Tęsknicie za „Stamtąd”? Ten wciągający thriller Netflixa ma ten sam postapokaliptyczny vibe
Jeśli po seansie „Stamtąd” wciąż brakuje wam historii, które trzymają w napięciu od pierwszej minuty, „Cisza” może być dobrym tropem. Ten thriller Netflixa buduje grozę ciszą i poczuciem ciągłego zagrożenia.

Są seriale i filmy, które nie tyle się ogląda, co przeżywa. „Lost”, czyli kultowi „Zagubieni”, nauczyli nas kiedyś, że największy horror nie kryje się w potworach, lecz w niewiedzy, izolacji i ludziach zamkniętych razem bez wyjścia. Lata później dokładnie ten sam mechanizm uruchomił serial „Stamtąd” - cichy fenomen, który wyrósł z poleceń, teorii i internetowych dyskusji.
„Stamtąd” wciąga, bo odbiera widzowi komfort. Nie tłumaczy wszystkiego, nie prowadzi za rękę, zostawia z pytaniami. I właśnie za tym dziś tęsknimy najbardziej - za historiami, które nie są bezpieczne, które duszą atmosferą i zmuszają do czujności. Jeśli ten klimat jest wam bliski, na Netflixie od lat czeka film, który wraca jak bumerang wśród fanów thrillerów o przetrwaniu. Nosi tytuł „Cisza”.
O czym jest psychologiczny thriller na Netflix - „Cisza”?

Akcja filmu „Cisza” (2019) rozgrywa się w świecie opanowanym przez tajemnicze, przypominające nietoperze istoty, które polują, reagując na najmniejszy dźwięk. W centrum historii znajduje się Ally Andrews - nastolatka, która w dzieciństwie straciła słuch. Paradoksalnie to właśnie jej niepełnosprawność staje się największą szansą na przetrwanie.
Razem z rodziną Ally próbuje uciec z miasta i znaleźć schronienie na odludziu. Cisza staje się ich jedyną bronią, ale szybko okazuje się, że prawdziwe zagrożenie nie zawsze czai się na zewnątrz. Gdy pojawiają się inni ocaleni, pęka iluzja bezpieczeństwa, a strach zaczyna rodzić agresję, fanatyzm i potrzebę kontroli. Każdy hałas może oznaczać wyrok.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby YouTube i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
Gwiazdorska obsada, którą znacie - i lubicie

W roli Ally oglądamy Kiernan Shipkę, doskonale znaną widzom Netflixa z „Chilling Adventures of Sabrina”. Aktorka świetnie odnajduje się w mrocznych, napięciowych historiach, a jej bohaterka niemal bez słów prowadzi widza przez kolejne etapy przetrwania.
Ojca rodziny zagrał Stanley Tucci, aktor o imponującym dorobku („Spotlight”, „Igrzyska śmierci”), który wnosi do filmu spokój i emocjonalną wiarygodność. Matkę Ally gra Miranda Otto, dla wielu na zawsze Éowina z „Władcy Pierścieni”, tutaj w zupełnie innym, bardziej surowym i dramatycznym wydaniu.
W obsadzie pojawia się także John Corbett, którego nasze czytelniczki doskonale kojarzą z „Seksu w wielkim mieście” oraz „Moje wielkie greckie wesele”. Tym razem daleko mu do romantycznego Aidana - jego postać wnosi do filmu niepokój i niejednoznaczność, która idealnie pasuje do dusznej atmosfery opowieści.
Dlaczego „Cisza” spodoba się fanom „Stamtąd”?

Choć porównania do „Cichego miejsca” są nieuniknione, „Cisza” idzie w innym kierunku. To bardziej thriller psychologiczny niż klasyczny horror. Minimalizm dialogów sprawia, że każdy szelest urasta do rangi zagrożenia, a napięcie nie wynika z nagłych straszaków, lecz z ciągłego poczucia niepewności.
Podobnie jak w „Stamtąd”, największym zagrożeniem nie są potwory, lecz ludzie i decyzje podejmowane w imię przetrwania. Film zadaje niewygodne pytania: jak szybko cywilizacja się kruszy, gdy znika poczucie bezpieczeństwa? I czy cisza naprawdę oznacza ratunek? Jeśli więc po „Stamtąd” wciąż szukacie historii, które wciągają, niepokoją i zostają w głowie na długo, „Cisza” może być dokładnie tym, czego potrzebujecie na wieczorny seans - choć na pewno nie będzie to seans przyjemny.

