Reżyser nominowanej do Oscara „Dziewczyny z igłą” szykuje film na podstawie głośnej książki. W roli głównej gwiazda „Sukcesji”
„The Passenger” Magnusa von Horna to historia ucieczki, która zaczyna się nie od biegu, lecz od pęknięcia świata. W centrum: Jeremy Strong jako Otto Silbermann – człowiek, który traci dom, bezpieczeństwo i złudzenie, że dawny porządek jeszcze wróci.

Strong wcieli się w Ottona Silbermanna, zamożnego niemieckiego Żyda, który po pogromach listopada 1938 roku ucieka z Berlina. Film będzie adaptacją powieści „Podróżny” Ulricha Alexandra Boschwitza – tekstu napisanego niemal na gorąco, w cieniu wydarzeń, które dopiero miały odsłonić swój pełny, katastrofalny wymiar.
Cztery dni, w których Berlin przestaje być domem
Akcja „The Passenger” rozgrywa się w listopadzie 1938 roku, tuż po Nocy Kryształowej. Otto Silbermann, zamożny niemiecki Żyd, jeszcze niedawno mógł wierzyć, że chronią go pozycja, pieniądze i reguły świata, który znał od zawsze. Nagle okazuje się jednak, że wszystko, co budowało jego poczucie bezpieczeństwa, przestaje mieć znaczenie.
Silbermann nie ucieka w sposób efektowny ani heroiczny. Nie ma gotowego planu, bezpiecznej trasy ani pewności, komu może zaufać. Przez cztery dni przemieszcza się od pociągu do pociągu, próbując ocalić życie, majątek i resztki dawnej tożsamości. Kolejne stacje, przedziały i przypadkowe spotkania tworzą przestrzeń pozornego ruchu, która coraz bardziej przypomina pułapkę.
Właśnie w tym napięciu najmocniej wybrzmiewa materiał, po który sięga Magnus von Horn. „The Passenger” ma potencjał thrillera ucieczki, ale takiego, który nie opiera się na widowiskowych pościgach. Jego siłą może być narastające poczucie osaczenia: pytanie o dokumenty, zbyt długie spojrzenie obcego człowieka, świadomość, że każdy kolejny wybór jest tylko chwilowym odsunięciem katastrofy.
Najbardziej niepokojące w tej historii jest jednak nie samo zagrożenie, lecz moment, w którym bohater wciąż próbuje wierzyć, że dawny porządek można jeszcze odzyskać. Że wystarczy przeczekać, przekupić, przekonać kogoś do pomocy, wsiąść do następnego pociągu. Tymczasem kraj, który był domem, krok po kroku zamienia się w miejsce bez wyjścia.
Von Horn otwiera nowy rozdział, Jeremy Strong daje twarz ucieczce
Dla Magnusa von Horna „The Passenger” będzie pierwszym filmem anglojęzycznym i kolejnym ważnym projektem po „Dziewczynie z igłą”, nominowanej do Oscara w kategorii najlepszego filmu międzynarodowego. Reżyser ponownie sięga po historię, która nie działa jak zamknięty rozdział z przeszłości, lecz jak opowieść o chwili, w której człowiek zostaje wystawiony na graniczną próbę.
Film powstaje na podstawie powieści „Podróżny” Ulricha Alexandra Boschwitza, a scenariusz von Horn współtworzy z Aleko Gotscheffem. To ważne, bo siła tej historii nie leży wyłącznie w historycznym kontekście. Leży także w psychologii bohatera, który z każdym kilometrem coraz wyraźniej rozumie, że traci nie tylko dom i bezpieczeństwo, lecz także język, którym dotąd opisywał własne życie.
Dlatego wybór Jeremy’ego Stronga wydaje się tak znaczący. Aktor nagrodzony Emmy za „Sukcesję” i nominowany do Oscara za rolę Roya Cohna w „Wybrańcu” potrafi budować napięcie bez wielkich gestów. W jego najlepszych rolach najwięcej dzieje się pod powierzchnią: w pauzie, spojrzeniu, drobnej zmianie tonu. Otto Silbermann może być dla niego postacią właśnie tego rodzaju – człowiekiem, który próbuje zachować kontrolę, choć wszystko wokół dowodzi, że kontrola już nie istnieje.
Cannes uruchamia międzynarodową drogę filmu
Za produkcję odpowiadają Port au Prince Films, czyli Jan Krueger i Rosh Khodabakhsh, oraz Lava Films z Mariuszem Włodarskim. Producentką wykonawczą jest Martina Valentina Baumgartner. FilmNation Entertainment współfinansuje projekt i planuje rozpocząć jego sprzedaż w Cannes, co od razu wpisuje „The Passenger” w międzynarodowy obieg kina prestiżowego.
FilmNation pozyskało prawa światowe do filmu, z wyłączeniem terytoriów niemieckojęzycznych i Polski. Ten układ dobrze pokazuje, że projekt ma funkcjonować szeroko, ale jednocześnie pozostaje mocno związany z europejską pamięcią historyczną. To nie jest tylko dramat kostiumowy ani kolejna opowieść o ucieczce. To film o momencie, w którym człowiek odkrywa, że świat może skończyć się nie nagle, lecz poprzez serię coraz mniejszych zamkniętych drzwi.
Jeśli von Horn utrzyma ten ton, „The Passenger” może stać się kinem eleganckim, nerwowym i bardzo precyzyjnym. Historią rozgrywaną w pociągach, na peronach i w twarzy człowieka, który wciąż jest w ruchu, choć coraz lepiej rozumie, że nie ma już bezpiecznego kierunku.


