Te 5 coverów znanych piosenek wygenerowało AI. Mają więcej odsłuchań... niż niejeden oryginał
AI jest już wszędzie - w telefonach, w pracy, w medycynie, w systemach, które sprawiają, że życie płynie szybciej i sprawniej. A teraz… tworzy także muzykę, przy której ludzie tańczą na imprezach i bawią się równie dobrze, jeśli czasami nie lepiej - niż przy oryginałach. Jedni są tym zafascynowani, inni mówią o „końcu ludzkości”. Gdzie zatem leży granica korzystania z AI?

Początki sztucznej inteligencji sięgają połowy XX wieku - to wtedy, dzięki pionierskim pracom, zrodziła się idea maszyn, które potrafią myśleć. Jeżeli mielibyśmy wskazać jedną osobę, która jako pierwsza naprawdę sformułowała koncepcję inteligentnej maszyny, byłby to Alan Turing. W 1950 roku opublikował słynny esej „Computing Machinery and Intelligence”, w którym postawił pytanie: Czy maszyny mogą myśleć? I zaproponował Test Turinga , który jest jedną z najważniejszych koncepcji w filozofii AI. Turing przewidział, że jeśli damy komputerom odpowiednio dużo mocy obliczeniowej i danych, będą mogły naśladować ludzką inteligencję.
Dziś AI towarzyszy nam na co dzień: od asystentów głosowych, przez narzędzia do pracy, po aplikacje medyczne, przemysł, rozrywkę - i pokazuje, że granica między technologią a codziennością jest coraz mniej wyraźna. Coraz częściej traktujemy sztuczną inteligencję jak dobrze nam znany długopis: kiedy chcemy sprawdzić coś szybko, zapytać, zaprojektować, wygenerować - zamiast sięgać po książki, odwiedzać ekspertów, wchodzimy na czat, wciskamy Enter i otrzymujemy odpowiedź. W wielu miejscach to działa - i powiedzmy sobie szczerze - ułatwia życie.
Trzeba jednak pamiętać, że sztuczna inteligencja popełnia błędy - czasem przegapia kontekst, upraszcza, bazuje wyłącznie na danych, które w nią „wpakowano”. To trochę jak rozszerzona Wikipedia: dostępna, szybka, wygodna, ale tworzona przez człowieka i podatna na niedokładności. A mimo to zaufaliśmy AI na tyle, że pozwalamy, by już nie tylko podawała nam szybki i łatwy przepis na zupę pomidorową, ale także komponowała, śpiewała i rywalizowała z ludzką kreatywnością.
W tym artykule:
- Zespół Ejaje - co to takiego?
- Nie tylko disco polo - AI wchodzi na listy Billboardu
- Gdy algorytm śpiewa lepiej od… wielu z nas
- Sztuczna inteligencja kontra twórczość ludzka
- Gdzie leży granica w korzystaniu z AI?
Zespół Ejaje - co to takiego?
Zbliżają się Andrzejki, a na listach DJ-ów oprócz nieprzemijających klasyków takich jak „I wanna dance with Somebody” czy „YMCA” zagościły utwory wygenerowane przez... sztuczną inteligencję. Na YouTubie wśród playlist polecanych na imprezę andrzejkową króluje kanał: EjajeOfficial - wirtualny zespół, który w rzeczywistości nie istnieje - a dzięki AI przerabia polskie hity disco polo na styl lat 70. i 80. Utwory brzmią jakbyśmy przenieśli się na dancing z czasów PRL, tylko że zamiast big bandu jest tak liczna orkiestra, że musiałby opłacić ją „właściciel” Pewexu. A po ilości wyświetleń i komentarzach widać, że ludzie chętnie sięgają po te wersje - zamiast oryginałów - bo są „świeże”, „zaskakujące” i „naprawdę taneczne”.
Twórca kanału zaczynał 17 lat temu od amatorskich filmików, lecz dopiero wykorzystanie AI dało jego projektowi drugie życie. Ostatnio na warsztat poszedł hit „Mandacik” Zenka Martyniuka i zespołu Łobuzy - w dwa dni przeróbka zdobyła 26 tysięcy odsłon. Wcześniej Ejaje przerabiał m.in. „Jesteś szalona”, „Moja mała blondyneczko”, „Przez twe oczy zielone” czy „Tak kocha się tylko w filmach”, który w pół roku osiągnął 2,1 miliona wyświetleń. Wszystko powstaje w pełnej aranżacji, z wokalem i klimatem charakterystycznym dla dekad sprzed lat - i to wszystko dzięki AI.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby YouTube i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
Nie tylko disco polo - AI wchodzi na listy Billboardu
Polska scena to jedno, a globalne wydarzenia pokazują, że AI w muzyce nie zna granic. Projekt Xania Monet stworzył piosenkę „How Was I Supposed to Know”, która trafił na prestiżową listę Billboard, na zestawienie Adult R&B Airplay.
Wystarczył miesiąc, by projekt wygenerował miliony odtworzeń na Spotify i był emitowany aż w 15 stacjach radiowych w USA. AI stała się tu nie tylko narzędziem, ale pełnoprawnym twórcą w oczach rynku i słuchaczy. Wielu z nich wciąż nie ma pojęcia, że utwór ten nie jest wykonywany przez istniejącego artystę. I powiem szczerze, że gdybym usłyszała tę piosenkę w radio, to nie zorientowałabym się, że to śpiewa maszyna, a nie człowiek.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby YouTube i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
Gdy algorytm śpiewa lepiej od… wielu z nas
Możliwość generowania muzyki przez AI otworzyła drogę do zjawisk, które jeszcze do niedawna wydawały się absurdalne: AI‑coverów znanych piosenek, alternatywnych wersji utworów - i być może - projektów, w których algorytm odpowiada za całość: melodię, słowa, aranżację. W sieci coraz głośniej o przypadkach, gdzie takie AI‑utwory biją popularnością - mają miliony odsłuchań, trafiają na playlisty, są miksowane w klubach czy imprezach.
Łatwo więc wyobrazić sobie sytuację, w której zamiast tradycyjnego zespołu, gdzie cztero‑, pięcio‑, sześciu muzyków wkłada serce i lata prób, stajemy przed cyfrowym bytem - gotowym do stworzenia hitu w minutę. To ekscytujące i - przyznajmy - trochę przerażające. Bo nagle pytań pojawia się więcej niż odsłon na YouTube.
Sztuczna inteligencja kontra twórczość ludzka
Oczywiście, nie sposób nie dostrzec plusów: szybkość, dostępność, brak potrzeby sprzętu, studia, wieloletnich lekcji muzyki. AI rozpycha się w muzyce jak kometa - i zmienia reguły gry. Ale warto zapytać: co tracimy? Bo muzyka to przecież emocja. Nieraz niedoskonała, czasem surowa, ale prawdziwa. Czy algorytm może oddać ludzkie drżenie głosu, pominięcie akordu, albo napięcie przed refrenem? W świecie, w którym każdy może być kompozytorem‑jednorazówką, łatwo zatracić poczucie, co to znaczy „być artystą”.
Do tego dochodzą kwestie prawne i etyczne. Własność intelektualna, prawa autorskie, oryginalność - to dziś już nie formalność, to pole bitwy. Bo jak traktować utwory wygenerowane przez AI? Czy to „nasze”, jeśli to my nacisnęliśmy „Generate”, czy raczej produkt firmy technologicznej, która zasiliła model danymi scraped z internetu? Kto jest autorem tych utworów?
Zgodnie z przepisami - AI nie ma osobowości prawnej, więc formalnie prawa przysługują twórcy algorytmu, użytkownikowi lub… nikomu. Czy więc „Mandacik” stworzony przez AI zasługuje na ochronę? Prawo autorskie klasycznie tego nie przewiduje, bo nie spełnia kryteriów twórczości ludzkiej. A jednak odbiorcy klikają, słuchają i zachwycają się efektami. Wirtualny utwór wkracza w świat rzeczywisty, wywołując pytania o wartość artystyczną, rynek i przyszłość twórczości.
Badania pokazują, że rosnąca fala AI‑utworów stawia przed branżą muzyczną poważne wyzwania - także w wykrywaniu, co jest autentyczne, a co syntetyczne.
Gdzie leży granica w korzystaniu z AI?
Sztuczna inteligencja od narzędzia stała się partnerem. Już nie zastanawiamy się, czy ją włączamy - po prostu ją używamy. W codziennych zadaniach, w pracy, w rozrywce, w muzyce. W bardzo wielu momentach - niespostrzeżenie. To fascynujący czas: balansujemy między zachwytem a niepokojem. W jednym momencie AI pomaga nam szybciej działać, w drugim - zmusza do pytania: co to znaczy być twórcą? Co znaczy „autentyczność” i czy technologia może ją zastąpić?
Jedno jest pewne: żyjemy w momencie, kiedy sztuczna inteligencja naprawdę zmienia zasady. I… musimy przyznać: nie chcemy już wracać do czasów bez niej. Pytanie tylko gdzie leży granica między wygodą, do której zdążyliśmy już przywyknąć, a własną wartością, której nie chcemy oddać.

