Reklama

Są filmowe duety, które z definicji nie powinny działać a jednak to właśnie one okazują się najbardziej elektryzujące. Na tym polega urok buddy cop movies, czyli historii o niedobranych partnerach wrzuconych w sam środek śledztwa, chaosu i serii niekontrolowanych zdarzeń. Zderzenie dwóch silnych osobowości, akcji i ostrego humoru tworzy mieszankę, która od dekad uwodzi widzów. W tym gatunku liczy się nie tylko zagadka kryminalna, ale przede wszystkim relacja: pełna tarć, ripost i nieoczekiwanej chemii. To kino, które bawi się napięciem równie chętnie, jak policyjną intrygą.

„Nice Guys. Równi goście”, czyli Los Angeles z lat 70.

Los Angeles drugiej połowy lat 70. nie ma w sobie nic z pocztówkowego glamour. Miasto tonie w smogu, a pod migoczącymi światłami dyskotek przemysł rozrywki splata się z branżą porno w duszny, niepokojący krajobraz. W sam środek tego stylowego chaosu wpada dwóch detektywów, którzy na pierwszy rzut oka nie powinni mieć ze sobą nic wspólnego. Jackson Healy to brutal do wynajęcia, ale z własnym, zaskakująco sztywnym kodeksem moralnym. Holland March , prywatny detektyw, który równie często błądzi, co wpada na trop, jest cyniczny, chwiejny i rozbrajająco zabawny. Ich wymuszony sojusz szybko zamienia się w pełne zwrotów akcji śledztwo, prowadzące przez coraz mroczniejsze zakamarki miasta.

Duet, który iskrzy. Gosling i Crowe genialni!

Healy to typ twardziela, który nie komplikuje sobie życia. Jest silny, konkretny i działa bez zbędnych słów, ale jednocześnie trzyma się własnych zasad. March wypada przy nim zupełnie inaczej. To detektyw bardziej chaotyczny, nerwowy i nieprzewidywalny. Często próbuje coś ugrać dla siebie, ale równie często pokazuje, że wcale nie ma wszystkiego pod kontrolą. I właśnie na tym opiera się siła tego duetu. Ich różne charaktery nie służą tylko do żartów — to one napędzają akcję, dialogi i całą energię filmu.

Szczególnie dobrze wypada tu Ryan Gosling, który pokazuje ogromny talent komediowy. Jego bohater bywa nieporadny, spanikowany i momentami wręcz bezbronny, ale właśnie dzięki temu wnosi do filmu lekkość i humor. Russell Crowe jest jego przeciwieństwem, bardziej surowy, opanowany i zdecydowany. Razem tworzą duet, który ogląda się z dużą przyjemnością.

Smak oldskulowego kina

Shane Black, kojarzony z tradycją współczesnego kina kumpelskiego i związany m.in. z „Zabójczą bronią”, buduje „Nice Guys. Równi goście” jak elegancki koktajl z epoki: noir’owa atmosfera, intryga o kilku piętrach i komedia, która nie boi się gwałtownych skrętów. Film nie udaje produkcji „dla wszystkich”. Jest wyraźnie adresowany do widzów, którzy lubią, gdy kino rozrywkowe ma charakter, a humor idzie w parze z lekko nieprzyjemnym sznytem przemocy i groteski.

Film jest w katalogu Prime Video.

Reklama
Reklama
Reklama