Reklama

Są takie dokumenty, które ogląda się jednym ciągiem - nie dlatego, że epatują sensacją, ale dlatego, że trudno od nich odwrócić wzrok. „Drapieżca z Sewilli” to właśnie ten przypadek. Nowy serial z gatunku true crime od Netflixa niemal natychmiast trafił do najchętniej oglądanych tytułów w Polsce i trudno się dziwić - to historia, która przez lata pozostawała ukryta w cieniu.

Bo choć sprawa dotyczyła wielu kobiet, każda z nich przez długi czas myślała, że była w niej sama.

„Drapieżca z Sewilli” - nowy true crime na Netflix. O czym jest?

Drapieżca z Sewilli
mat. prasowe

Punktem zwrotnym była decyzja jednej osoby. Gabrielle Vega, która jako nastolatka wyjechała do Hiszpanii, zdecydowała się po latach opowiedzieć o swoim doświadczeniu publicznie w telewizji. To wystarczyło. W krótkim czasie zaczęły zgłaszać się kolejne kobiety ze Stanów Zjednoczonych - wcześniej sobie obce, ale łączone przez podobne przeżycia i tę samą osobę.

Wszystkie wskazywały na Manuela Blanco Velę, przewodnika związanego z biurem Discover Excursions. W środowisku studentów funkcjonował jako charyzmatyczny organizator wyjazdów, ktoś, komu się ufa. Dokument pokazuje, jak łatwo taka fasada potrafi uśpić czujność - zwłaszcza w obcym kraju, z dala od bliskich i punktów odniesienia.

„Drapieżca z Sewilli” przez 15 lat pozostawał bezkarny

Drapieżca z Sewilli
mat. prasowe

To, co najmocniej wybrzmiewa w „Drapieżcy z Sewilli”, to nie tylko sama historia, ale mechanizm, który pozwalał jej trwać. Każda z kobiet żyła z przekonaniem, że to, co ją spotkało, było jednostkowe. Izolacja, wstyd i poczucie winy skutecznie zamykały drogę do mówienia o tym głośno. Dopiero kiedy historie zaczęły się ze sobą łączyć, powstał pełny obraz. Twórcy dokumentu opierają się na relacjach ofiar i materiałach, które przez lata nie ujrzały światła dziennego. To nie jest łatwe oglądanie - ale właśnie dlatego tak potrzebne.

Śledztwo trwało latami i zakończyło się w lutym 2025 roku. Manuel Blanco Vela został skazany na 9 lat więzienia za napaści seksualne na trzy studentki. „Drapieżca z Sewilli” pokazuje jednak coś więcej niż finał sprawy. To opowieść o tym, jak jedna decyzja - o zabraniu głosu - potrafi uruchomić zmianę, która wcześniej wydawała się niemożliwa.

Nowy true crime, który zostaje w głowie na długo

Drapieżca z Sewilli
mat. prasowe

Wyreżyserowany przez Alejandro Olverę i wyprodukowany przez Atresmedia oraz Newtral dokument zadebiutował na Netflixie 27 marca 2026 roku i już trafił do topki oglądalności.

To jeden z tych tytułów, po których trudno od razu włączyć coś lekkiego. Zostaje z widzem - nie przez zwroty akcji, ale przez emocje, które trudno nazwać i jeszcze trudniej zignorować.

Reklama
Reklama
Reklama