Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. Film Georga Clooney'a to idealna pozycja, która poprawi wam humor
Czasem naprawdę nie potrzeba wielkich zwrotów akcji ani fabularnych fajerwerków, by film zadziałał. „Bar dobrych ludzi” George’a Clooneya to kino ciepłe, nostalgiczne i bardzo bezpieczne. Takie, do którego chce się wracać po ciężkim dniu.

Lubimy mocne tytuły. Kryminały, które wciągają od pierwszych minut, thrillery wymagające skupienia, jak „Siedem”, „Zodiak” czy „Kto tam?”, hollywoodzkie produkcje, jak „Incepcja” czy „Tenet”, po których długo analizujemy zakończenie. Ale są też takie wieczory, kiedy naprawdę nie mamy na to siły. Kiedy zamiast napięcia szukamy ukojenia, zamiast zagadki znajomej historii, a zamiast emocjonalnego rollercoastera - filmu, który po prostu będzie nam towarzyszył.
Lżejszego, przyjemnego, niewymagającego rozwiązywania łamigłówki ani długich rozmów po seansie. I właśnie w takich momentach najlepiej sprawdzają się opowieści, które przypominają, że czasem wystarczy wrócić do domu - choćby tylko na ekranie.
O czym jest film „Bar dobrych ludzi”? Historia dojrzewania i rodzinnych więzi

Akcja filmu przenosi nas do lat 70. na Long Island. Młody J.R., wychowywany przez samotną matkę, trafia do domu swojego dziadka i po raz pierwszy naprawdę zanurza się w świat dorosłych. Kluczowym miejscem staje się bar „The Dickens”, prowadzony przez jego charyzmatycznego wuja Charliego. To właśnie tam chłopak słucha rozmów bywalców, uczy się życia, relacji i co najważniejsze odkrywa literaturę, która z czasem stanie się dla niego drogą ucieczki i marzeniem o przyszłości.
Nieobecny ojciec, występujący jedynie jako radiowy głos, kładzie się cieniem na całym dzieciństwie bohatera. J.R. próbuje zrozumieć, kim jest i gdzie jest jego miejsce. Najpierw jako chłopiec, potem jako student prestiżowej uczelni, a w końcu jako młody dorosły, który wciąż nie potrafi się określić.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby YouTube i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
Ben Affleck kradnie ten film. Najlepsza rola w „Barze dobrych ludzi”

Najmocniejszym punktem filmu jest bez wątpienia Ben Affleck, który wciela się w wujka Charlie'go. To postać pełna spokoju, ironii i życiowej mądrości, która nie potrzebuje wielkich słów. Affleck gra oszczędnie, ale bardzo prawdziwie. Jego Charlie to ktoś, kto sam nie do końca poukładał swoje życie, a mimo to potrafi być przewodnikiem dla młodszego pokolenia.
Relacja wuja i siostrzeńca jest sercem filmu i gdyby całość opierała się wyłącznie na niej, „Bar dobrych ludzi” mógłby być znacznie mocniejszy emocjonalnie. W tych scenach Clooney naprawdę trafia w punkt.
George Clooney jako reżyser

Problem zaczyna się wtedy, gdy film próbuje powiedzieć za dużo naraz. Clooney, który jako reżyser ma na swoim koncie takie dzieła jak „Idy marcowe” czy „Niebo o północy” tym razem chce opowiedzieć o klasowości, rodzinnych traumach, nieobecnych ojcach, ambicjach i literackim dojrzewaniu - ale żadnego z tych tematów nie pogłębia do końca. Dramaturgia pozostaje miękka, konflikty szybko się rozmywają, a trudne sprawy bywają zaskakująco łagodzone.
To kino bardzo estetyczne, zanurzone w ciepłych barwach, z doskonałą muzyką i pięknie oddanym klimatem epoki. Jednak pod tą stylową warstwą brakuje emocjonalnego ciężaru. Film płynie spokojnie, bez wybojów - i dla jednych będzie to zaleta, a dla innych wada.
Czy warto obejrzeć „Bar dobrych ludzi”? Idealny film na spokojny wieczór

„Bar dobrych ludzi” nie jest filmem, który zostaje z widzem na długo ani który zmienia perspektywę. To raczej pocieszna, elegancka opowieść o dorastaniu i poszukiwaniu siebie, oglądana bardziej sercem niż rozumem. Sprawdzi się idealnie jako seans na wieczór, kiedy potrzebujemy spokoju, ciepła i poczucia, że mimo wszystko gdzieś na świecie istnieje miejsce, do którego zawsze można wrócić. Bo czasem naprawdę wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej.
Nominowany w 2022 roku do Złotych Globów „Bar dobrych ludzi” można obejrzeć teraz na platformie Amazon Prime Video.

