Reklama

Skandynawskie seriale mają w sobie coś, od czego trudno się oderwać. Ten chłód, cisza małych miasteczek, niedopowiedziane emocje i charakterystyczny klimat nordic noir sprawiają, że nawet najspokojniejsza historia potrafi zamienić się w opowieść, która zostaje z nami na długo.

Nic dziwnego, że wielu widzów z niecierpliwością czeka na kolejne premiery z północy. Wkrótce na ekranach pojawi się pierwszy serial oparty na książkach Jo Nesbø o kultowym detektywie Harrym Hole'u - produkcja, na którą fani skandynawskich kryminałów czekają od lat.

Zanim jednak nadejdzie ta premiera, Netflix dorzuca coś, obok czego trudno przejść obojętnie. Na platformie pojawił się właśnie trzyodcinkowy duński dokument true crime „Przyjaciel i morderca” - historia tak niepokojąca, że aż trudno uwierzyć, że wydarzyła się naprawdę.

„Przyjaciel i morderca” - o czym jest nowy duński true crime na Netflix

Przyjaciel i morderca
mat. prasowe

Akcja dokumentu rozgrywa się w niewielkiej duńskiej miejscowości, która przez osiem lat żyła w cieniu tajemniczego sprawcy. Dochodziło do napadów, porwań i brutalnego morderstwa, a mimo to policja przez długi czas nie była w stanie wskazać winnego. Strach powoli przenikał codzienne życie mieszkańców. Nikt nie wiedział, komu można ufać i czy kolejny atak nie wydarzy się tuż za rogiem.

Kiedy w końcu zatrzymano podejrzanego, wydawało się, że społeczność wreszcie odetchnie. Dla części osób był to jednak dopiero początek najgorszego koszmaru. Amanda, Nichlas i Kiri odkryli bowiem, że sprawcą jest ktoś z ich własnego kręgu - człowiek, z którym dorastali, spędzali czas i któremu przez lata bezgranicznie ufali.

Historia, która wstrząsnęła całą Danią

Przyjaciel i morderca
mat. prasowe

Duński miniserial dokumentalny w reżyserii Christian Dyekjær opowiada tę historię z perspektywy ludzi, którzy byli najbliżej wydarzeń. Twórcy nie skupiają się na sensacyjnym odtwarzaniu zbrodni, ale na emocjach tych, którzy musieli zmierzyć się z prawdą. Głos zabierają przyjaciele sprawcy, mieszkańcy miejscowości oraz osoby, które obserwowały, jak niewielka społeczność powoli rozpada się pod ciężarem strachu i podejrzeń.

Jedną z nich jest miejscowa proboszczka Anna Helleberg Kluge, która przez lata przyglądała się temu, jak dramat wpływa na życie mieszkańców. "Widziałam, jak lokalną społecznością codziennie targał strach, żal, gniew i podejrzliwość. Nikt nie wiedział, komu może zaufać. […] Ale widziałem też drobne oznaki, że społeczność może odnaleźć drogę powrotną - że ludzie potrafią się nawzajem wspierać i powoli iść naprzód po tym, co niewyobrażalne."

„Przyjaciel i morderca” - true crime, które stawia inne pytania

Przyjaciel i morderca
mat. prasowe

„Przyjaciel i morderca” nie jest typowym dokumentem kryminalnym skupionym na śledztwie. Zamiast szczegółowej rekonstrukcji wydarzeń dostajemy raczej psychologiczny portret zdrady i utraconego zaufania. To historia o tym, jak wygląda życie po odkryciu, że ktoś bliski prowadził podwójne życie - i jak trudno jest pogodzić wspomnienia z nową prawdą.

W tym sensie serial przypomina inny głośny duński tytuł z Netflixa - „Pielęgniarka” - gdzie najważniejsze nie było samo przestępstwo, ale pytanie: jak to możliwe, że przez tak długi czas nikt niczego nie zauważył?

Dlaczego warto obejrzeć ten miniserial

Trzy odcinki wystarczą, by wciągnąć się w historię, która bardziej niż sensacją działa emocjami. „Przyjaciel i morderca” pokazuje, jak krucha potrafi być społeczna równowaga i jak łatwo strach może zniszczyć zaufanie między ludźmi. To spokojny, momentami niemal intymny dokument, który zostawia widza z pytaniem: czy naprawdę znamy ludzi, którzy są najbliżej nas.

Jeśli lubicie skandynawskie true crime i historie, które bardziej analizują ludzką psychikę niż policyjne procedury, ta nowość Netflixa zdecydowanie powinna trafić na waszą listę.

Reklama
Reklama
Reklama