej widzom fantastyki. Excalibur nie lśni magią, Merlin jest bardziej politycznym graczem niż czarodziejem, a legendy zostają brutalnie sprowadzone na ziemię. „Zimowy monarcha” pokazuje Artura jako człowieka z krwi i kości. Pełnego wątpliwości, słabości i gniewu. To właśnie ta konsekwentna, realistyczna interpretacja sprawia, że serial wyróżnia się na tle innych arturiańskich adaptacji.

Fani „Upadku królestwa” odnajdą się w świecie „Zimowego monarchy”

"Zimowy monarcha"
mat. prasowe

Dla widzów, którzy pokochali „Upadek królestwa”, „Zimowy monarcha” będzie naturalnym wyborem. Oba seriale powstały na podstawie powieści Bernarda Cornwella i łączy je podobne podejście do historii: realizm, polityczna gra i brutalność epoki. V-wieczna Brytania to miejsce nieustannych najazdów Sasów, wewnętrznych konfliktów i kruchych sojuszy, w których Artur musi odnaleźć swoje miejsce - najpierw jako wygnaniec, później jako jedyna nadzieja upadającej krainy.

Kto stoi za sukcesem „Zimowego monarchy”?

"Zimowy monarcha"
mat. prasowe

Jednym z najmocniejszych punktów serialu „Zimowy monarcha” jest obsada, która skutecznie ucieka od patosu znanego z klasycznych adaptacji legend arturiańskich. W roli Artura Pendragona oglądamy Iaina De Caesteckera, znanego z „Agentów T.A.R.C.Z.Y.”. Jego bohater jest introwertyczny, nieoczywisty i daleki od wizerunku idealnego króla.

Partnerują mu m.in. Stuart Campbell jako Derfel, wierny wojownik i narrator tej historii, Ellie James w roli Nimue oraz Nathaniel Martello-White jako niepokojący, pozbawiony magii Merlin. Na drugim planie uwagę przyciąga Eddie Marsan jako brutalny i bezwzględny król Uther - postać, która nadaje całej opowieści ciężar i mrok. To właśnie dzięki tej obsadzie „Zimowy monarcha” konsekwentnie buduje świat, w którym legenda spotyka się z psychologicznym realizmem.

Dlaczego widzowie HBO wrócili do „Zimowego monarchy” właśnie teraz?

"Zimowy monarcha"
mat. prasowe

Nie bez znaczenia jest moment, w którym „Zimowy monarcha” znów trafił na listy najchętniej oglądanych tytułów HBO. Zima sprzyja dłuższym seansom, a mroczne, ciężkie historie o władzy, wojnie i upadku dawnych światów wyjątkowo dobrze rezonują w tej porze roku. Widzowie najwyraźniej mieli ochotę zanurzyć się w opowieści, która nie oferuje łatwej ucieczki, lecz gęstą atmosferę, brutalny realizm i legendę odartą z romantyzmu.

„Zimowy monarcha” idealnie wpisuje się w ten sezonowy nastrój - to serial, który ogląda się jak długą, chłodną noc, kiedy zamiast światła wybieramy cień i dawne mity w ich najbardziej surowej formie.

Reklama
Reklama
Reklama