Reklama

La Casa de Papel („Dom z papieru”) był jednym z pierwszych momentów, w których Netflix naprawdę poczuł, że lokalna produkcja może stać się globalnym fenomenem. Hiszpański serial, który początkowo nie zapowiadał się na światowy hit, po przejęciu przez platformę w 2017 roku błyskawicznie zdobył widzów na całym świecie i stał się symbolem nowej ery binge-watchingu. W szczytowym momencie oglądały go dziesiątki milionów użytkowników, a kolejne sezony regularnie trafiały na listy najchętniej oglądanych produkcji nieanglojęzycznych. Intensywna fabuła, cliffhangery i emocje sprawiły, że wielu widzów przyznawało wprost - tego serialu nie dało się oglądać „po jednym odcinku”.

Nic dziwnego, że spin-off tak mocno przyciągnął widzów - już pierwszy sezon został bardzo dobrze przyjęty i szybko udowodnił, że potrafi utrzymać tempo i napięcie znane z oryginału. Produkcja błyskawicznie zdobyła popularność i trafiła do grona najchętniej oglądanych tytułów Netflixa.

Teraz, 15 maja, widzowie otrzymali drugi sezon pt. „Berlin i Dama z gronostajem” i ponownie nie zawiedli się na powrocie do tego uniwersum. Serial znów wciągnął ich w świat intryg, skoków i niebezpiecznych gier, a zainteresowanie tytułem tylko przyspieszyło jego obecność w rankingach platformy.

Elle newsletter
elle.pl

„Berlin i Dama z gronostajem” podbija ranking Netflixa

Berlin i Dama z gronostajem
mat. prasowe

Drugi sezon hiszpańskiego spin-offu „Domu z papieru” rozgrywa się w Sewilli, mieście o gorącym oddechu Andaluzji i filmowej fotogeniczności, która potrafi udawać luksus, zagrożenie i romans w jednym ujęciu. Na pierwszym planie znów jest Berlin, grany przez Pedro Alonso, a obok niego pojawia się także Álvaro Morte jako Profesor. W tej odsłonie stawka jest rozpisana jak w eleganckiej partyturze: z jednej strony heist, z drugiej emocje, ambicje i prywatne układy, które przesuwają akcenty szybciej niż zmienia się światło na hiszpańskich kamienicach.

Berlin nie działa jednak w próżni. Zbiera zespół, w którym pojawiają się m.in. Damián, Keila, Camerón, Bruce i Roi. To właśnie ten zestaw postaci ma udźwignąć plan, który obraca się wokół kradzieży „Damy z gronostajem” przypisywanej Leonardowi da Vinci. W tle wybrzmiewa też wyraźny wątek relacji Berlina z profesorem Damiánem (Tristán Ulloa) - wątek, który w tej historii pracuje jak nerw, bo dotyczy zaufania, wpływu i tego, kto w kluczowym momencie naprawdę trzyma ster.

Sezon liczy siedem epizodów. W obsadzie obok Alonso i Morte’a znajdują się m.in. Michelle Jenner, Begoña Vargas, Julio Peña Fernández, Joel Sánchez, Inma Cuesta, José Luis García-Pérez i Marta Nieto.

„Dama z gronostajem” jako wabik: serialowy blef prowadzi do księcia Malagi

Berlin i Dama z gronostajem
mat. prasowe

Najbardziej stylowe tytuły często robią coś przewrotnego: obiecują jedno, a w środku przemycają drugie. Tak jest i tutaj. W serialowej układance „Dama z gronostajem” okazuje się zasłoną dymną, a prawdziwym celem są książę Malagi i jego żona – para, która szantażuje Berlina. To przesunięcie ciężaru z dzieła sztuki na ludzi i władzę nadaje historii puls: zamiast klasycznej opowieści o łupie dostajemy intrygę o dominacji, zależności i o tym, jak łatwo wpaść w pułapkę własnej reputacji.

Właśnie dlatego obraz działa tu jak perfekcyjny rekwizyt: ma rozpoznawalną nazwę, legendę i aurę niedostępności. Jest jak luksusowa torebka w witrynie – wszyscy na nią patrzą, więc łatwiej przeprowadzić coś ważniejszego tuż obok. Serial wykorzystuje więc prestiż sztuki w sposób typowy dla heistów: nie po to, by o niej opowiedzieć, ale by ją „uruchomić” jako mechanizm narracyjny. A jednak ta popkulturowa gra ma drugie dno, bo „Dama z gronostajem” istnieje naprawdę – i nie ma nic wspólnego z Sewillą.

Kraków trzyma w dłoniach skarb: historia portretu Leonarda jest bardziej burzliwa niż fikcja

dama z gronostajem
mat. prasowe

W rzeczywistości „Dama z gronostajem”, w Polsce często nazywana „Damą z łasiczką”, znajduje się w Muzeum Książąt Czartoryskich w Krakowie. Dzieło przypisywane jest Leonardowi da Vinci i powstało w latach 1489–1490. Portret przedstawia Cecylię Gallerani – około 16-letnią faworytę Ludwika Sforzy (il Moro), księcia Mediolanu. To jedyny pewny portret Cecylii, która zmarła w 1536 roku.

W samym obrazie jest coś wyjątkowo nowoczesnego: postać nie jest zamknięta w sztywnym profilu, lecz uchwycona w ruchu. To sposób patrzenia na człowieka, który daje wrażenie, że emocje mają swoją choreografię, a ciało zdradza to, czego usta nie wypowiedzą. Gronostaj niesie ze sobą znaczenia – bywa odczytywany jako aluzja do Orderu Gronostaja, który Ludovico otrzymał w 1488 roku, a także jako gra skojarzeń związana z nazwiskiem Gallerani.

Droga obrazu do Polski to opowieść o kolekcjonerskiej pasji i o historii, która potrafi brutalnie przerwać ciągłość kultury. Po 1499 roku, po upadku Ludovica il Moro, dzieło pozostało we Włoszech przez niemal trzy stulecia. Pod koniec XVIII wieku kupił je Adam Jerzy Czartoryski jako prezent dla swojej matki, Izabeli Czartoryskiej.

Podczas II wojny światowej obraz został zrabowany przez nazistów i wywieziony do Niemiec. Został odzyskany przez aliantów i zwrócony Polsce w 1946 roku – wątek jest udokumentowany przez Monuments Men. W 2016 roku polski rząd wykupił całą kolekcję Czartoryskich za około 100 milionów euro, deklarując, że pozostanie dobrem publicznym.

To zestaw faktów, które robią wrażenie bez żadnych dopisków. Bo gdy serial podkręca tempo, Kraków trzyma w ciszy to, co w sztuce najcenniejsze: ciągłość pamięci, materialny ślad geniuszu i historię, która – raz uratowana – zostaje z nami na długo.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google
Reklama
Reklama
Reklama
Loading...