Ten film jak balsam dla duszy. W Polsce wciąż jest mało znany, chociaż zdobył wiele nagród
„Przesilenie zimowe” to film z 2023, którego akcja dzieje się w czasie ferii zimowych i świąt Bożego Narodzenia. Produkcja Alexandra Payne’a ma jednak przesłanie uniwersalne.

Zima bywa czasem skrajnych doświadczeń — potęguje poczucie izolacji, ale równie często otwiera przestrzeń na bliskość, która rodzi się niespodziewanie. „Przesilenie zimowe” Alexandra Payne’a wykorzystuje ten stan zawieszenia, by opowiedzieć historię o uniwersalnym wymiarze: o potrzebie bycia zauważonym, o kruchości relacji i o nadziei, która pojawia się wtedy, gdy najmniej się jej spodziewamy. To kino ciche, pozbawione fajerwerków i sezonowej dosłowności, a jednocześnie niezwykle pojemne emocjonalnie — takie, które działa niezależnie od czasu, miejsca i świątecznego kontekstu. Film z 2023 roku został obsypany nagrodami, lecz jego prawdziwa siła ujawnia się w entuzjastycznym odbiorze widzów i krytyków. W recenzjach powracają te same określenia: mądry, kojący, intymny, klimatyczny, niosący ulgę i nadzieję. „Przesilenie zimowe” potwierdza, że uniwersalne historie nie potrzebują wielkich gestów — wystarczy szczerość i uważność, by trafić do każdego.
Czuła opowieść o samotności i bliskości, której potrzebujemy
Akcja „Przesilenia zimowego” zabiera nas do grudnia 1970 roku, do surowej szkoły z internatem w Nowej Anglii. To właśnie tam profesor Paul Hunham – wymagający, nieco zgorzkniały wykładowca filologii klasycznej – zostaje „skazany” na święta z kilkorgiem uczniów, którzy nie mają dokąd wracać. Wśród nich jest Angus, piętnastoletni buntownik o ostrych krawędziach, z którym Paul początkowo nie potrafi znaleźć wspólnego języka. Towarzyszy im Mary, szkolna kucharka, niosąca żałobę po synu walczącym w Wietnamie. Z tej trójki Payne tworzy niezwykle subtelny portret ludzi, którzy w najciemniejszym czasie roku zaczynają niepostrzeżenie rozświetlać swoje życie.
Choć w „Przesileniu zimowym” nie znajdziemy światełek, Mikołaja ani komedii romantycznych schematów, film błyskawicznie wyrósł na świąteczny klasyk. Wynika to z emocjonalnego ciepła, którego tak bardzo pragniemy zimą – i z historii, która przypomina, że samotność i nadzieja są sobie bliższe, niż myślimy. Produkcja trwa ponad dwie godziny, ale pozostawia widza z poczuciem niedosytu – jakby chciało się spędzić z bohaterami jeszcze jeden dzień, kolejne śniadanie, jeszcze jedną rozmowę. Pięć nominacji do Oscarów tylko potwierdza jej wyjątkowość.
Nostalgia lat 70. i emocje, które zostają na długo
Największą siłą filmu są relacje – zwłaszcza ta między Paulem a Angusem, początkowo podszyta niechęcią i irytacją. Ich powoli rodząca się więź staje się sercem opowieści, pokazując, że największe zmiany zaczynają się od drobnych gestów i otwarcia na drugiego człowieka. Payne kulisy tej transformacji osadza w perfekcyjnie odtworzonej Nowej Anglii lat 70. – od kostiumów, przez muzykę, po scenografię, która sprawia, że ma się wrażenie oglądania filmu nakręconego pół wieku temu.
Paul Giamatti tworzy tu jedną z najpiękniejszych ról w swojej karierze, za którą odebrał Złoty Glob. Da’Vine Joy Randolph jako Mary wnosi na ekran delikatność i niewypowiedzianą siłę – nic dziwnego, że mówi się o niej jako o faworytce do Oscara. Zachwyca także debiutujący Dominic Sessa, który nadaje Angusowi dojrzewania i autentyczności.
W Polsce „Przesilenie zimowe” można było zobaczyć premierowo na American Film Festival we Wrocławiu, gdzie publiczność przyjęła film z ogromnym wzruszeniem. Obecnie film jest dostępny na platformie Canal Plus.

