Przegapiłam w natłoku premier Netflixa. Ta ekranizacja Stephena Kinga wciąga i trzyma w napięciu
Ten film to Stephen King w całej swej okazałości. Dziwny, mroczny i bardzo wciągający miks thrillera, fantasy, westernu i postapokaliptycznej opowieści o świecie stojącym na granicy rozpadu.

Są takie filmy, które pojawiają się na Netflixie po cichu, bez wielkiej kampanii i tygodni hype’u w social mediach. A potem okazuje się, że wieczorem włączasz „tylko na chwilę”… i nagle mijają dwie godziny. Tak właśnie miałam z „Mroczną wieżą” - ekranizacją kultowej sagi Stephena Kinga.

Stephen King i historie, które świetnie wyglądają na ekranie

Nie bez powodu ekranizacje książek Stephena Kinga od dekad elektryzują widzów. Jego historie mają w sobie coś bardzo filmowego - są jednocześnie kameralne i epickie, pełne emocji, lęków, tajemnic i bohaterów, którzy muszą zmierzyć się nie tylko z potworami, ale przede wszystkim z własnym strachem. King od lat pozostaje jednym z najczęściej ekranizowanych pisarzy świata. To spod jego pióra wyszły między innymi:
- Lśnienie
- To
- Skazani na Shawshank
- Zielona mila
- Doktor Sen
Co ciekawe, sam King wielokrotnie powtarzał, że horror nigdy nie był dla niego wyłącznie straszeniem. Najbardziej interesowało go to, jak ludzie zachowują się w sytuacji granicznej - kiedy świat przestaje być bezpieczny i logiczny. I dokładnie to czuć również w „Mrocznej wieży”.
O czym jest film „Mroczna wieża” dostępny na Netflix?

W centrum historii znajduje się Roland Deschain - ostatni rewolwerowiec przemierzający postapokaliptyczny świat pełen ruin, przemocy i niepokojącej magii. Jego celem jest powstrzymanie Człowieka w czerni, tajemniczego Waltera O’Dima, który próbuje doprowadzić do upadku Mrocznej Wieży - mistycznej konstrukcji podtrzymującej równowagę między światami. W tę historię zostaje wciągnięty także Jake Chambers, chłopak obdarzony niezwykłymi zdolnościami. To właśnie on staje się kluczem do walki, która zdecyduje o losie całego uniwersum.
I choć brzmi to bardzo fantasy, film ma w sobie też sporo thrillera i westernowego klimatu. Są pościgi, napięcie, pustynne krajobrazy i poczucie ciągłego zagrożenia. Momentami „Mroczna wieża” przypomina sen połączony z koszmarem - trochę jakby „Mad Max: Na drodze gniewu” spotkał się z mrocznym światem Kinga.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby YouTube i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
Idris Elba i Matthew McConaughey kradną cały film

Największą siłą filmu jest jednak duet aktorski. Idris Elba jako Roland jest oszczędny, zmęczony i bardzo charyzmatyczny. To bohater, który mówi niewiele, ale cały ciężar historii nosi właściwie w spojrzeniu.
Po drugiej stronie stoi Matthew McConaughey jako Człowiek w czerni - spokojny, niepokojący i momentami wręcz hipnotyzujący. Ich relacja nie opiera się wyłącznie na klasycznym konflikcie dobra ze złem. Bardziej przypomina starcie dwóch ludzi, którzy od dawna wiedzą, że są sobie przeznaczeni.
To nie jest typowe fantasy

I chyba właśnie to podobało mi się najbardziej. „Mroczna wieża” nie próbuje być kolejnym wielkim blockbusterem fantasy z dziesiątkami wątków i lore’em tłumaczonym przez pół filmu. To raczej szybka, mroczna podróż przez świat, który powoli się rozpada. Film trwa zaledwie 95 minut, więc ogląda się go bardzo dynamicznie - bez dłużyzn i niepotrzebnych przestojów.
Jeśli lubicie klimaty Stephena Kinga, postapokaliptyczne historie albo thrillery fantasy z niepokojącą atmosferą, naprawdę warto dać temu filmowi szansę. Zwłaszcza że w natłoku netflixowych premier łatwo było go zwyczajnie przegapić.
„Mroczna wieża” od października 2025 roku jest dostępna na Netflix.

