Reklama

Psychologiczne thrillery to jeden z najbardziej wymagających gatunków kina. Z jednej strony obiecują napięcie, niepewność i emocjonalny rollercoaster, z drugiej - łatwo w nich o schemat, przewidywalność albo zbyt oczywiste rozwiązania. Dlatego naprawdę dobre tytuły w tej kategorii są rzadkością i często długo zostają w pamięci widzów.

Do tych, którym udało się znaleźć właściwy balans między atmosferą a intrygą, należą m.in. „Wyspa tajemnic”, „Zaginiona dziewczyna” czy „Mechanik”. To filmy, które nie tylko budują napięcie, ale też grają z percepcją widza i zostawiają go z pytaniami jeszcze długo po seansie. W podobnym rejestrze operuje także „Trauma” - thriller dostępny od dobrych kilku lat na Netflix, który zamiast efektów specjalnych wybiera niepokój wynikający z samej sytuacji i tego, jak łatwo można zwątpić we własną rzeczywistość.

Elle newsletter
elle.pl

Psychologiczny thriller na Netflix. O czym jest „Trauma”?

Trauma
mat. prasowe

Ray Monroe wraca z żoną Joanne i sześcioletnią córką Peri ze Święta Dziękczynienia. Zwyczajny rodzinny wyjazd, napięcie w małżeństwie, długa droga i krótki postój, który zmienia wszystko. Na stacji benzynowej dochodzi do wypadku - Peri łamie rękę, więc rodzina trafia na izbę przyjęć pobliskiego szpitala. Ray zasypia na chwilę. I wtedy dzieje się coś, co uruchamia cały koszmar.

Kiedy się budzi, Joanne i Peri zniknęły. Personel szpitala twierdzi, że nigdy ich nie widział. W systemie nie ma żadnego śladu ich obecności. Żadnej wizyty. Żadnego przyjęcia. Jakby Ray wszedł tam sam - i od początku był sam. To punkt wyjścia filmu „Fractured” (w Polsce znanego jako „Trauma”), który od lat można znaleźć na Netflixie, choć wciąż zaskakuje kolejne osoby trafiające na niego przypadkiem.

Szpital, który przestaje być miejscem leczenia

Trauma
mat. prasowe

Ray zaczyna szukać. Najpierw spokojnie, potem coraz bardziej desperacko. Korytarze szpitala stają się labiryntem, a uprzejmy personel powtarza tę samą wersję: nie było żadnej żony, nie było dziecka, nie było przyjęcia. Im dłużej trwa jego poszukiwanie, tym bardziej rzeczywistość zaczyna się rozwarstwiać. Pojawia się pytanie, które staje się osią całego filmu: czy Ray szuka zaginionej rodziny, czy raczej sam zaczyna tracić kontakt z tym, co prawdziwe?

Reżyser Brad Anderson - znany z budowania klaustrofobicznego napięcia („Mechanik”, „Session 9”) - zamienia szpital w przestrzeń psychologicznej gry. To nie jest klasyczny thriller o zniknięciu. To historia o tym, jak łatwo można zwątpić w własną percepcję.

Obsada, która trzyma napięcie w ryzach

Trauma
mat. prasowe

W roli Raya występuje Sam Worthington, który gra tu człowieka stopniowo tracącego kontrolę nad rzeczywistością. To jedna z jego bardziej wyciszonych, ale intensywnych ról - oparta nie na akcji, a na narastającej paranoi. Lily Rabe jako Joanne i Lucy Capri jako Peri pojawiają się głównie w retrospekcjach i wspomnieniach, co tylko wzmacnia poczucie niepewności. Ich obecność jest bardziej emocjonalna niż fizyczna - i to działa na niekorzyść (a może właśnie korzyść) widza.

Na drugim planie pojawiają się Stephen Tobolowsky jako szpitalny psychiatra oraz Adjoa Andoh jako lekarka prowadząca rozmowy z Rayem - spokojne, rzeczowe, ale podszyte czymś niepokojącym.

„Trauma” to film, który dzieli widzów - i właśnie dlatego działa

Trauma
mat. prasowe

„Trauma” nie jest thrillerem, który daje jedną odpowiedź. Wręcz przeciwnie - jego siła polega na tym, że zmusza do wyboru interpretacji. Czy Ray jest ofiarą systemu? Czy jego umysł tworzy alternatywną wersję wydarzeń?

Krytycy zwracali uwagę na świetną atmosferę i rolę Worthingtona, ale też na to, że finał może nie spełnić wszystkich oczekiwań. Widzowie są bardziej jednoznaczni - wielu z nich wskazuje film jako jeden z ciekawszych psychologicznych thrillerów dostępnych na Netflixie.

Dlaczego warto?

Trauma
mat. prasowe

„Trauma” działa najlepiej wtedy, gdy ogląda się ją bez oczekiwań. To film o niepewności, o pamięci, o tym, jak łatwo rzeczywistość może się rozjechać, kiedy przestajemy wierzyć w to, co widzimy. Jeśli lubisz thrillery w stylu „Shutter Island” czy „Mechanika”, tutaj znajdziesz podobny rodzaj napięcia - zamkniętą przestrzeń, stopniowe pęknięcie psychiki i finał, który nie pozwala się jednoznacznie domknąć.

Wydaje mi się, że właśnie dlatego ten film wciąż „ukrywa się” na Netflixie - cicho, bez wielkiej promocji, ale regularnie odnajdywany przez kolejnych widzów.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...