W tej roli Stanisława Celińska była absolutnie niezwykła. Widzowie pokochali ją bezwarunkowo
Widzowie kochali ją za ciepło, prawdę i role, które zostawały w sercu na lata. Jedna z nich - z kultowej polskiej komedii - dziś wraca ze zdwojoną siłą. I przypomina, jak wielką artystką była Stanisława Celińska.

Wczoraj, 12 maja do polskich widzów dotarła smutna wiadomość o śmierci Stanisławy Celińskiej - aktorki, której nie dało się pomylić z nikim innym. Urodzona w 1947 roku artystka przez dekady była jedną z najważniejszych twarzy polskiego kina, teatru i telewizji. Grała u największych reżyserów, zachwycała na scenie, śpiewała jazz i poezję tak, jakby każdą frazę przeżywała naprawdę. Miała niezwykły dar: nawet najmniejszą rolę potrafiła zamienić w coś boleśnie prawdziwego i czułego zarazem.
Dla jednych na zawsze pozostanie „mamusią” Melchiora z „Listów do M.” - pełną dobra, zmęczenia i ciepła, które zna chyba każdy widz świątecznych hitów. Inni pamiętają ją z serialu „Alternatywy 4", z kultowej komedii „Kogel-mogel” czy dziesiątek teatralnych kreacji, które przeszły do historii. Publiczność kochała ją za emocje, za humor bez cienia fałszu, za twarz, w której zawsze było coś prawdziwego. I choć na scenie jazzowej była zjawiskowa, istnieje jedna polska komedia, w której widzowie pokochali ją szczególnie mocno.

„Pieniądze to nie wszystko” - polska komedia, która okazała się czymś znacznie większym

Film Juliusza Machulskiego z 2001 roku do dziś pozostaje jednym z najbardziej trafnych portretów Polski po transformacji ustrojowej. Z pozoru to lekka komedia o porwaniu biznesmena. W praktyce - gorzka, zabawna i zaskakująco przenikliwa opowieść o ludziach zostawionych gdzieś pomiędzy końcem PRL-u a nowym kapitalizmem.
W centrum historii znajduje się Tomasz Adamczyk, grany przez Marka Kondrata przedsiębiorca produkujący tanie wino owocowe „Platon”. Podczas podróży trafia do zapomnianej przez świat popegeerowskiej wsi, gdzie mieszkańcy postanawiają przetrzymać go dla okupu. Brzmi absurdalnie - i właśnie na tym absurdzie Machulski buduje jedną z najbardziej celnych polskich komedii początku XXI wieku.
To film o biedzie, marzeniach i poczuciu bezsilności, ale też o ludziach, których kino bardzo długo nie chciało zauważać. Wieś z „Pieniądze to nie wszystko” żyje oglądaniem przejeżdżających pociągów, tanim winem i wspomnieniem dawnych czasów. A jednocześnie jest w tych bohaterach ogromna godność, humor i potrzeba bycia dostrzeżonym.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby YouTube i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
Rola Stanisławy Celińskiej, której nie da się zapomnieć

Właśnie tutaj pojawia się Ala - jedna z tych bohaterek, które mogłyby istnieć tylko dzięki Celińskiej. Pobożna, wzruszająca, zabawna i kompletnie autentyczna. Aktorka nie grała jej „pod żart”. Dała jej czułość i prawdę, dzięki którym nawet najbardziej komediowe sceny miały w sobie coś ludzkiego i rozczulającego.
To od niej padają dialogi, które widzowie cytują do dziś. Wystarczy przypomnieć słynne: „Jezu Najsłodszy! Jakiś taki respekt mnie wziął. Jak w kościele…”, wypowiedziane po wejściu do luksusowego mercedesa Adamczyka. W wykonaniu Celińskiej nawet prosty żart stawał się czymś więcej - opowieścią o zachwycie światem, który dla wielu pozostawał nieosiągalny. A scena z rajtuzami - przeszła do historii polskiego kina.
Obok niej w filmie błyszczeli także Sylwester Maciejewski, Tomasz Sapryk, Andrzej Chyra czy Hanna Mikuć. Całość dopełniała muzyka Krzesimira Dębskiego i piosenki Golec uOrkiestra, które idealnie oddawały klimat prowincjonalnej Polski początku lat 2000.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby YouTube i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
Komedia, która z wiekiem stała się jeszcze lepsza

Po latach komedię „Pieniądze to nie wszystko” ogląda się zupełnie inaczej. To już nie tylko świetnie napisany film pełen kultowych dialogów, ale też niezwykle celny obraz kraju, który próbował nauczyć się nowej rzeczywistości. Machulski pokazał zderzenie dwóch światów - biednej prowincji i rodzącego się kapitalizmu - bez pogardy i bez taniego wyśmiewania.
Dlatego ten film wciąż działa. Śmieszy, ale jednocześnie zostawia z czymś gorzkim i bardzo prawdziwym. A rola Stanisławy Celińskiej przypomina dziś szczególnie mocno, jak wielką była artystką. Nie potrzebowała wielkich monologów ani dramatycznych scen. Wystarczył jeden gest, spojrzenie albo sposób wypowiedzenia zdania, aby zapadła w pamięci widzów.
Film „Pieniądze to nie wszystko” można obecnie oglądać na platformie Canal+.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby YouTube i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.

