Reklama

Polskie kino lat 90. miało w sobie coś, czego dziś coraz częściej szukamy z nostalgią: bezczelność, surowość i autentyczność. Było brudne od papierosowego dymu, głośne od przekleństw, przesiąknięte atmosferą transformacji i rozczarowania. Zamiast idealizowania bohaterów dostawaliśmy postaci z krwi i kości - często brutalne, pogubione, moralnie niejednoznaczne. Właśnie wtedy na dobre narodziło się polskie kino sensacyjne w nowoczesnym wydaniu.

I trudno mówić o tej dekadzie bez nazwisk, które dziś brzmią jak legenda: Bogusław Linda, Cezary Pazura, Olaf Lubaszenko. Ale był też ktoś, kto nie musiał grać pierwszego planu, żeby zapadać w pamięć. Edward Linde-Lubaszenko - aktor o ogromnej charyzmie i charakterystycznej ekranowej energii - był jedną z ikon tamtego czasu.

Wczoraj, 8 lutego, media obiegła smutna informacja o jego śmierci. Pozostawił po sobie role, które trudno wymazać z pamięci, bo miały w sobie to coś: magnetyzm, ironię, a czasem zwykłą ludzką czułość ukrytą pod twardą powierzchnią. I właśnie dlatego warto wrócić do filmu, który dla wielu stał się początkiem nowego rozdziału w polskim kinie.

„Kroll” - debiut reżyserski Władysława Pasikowskiego z 1991 roku, to film który nie tylko rozpoczął kilka wielkich karier, ale też idealnie uchwycił klimat Polski na progu lat 90. I choć w pamięci widzów kojarzy się przede wszystkim z Bogusławem Lindą i cytatami, które przeszły do popkultury - „I tak ma być. Albo my ich, albo oni nas”, „Sztuka jest sztuka”, to Linde-Lubaszenko w epizodycznej roli recepcjonisty dosłownie ukradł scenę.

Pierwszy film Pasikowskiego. O czym jest „Kroll”?

Kroll
mat. prasowe

Debiut reżyserski Władysława Pasikowskiego z 1991 roku to nie tylko film sensacyjny - to ekranowy portret męskiego świata na granicy przemian ustrojowych, gdzie lojalność, zdrada i przemoc w mundurach splatają się ze sobą. Główny bohater, żołnierz Marcin Kroll, dezerteruje z jednostki po tym, jak odkrywa samobójstwo kolegi i zdradę żony z jego najlepszym przyjacielem. Oficerowie, obawiając się skandalu i prokuratorskiego śledztwa, wysyłają za nim swoich ludzi - przede wszystkim twardego porucznika Arka i kaprala Wiadernego - aby sprowadzić go z powrotem… zanim prawda wyjdzie na jaw.

Ten gorzki dramat z elementami thrillera nie boi się pokazać wojska jako miejsca, które może łamać psychikę i relacje między ludźmi.

Genialna obsada. Oto dlaczego warto zobaczyć film „Kroll”

Kroll
mat. prasowe

Obsada „Krolla” dziś robi wrażenie jeszcze większe niż w dniu premiery, bo widać w niej właściwie narodziny całej epoki polskiego kina sensacyjnego. W roli tytułowej pojawia się Olaf Lubaszenko, który jako Marcin Kroll gra postać tragiczną i wymykającą się prostym ocenom - żołnierza, który ucieka nie tylko z jednostki, ale też od świata, który właśnie rozpada mu się na kawałki. Towarzyszy mu Bogusław Linda jako porucznik Arek, bezwzględny, charyzmatyczny i chłodny, czyli dokładnie taki bohater, jakiego Pasikowski wkrótce uczyni swoim znakiem rozpoznawczym.

W pamięci zostaje też Cezary Pazura w roli kaprala Wiadernego - brutalnego, prostolinijnego i momentami zaskakująco ludzkiego, a jednocześnie jednego z najbardziej charakterystycznych żołnierzy polskiego kina. Na ekranie pojawia się również Ewa Bukowska jako Agata, a także Edward Linde-Lubaszenko, który choć gra epizodycznego recepcjonistę, potrafi przyciągnąć uwagę w sposób, jaki udaje się tylko aktorom o absolutnie wyjątkowej charyzmie. To film, w którym niemal każda twarz jest dziś ikoną polskiego kina.

Gdzie obejrzeć film „Kroll”

Kroll
mat. prasowe

Debiut Władysława Pasikowskiego „Kroll” zdobył uznanie krytyków i kilka nagród na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, m.in. za reżyserię i zdjęcia Pawła Edelmana, a także wyróżnienia aktorskie dla Lindy i Pazury.

Dziś ten nieśmiertelny klasyk polskiego kina można obejrzeć na Amazon Prime Video, a także w telewizyjnych transmisjach, gdzie wciąż przyciąga widzów surowym realizmem i kultową obsadą.

Reklama
Reklama
Reklama