Ta polska książka to jedna z najsłynniejszych powieści na świecie. Za granicą nakręcili na jej podstawie arcydzieło, którego Lem nie znosił
„Solaris” Stanisława Lema to jedna z najsłynniejszych polskich powieści XX wieku – tłumaczona, analizowana i ekranizowana na całym świecie. Najgłośniejszą adaptację stworzył Andriej Tarkowski w 1972 roku, a jego film zachwycił Cannes i wszedł do historii kina. Problem w tym, że sam Lem miał z tą wersją ogromny kłopot.

„Solaris”, wydane w 1961 roku, szybko stało się najbardziej rozpoznawalną powieścią Stanisława Lema: intelektualnie elegancką, chłodną jak stal laboratoriów, a jednocześnie poruszającą tam, gdzie człowiek jest najbardziej bezbronny. To książka o spotkaniu z czymś radykalnie obcym, ale też o winie, pamięci i złudzeniu, że w kosmosie naprawdę szukamy Innego – a nie własnego odbicia.
Paradoks polega na tym, że Lem przez lata patrzył na kino science fiction z rezerwą. Uważał, że filmowa technologia nie potrafi jeszcze udźwignąć takich historii i często sprowadza literacką wyobraźnię do efektownych, ale płaskich obrazów. Przełom przyszedł dopiero pod koniec lat 60., kiedy pozytywny odbiór „Przekładańca” Andrzeja Wajdy skłonił go do większej otwartości na ekranizacje. Wtedy pojawiła się zgoda, by „Solaris” trafiło do kina w wersji Andrieja Tarkowskiego. I właśnie tam, gdzie mogła zacząć się artystyczna legenda bez rys, zaczął się konflikt.

Powieść „Solaris” w ekranizacji Andrieja Tarkowskiego
Tarkowski od początku nie zamierzał robić wiernej ilustracji powieści. Interesowało go nie tyle laboratorium, nauka i filozoficzny problem kontaktu z obcą inteligencją, ile wnętrze człowieka: pamięć, tęsknota, poczucie winy i potrzeba odkupienia. Chciał opowiedzieć „Solaris” bardziej jako duchowy dramat niż chłodną opowieść o granicach poznania. Dla Lema był to problem zasadniczy. Autorowi zależało na tym, by adaptacja pozostała blisko logiki książki: jej intelektualnej konstrukcji, naukowego napięcia i centralnego pytania o to, czy człowiek w ogóle potrafi zrozumieć coś, co wymyka się ludzkim kategoriom.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby YouTube i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
Tarcia pojawiły się już na etapie scenariusza. Lem miał zastrzeżenia do zmian w fabule, dopisywania nowych elementów i przesuwania akcentów psychologicznych. Tarkowski z kolei odbierał chłód pisarza jako brak uznania dla swojej wizji. Przy scenariuszu pracował również Fridrikh Gorensztein, pojawiały się poprawki i kompromisy, ale zasadniczej różnicy nie dało się zasypać. To nie był spór o pojedynczą scenę. To było zderzenie dwóch wielkich wyobraźni, które chciały z tej samej historii wydobyć coś zupełnie innego.
Cannes biło brawo, Lem odwracał wzrok
Film Tarkowskiego, zrealizowany przez Mosfilm, trafił do kin w 1972 roku i szybko został zauważony daleko poza granicami ZSRR. „Solaris” pojawiło się w Cannes, gdzie zdobyło nagrodę FIPRESCI i Grand Prix jury, a także było nominowane do Złotej Palmy. Dla historii kina był to moment przełomowy: adaptacja polskiej powieści weszła do światowego kanonu science fiction i kina autorskiego.
Tyle że Lem nie potraktował tego jak własnego triumfu. Wręcz przeciwnie – pozostał wobec filmu mocno krytyczny. Według przywoływanych relacji nie obejrzał go nawet w całości, a swoją opinię opierał przede wszystkim na lekturze scenariusza i fragmentach ekranizacji. Najbardziej drażniło go to, że Tarkowski przesunął „Solaris” z obszaru filozoficznej konfrontacji z obcą inteligencją w stronę dramatu psychologicznego. Pisarz zarzucał filmowi „amputowanie” warstwy naukowej i dokładanie elementów, które w jego odczuciu oddalały historię od sedna powieści. Tam, gdzie świat widział arcydzieło, Lem widział adaptację, która pięknie wygląda, ale mówi o czymś innym niż jego książka.
„Solaris” wracało na ekran, ale cień Tarkowskiego został
Tarkowski nie był pierwszym reżyserem, który zmierzył się z „Solaris”. Już w 1968 roku powstała radziecka adaptacja w reżyserii Borysa Nirenburga, jednak to wersja z 1972 roku stała się tą najważniejszą – filmem, do którego do dziś porównuje się wszystkie kolejne próby. A tych nie brakowało. W 2002 roku po „Solaris” sięgnął Steven Spielberg, obsadzając w głównej roli George’a Clooneya. Amerykańska wersja jeszcze mocniej pokazała, jak trudny jest materiał Lema. Bo „Solaris” można opowiadać jako historię miłości, żałoby, winy, kontaktu z obcą inteligencją albo filozoficznej porażki człowieka. Problem w tym, że każda z tych wersji od razu uruchamia pytanie: czy to nadal Lem, czy już osobna opowieść reżysera?

Właśnie dlatego konflikt Lema z Tarkowskim nie jest tylko anegdotą z historii kina. To opowieść o granicach adaptacji, o prawie artysty do zdrady oryginału i o tym, że największy sukces filmu wcale nie musi oznaczać zgody autora. „Solaris” Tarkowskiego zachwyciło świat, ale dla Lema pozostało czymś nie do końca swoim – pięknym, słynnym i bolesnym dowodem na to, że arcydzieło też może być nieporozumieniem.


