Powstał po to, by straszyć. Widzowie Netflixa rzucili się na tę nowość
Niektóre filmy ogląda się dla przyjemności. Inne - zostają z nami na długo po seansie. „Przeklęta woda”, nowy hit Netflixa, robi jedno i drugie. To horror, który powoli wciąga pod powierzchnię i sprawia, że jeszcze długo po wyłączeniu ekranu zastanawiasz się, co właściwie czai się w ciemności.

Są filmy, które mają nas rozśmieszyć. Są takie, które wzruszają do łez. I są też te, które powstały tylko po to, by wywołać w nas czysty, pierwotny lęk. Horrory od zawsze grają na emocjach, które najchętniej trzymamy pod kontrolą - strachu przed tym, czego nie widać, co czai się gdzieś obok, tuż poza zasięgiem wzroku.
I choć przyznaję to bez bicia - to nie jest mój pierwszy wybór na wieczór. Zwykle oglądam je przez palce, zza kołdry albo z pilotem w ręku, gotowa w każdej chwili zrobić pauzę. A jednak coś sprawia, że od czasu do czasu daję się wciągnąć. Zwłaszcza kiedy cały Internet zaczyna mówić jednym głosem. Bo jeśli horror trafia na pierwsze miejsce Netflixa, to znak, że coś jest na rzeczy. I wygląda na to, że my - widzowie - naprawdę lubimy czasem podnieść sobie ciśnienie. Nawet jeśli potem żałujemy, gasząc światło w sypialni.
O czym jest „Przeklęta woda”? Zwykły dom, niezwykły koszmar

Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda znajomo. Rodzina przeprowadza się do nowego domu, próbując zacząć od nowa. Ray - były sportowiec - chce wrócić do formy po chorobie, a przydomowy basen wydaje się idealnym rozwiązaniem. Ma być spokojnie, bezpiecznie, normalnie.
Tyle że bardzo szybko okazuje się, że to właśnie woda staje się źródłem niepokoju. Najpierw subtelnie - drobne sygnały, których nie da się do końca wyjaśnić. Potem coraz intensywniej. Nocne kąpiele, dziwne zachowania, uczucie, że ktoś… albo coś, patrzy spod powierzchni. Granica między tym, co realne, a tym, co nadprzyrodzone zaczyna się zacierać. A basen - zamiast być miejscem ukojenia - zamienia się w przestrzeń, której zaczynasz się bać nawet jako widz.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby YouTube i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
Obsada, która buduje napięcie od pierwszej sceny

W centrum tej historii stoi Wyatt Russell, który gra Raya z wyczuwalnym napięciem - jego bohater balansuje między nadzieją a czymś znacznie mroczniejszym. To jedna z tych ról, gdzie wszystko dzieje się trochę „pod skórą”. Partneruje mu Kerry Condon jako Eve - uważna, czujna i coraz bardziej przerażona. To właśnie jej spojrzenie prowadzi nas przez najbardziej niepokojące momenty filmu. Kiedy ona zaczyna się bać, my boimy się razem z nią.
Na drugim planie pojawiają się też dzieci, które - jak to często bywa w horrorach - widzą i czują więcej, niż dorośli chcieliby przyznać. I to właśnie ich obecność dodaje tej historii jeszcze większego ciężaru emocjonalnego.
Horror, który nie krzyczy - tylko powoli wciąga

„Przeklęta woda” nie idzie w tanie straszenie. To nie jest film, który co chwilę podbija dźwięk i liczy na jump scare’y. Tu napięcie buduje się inaczej - ciszą, ciemnością i tym niepokojącym uczuciem, że coś jest nie tak. Motyw wody działa tu wyjątkowo mocno. Z jednej strony przyciąga, uspokaja, daje poczucie bezpieczeństwa. Z drugiej - skrywa coś, czego nie da się zobaczyć. I właśnie na tym kontraście film gra najlepiej.
Są momenty, kiedy naprawdę trudno oderwać wzrok. I takie, kiedy masz ochotę go odwrócić - ale i tak patrzysz dalej.
Dla kogo jest „Przeklęta woda”?

To idealna propozycja dla fanów klimatycznych horrorów, które bardziej „wchodzą w głowę” niż atakują wprost. Jeśli lubisz filmy w stylu „The Ring” czy „It Follows”, ten tytuł bardzo szybko wciągnie cię w swój świat.
To też trochę guilty pleasure - seans na wieczór, kiedy chcesz się bać, ale w ten „dobry” sposób. Taki, po którym sprawdzasz jeszcze raz, czy światło w łazience na pewno jest zgaszone.
Netflix ma nowy hit. I widzowie już to wiedzą

„Przeklęta woda” błyskawicznie trafiła na pierwsze miejsce w TOP 10 Netflixa i trudno się dziwić. To film, który nie potrzebuje wielkich efektów, żeby przyciągnąć uwagę. Wystarczy pomysł, klimat i to jedno pytanie, które zostaje z tobą na długo: co tak naprawdę kryje się pod powierzchnią?
Film jest już dostępny na Netflixie i właśnie tam robi największe zamieszanie. Jeśli szukasz czegoś na wieczór, co wywoła dreszcze i nie pozwoli od razu zasnąć - to zdecydowanie jeden z tych tytułów, które warto dodać do swojej listy.

