Paweł Pawlikowski z nagrodą w Cannes 2026. „Ojczyzna” dopisuje nowy rozdział do historii polskiego kina
Paweł Pawlikowski wraca z 79. Festiwalu Filmowego w Cannes z nagrodą za reżyserię. To nie tylko jeden z najważniejszych sukcesów polskiego kina podczas tegorocznej edycji festiwalu, lecz także kolejny dowód na to, że autor „Idy” i „Zimnej wojny” pozostaje jednym z najbardziej rozpoznawalnych głosów europejskiego kina.

Wyróżnienie przyznano ex aequo z filmem „La bola negra” Javiera Ambrossiego i Javiera Calvo, co nie jest częstym przypadkiem na festiwalu.
Paweł Pawlikowski najlepszym reżyserem w Cannes
Nagroda za reżyserię w Cannes rzadko jest tylko kolejną statuetką. To sygnał, że język filmu, jego rytm, forma i sposób prowadzenia emocji poruszyły jurorów równie mocno jak sama historia. W tym roku jury pracowało pod przewodnictwem Parka Chan-Wooka i zdecydowało się na podwójny werdykt, wyróżniając dwa bardzo różne autorskie spojrzenia. Dla Pawlikowskiego to kolejny ważny canneński moment. W 2018 roku zachwycił festiwal „Zimną wojną”, za którą otrzymał nagrodę za reżyserię. Teraz wraca z „Ojczyzną”, filmem, który wpisuje się w jego charakterystyczny styl: oszczędny, elegancki, precyzyjny, oparty na dyscyplinie kadru i emocjach, które nie potrzebują nadmiaru, by zostawić ślad.

„Ojczyzna” jako podróż przez pamięć i powojenną Europę
„Ojczyzna” prowadzi widzów przez powojenne Niemcy śladem Thomasa Manna i jego córki Eriki. To kino drogi w wersji Pawlikowskiego: mniej zainteresowane samą trasą, bardziej tym, co podróż uruchamia w pamięci, tożsamości i relacjach. Zrujnowany świat staje się tu nie tylko historycznym tłem, lecz także przestrzenią konfrontacji z pytaniem o to, czym jest dom po katastrofie i czy do ojczyzny można naprawdę wrócić. W rolach głównych występują Sandra Hüller i Hanns Zischler, a specjalny udział ma Joanna Kulig. Scenariusz Paweł Pawlikowski współtworzył z Henkiem Handloegtenem. Ten zestaw nazwisk buduje filmową aurę, w której temat europejskiej historii spotyka się z intymną opowieścią o rodzinie, pamięci i świecie po wielkim pęknięciu.
Chcesz zobaczyć tę treść?
Aby wyświetlić tę treść, potrzebujemy Twojej zgody, aby YouTube i jego niezbędne cele mogły załadować treści na tej stronie.
Sztuka potrzebuje wolności, nie instrukcji
Podczas odbierania nagrody Pawlikowski mówił o kinie jako przestrzeni, która może reagować na polityczną rzeczywistość, ale nie wtedy, gdy dostaje gotowe warunki i narzucone z zewnątrz instrukcje. W jego słowach wybrzmiała potrzeba odwagi, wolności i nieufności wobec prostych odpowiedzi. W tym sensie canneńskie wyróżnienie ma wymiar nie tylko artystyczny, lecz także symboliczny. Przypomina, że w świecie pełnym twardych podziałów kino wciąż może być miejscem nieoczywistych pytań. Nie musi natychmiast dostarczać deklaracji. Może zostawiać widza w niepokoju, zawieszeniu i refleksji.
Pawlikowski wśród najważniejszych polskich nazwisk w historii Cannes
Sukces „Ojczyzny” ustawia Pawlikowskiego w prestiżowej linii polskiej obecności na Lazurowym Wybrzeżu. Reżyser dołącza do wąskiego grona polskich twórców, którzy byli w Cannes doceniani więcej niż raz. Wcześniej podobnym statusem mogli pochwalić się m.in. Andrzej Wajda i Jerzy Skolimowski. To ważna perspektywa, bo Cannes od dekad było dla polskiego kina miejscem szczególnym. To tu nagradzano filmy, które później trafiały do historii, od „Kanału” i „Człowieka z żelaza” Wajdy po „Pianistę” Romana Polańskiego. W 2026 roku do tej opowieści dopisuje się „Ojczyzna”, film, który brzmi jak elegancki, a zarazem stanowczy głos w rozmowie o Europie, pamięci i cenie historii.

