„To jeden z najbardziej niepokojących seansów ostatnich lat”. Kinowy hit, który zarobił 171 mln dolarów wreszcie do obejrzenia w streamingu
Na HBO Max trafiło dwugodzinne widowisko łączące horror i science fiction o rodzeństwie Haywoodów, które na ranczu mierzy się z niewytłumaczalnymi zjawiskami i próbuje uchwycić dowód na obecność UFO.

Są takie premiery w streamingu, które nie krzyczą nachalną reklamą, a i tak przyciągają jak dobrze skrojony płaszcz z wyższej półki: niby klasyczny, a jednak natychmiast robi wrażenie. „Nie!” Jordana Peele’a wraca na platformę HBO Max po dłuższej przerwie, dając widzom rzadką szansę, by nadrobić film, o którym mówiło się długo po kinowej premierze.
To także powrót twórcy, który konsekwentnie porusza się na styku popkultury i niepokoju. Peele po raz kolejny zestawia elementy horroru z science fiction, tworząc opowieść o strachu, fascynacji i potrzebie „zobaczenia na własne oczy” czegoś, co przekracza codzienność. W tej historii groza nie spada z sufitu nagłym zwrotem akcji - raczej gęstnieje jak powietrze przed burzą, wciągając w swój rytm i nie pozwalając odwrócić wzroku.
„Nie!”: ranczo Haywoodów i tajemnica z nieba, której nie da się zignorować
Bohaterami filmu są OJ (Daniel Kaluuya) i Emerald (Keke Palmer) Haywoodowie - rodzeństwo, które prowadzi ranczo i zajmuje się tresowaniem koni na potrzeby hollywoodzkich wytwórni. Ich codzienność ma w sobie coś z zaplecza wielkiego spektaklu: praca jest konkretna, wymagająca i pozornie daleka od blichtru. A jednak to właśnie tu zaczyna się seria zdarzeń, których nie da się wpisać w żaden rozsądny scenariusz. Punktem zapalnym jest zagadkowa śmierć ojca, poprzedzona momentem, w którym z nieba zaczynają spadać losowe przedmioty. Haywoodowie nie zatrzymują się na prostych wyjaśnieniach. Przekonani, że zjawiska mają nadnaturalne źródło, próbują zdobyć dowód wideo na obecność UFO w okolicy. W tej pogoni za uchwyceniem „niemożliwego” spotykają nie tylko narastający strach, ale i prawdę o naturze obcego, której nie da się bezpiecznie oswoić.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby YouTube i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
W opowieści pojawia się też Jupe (Steven Yeun), były dziecięcy aktor, a atmosfera wokół rancza staje się coraz bardziej duszna. Do obsady należą również Brandon Perea, Michael Wincott i Wrenn Schmidt, a film - zgodnie z jego gatunkową obietnicą - rozgrywa się pomiędzy tajemnicą, thrillerem, horrorem i science fiction.
Liczby, które mówią „tak”
„Nie!” ma za sobą kinowy sukces: film zarobił 171 mln dolarów przy budżecie wynoszącym 68 mln dolarów. Odbiór też jest wyrazisty - na Rotten Tomatoes produkcję poleca 83% krytyków oraz 69% widzów. To nie są puste procenty; raczej sygnał, że Peele’owi udało się stworzyć tytuł, który wywołuje emocje i zostaje w głowie. Dla wielu widzów to właśnie ten typ kina, które najlepiej „nosi się” na dużym ekranie - imponujące wizualnie, budujące napięcie obrazem i dźwiękiem, a jednocześnie pozostawiające miejsce na refleksję o współczesnym pragnieniu spektaklu. W świecie, w którym wszystko chcemy natychmiast zarejestrować, udowodnić i pokazać, historia Haywoodów brzmi zaskakująco aktualnie.
Jeśli więc plan na weekend ma mieć w sobie odrobinę adrenaliny - tej, która nie męczy, tylko pobudza wyobraźnię - „Nie!” na HBO Max jest propozycją, obok której trudno przejść obojętnie.

