Wszyscy znają ją jako Lady Whistledown z „Bridgertonów”, ale wcześniej zagrała w bezczelnym serialu. To słodko-gorzka pocztówka lat 90.
Irlandia Północna, szkolne mundurki i kasety magnetofonowe w tle. „Derry Girls” pod pozorem lekkiej komedii opowiada o dorastaniu w miejscu, gdzie historia wchodzi do domu bez pukania. To serial, który bawi do łez, a chwilę później zostawia z zaskakującym wzruszeniem.

Zanim Nicola Coughlan stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy Netfliksa w „Bridgertonach”, była Clare Devlin – neurotyczną prymuską w za dużym mundurku, próbującą przetrwać dorastanie w ogarniętym konfliktem Derry. I choć kostiumowe romanse Shondalandu przyniosły jej globalną sławę, to właśnie „Derry Girls” pozostaje jedną z najciekawszych i najbardziej błyskotliwych komedii ostatnich lat.
Ten serial to coś znacznie więcej niż nostalgiczną pocztówką z lat 90.
Dorastanie w cieniu „Troubles”
„Derry Girls” skupia się na piątce nastolatków: Erin, Orli, Clare, Michelle i Jamesie. Mieszkają w Derry w Irlandii Północnej, w czasie gdy konflikt znany jako „Troubles” wciąż odciska piętno na codzienności mieszkańców. Główną bohaterką jest Erin – aspirująca intelektualistka z poetyckimi ambicjami, żyjąca w wielopokoleniowym domu z rodzicami, dziadkiem i ekscentryczną kuzynką Orlą.
Michelle jest bezkompromisowa, bezwstydnie pewna siebie i zawsze o krok przed resztą w kwestii „życiowych doświadczeń”. Jej kuzyn James – Anglik – trafia do żeńskiej katolickiej szkoły, by uniknąć prześladowań w szkole dla chłopców. Paczkę dopełnia Clare – nadwrażliwa, nadambitna, społecznie zaangażowana i chronicznie zestresowana.
Brzmi jak klasyczny teen show? Tyle że w tle są patrole wojskowe, kontrole autobusów i realne zagrożenie wybuchami bomb.

Lisa McGee i humor jako forma przetrwania
Twórczyni serialu, Lisa McGee, urodzona w 1980 roku w Derry, oparła historię na własnych wspomnieniach z lat 90. Dzięki temu „Derry Girls” ma w sobie coś, czego nie da się podrobić: autentyczność. Katolicka szkoła prowadzona przez zakonnice – z bezwzględną, sarkastyczną siostrą Michael na czele – staje się mikrokosmosem świata, w którym młodzieńcze dramaty mieszają się z wielką historią.
Największą siłą serialu jest jednak ton. Tragedia nie zostaje wyparta, ale też nie dominuje. Konflikt polityczny jest obecny, lecz stanowi tło dla scen, które balansują na granicy absurdu: panika wokół rzekomo płaczącej figurki Maryi, próba pozbycia się babeczek z haszyszem podczas pogrzebu czy rodzinne wojny o pranie. Humor w „Derry Girls” nie trywializuje rzeczywistości – przeciwnie, staje się mechanizmem przetrwania.
Nicola Coughlan przed „Bridgertonami”
Dziś Nicola Coughlan kojarzona jest przede wszystkim z rolą Penelope Featherington, czyli Lady Whistledown – jednej z najbardziej intrygujących postaci w uniwersum „Bridgertonów”. Jednak to jako Clare Devlin po raz pierwszy pokazała swój komediowy talent na taką skalę.
Jej bohaterka to chodząca kula nerwów – perfekcjonistka, która panikuje na myśl o spóźnieniu, złamaniu regulaminu czy politycznej niepoprawności. A jednocześnie to właśnie Clare przechodzi jedną z najważniejszych i najbardziej poruszających przemian w serialu. Coughlan gra ją z niezwykłym wyczuciem: jest jednocześnie irytująca, urocza i do bólu prawdziwa.
Co ciekawe, podobnie jak reszta obsady wcielającej się w nastolatki, aktorka w chwili rozpoczęcia zdjęć była już po dwudziestce. Ten kontrast – dojrzałość aktorek i młodzieńcza energia postaci – tylko podkreśla uniwersalność tej opowieści.

Lata 90. bez filtra nostalgii
„Derry Girls” to także precyzyjnie odtworzony klimat lat 90. – muzyka The Cranberries, Blur czy Ace of Base, kasety magnetofonowe, szkolne dyskoteki, domowe obiady przy telewizorze i wszechobecne marynarki oversize. Jednak estetyka dekady nie jest tu jedynie dekoracją. To kontekst kulturowy, który wzmacnia opowieść o dorastaniu w świecie na granicy zmiany.
Akcja serialu rozgrywa się w czasie, gdy Irlandia Północna zbliża się do procesu pokojowego. W tle pojawiają się odniesienia do historycznych wydarzeń – od Krwawej Niedzieli, przez zawieszenie broni, po referendum wielkopiątkowe i wizytę Billa Clintona. A jednak wielka polityka nie przytłacza. Życie – z jego pierwszymi miłościami, szkolnymi upokorzeniami i marzeniami o „lepszej przyszłości” – toczy się dalej.
Dlaczego „Derry Girls” wciąż działa?
Bo nie opowiada o młodzieży jako o ofiarach historii. Pokazuje ich jako zwyczajnych ludzi: śmiesznych, zagubionych, egocentrycznych, wrażliwych. Konflikt jest realny, ale młodość – jeszcze bardziej.
„Derry Girls” zdobył ogromną popularność nie tylko w Irlandii, lecz także na całym świecie, stając się jednym z najchętniej oglądanych seriali komediowych w swoim regionie. Rozbraja stereotypy i przypomina, że nawet w najtrudniejszych czasach młodość pozostaje czasem buntu, śmiechu i spektakularnych wpadek.
A jeśli ktoś zna Nicolę Coughlan wyłącznie jako Lady Whistledown – warto cofnąć się o kilka lat. Clare Devlin to dowód na to, że zanim przyszły kostiumy, plotki i romanse w stylu regencji, była opowieść o dziewczynach z Derry. Głośnych, niedoskonałych i absolutnie niezapomnianych.
Serial obejrzycie na Netfliksie.

