To najczęściej nagradzany polski film na Netfliksie. Zdobył aż 11 Orłów. Bartosz Bielnia hipnotyzuje, a scenariusz porywa autentycznością
„Boże Ciało” z 2019 roku to absolutny rekordzista. Film zdobył aż 11 Orłów, w tym za najlepszy film, reżyserię, scenariusz oraz dla najlepszych aktorów pierwszo i drugoplanowych. Produkcja Jana Komasy jest dostępna na Netflix.

"Boże Ciało” nie jest po prostu filmem, który odniósł sukces. To zjawisko, które na nowo ustawiło poprzeczkę dla polskiego kina i zrobiło to z rozmachem, którego trudno nie zauważyć. Produkcja Jana Komasy stała się najczęściej nagradzanym filmem w Polsce, zdobywając aż 11 Orłów, w tym te najważniejsze: za najlepszy film, reżyserię, scenariusz oraz role pierwszo- i drugoplanowe. Dziś „Boże Ciało” można obejrzeć na Netfliksie. „Boże Ciało” Jana Komasy zostało też nominowane do Oscara w kategorii najlepszy pełnometrażowy film międzynarodowy. Jeśli jeszcze nie widzieliście tego filmu, to najwyższy czas to nadrobić.
"Boże ciało" - o czym jest film?
Bohater filmu, Daniel w tej roli Bartosz Bielenia, to chłopak z poprawczaka. Po wyjściu trafia do wioski na Podkarpaciu, gdzie mieszkańcy próbują wrócić do równowagi po tragedii. Wykorzystuje zbieg okoliczności i podszywa się pod księdza. Zaczyna odprawiać msze, spowiadać i prowadzić parafię, a jego nieszablonowe podejście błyskawicznie przyciąga ludzi, którzy szukają wsparcia i poczucia wspólnoty. Choć akcja dotyczy wioski na Podkarpaciu, plan zdjęciowy ulokowano w Jaśliskach. To właśnie tam powstawały sceny, w których Daniel buduje swoją pozycję w lokalnej społeczności i coraz głębiej wchodzi w rolę.
Film inspirowany historią fałszywego księdza
Film jest inspirowany historią fałszywego księdza opisaną w reportażu Mateusza Pacewicza. Pierwowzorem Daniela był młody chłopak o imieniu Patryk, który przez około dwa miesiące podszywał się pod księdza w mazowieckiej parafii w Budziskach. Co najciekawsze, nie robił tego dla pieniędzy ani z cynizmu - kierowała nim autentyczna fascynacja kapłaństwem i potrzeba bycia częścią wspólnoty. Odprawiał msze, spowiadał, zdobył zaufanie wiernych, a gdy prawda wyszła na jaw, nikt nie chciał go oskarżać, ani parafianie, ani proboszcz.

